Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Zastal zdominował polską ligę – czy jest szansa na coś więcej?

Zastal zdominował polską ligę – czy jest szansa na coś więcej?

fot. Łukasz Kremer/Zastal Enea

Polska koszykówka klubowa w ostatnich latach nie dawała zbyt wiele powodów do radości. Jak się okazało do czasu. 22 lipca 2019 roku kontrakt ze Stelmetem Eneą BC podpisał Żan Tabak. Chorwat udowadnia, że nawet nad Wisłą, mając ograniczony budżet, można zbudować zespół europejskiej klasy.

O względy chorwackiego szkoleniowca rywalizowały Polski Cukier Toruń i Stelmet Enea BC Zielona Góra. Klub z województwa lubuskiego przez lata dominował w krajowych rozgrywkach. Potrafił też z dobrej strony pokazać się w Europie. Jednak dwa lata z rzędu zakończył ligę na czwartym miejscu. Na dodatek po kompromitujących porażkach z Anwilem Włocławek w półfinale, czy Asseco Arką Gdynia w meczu o brązowy medal, losy zielonogórskiej koszykówki wisiały na włosku.



Docierały mocne głosy, że klub może nie wystartować w lidze z powodu ogromnych długów. Nic dziwnego, gdyż swego czasu najlepsi koszykarze zarabiali blisko stu tysięcy złotych miesięcznie. Klub notorycznie przepłacał. Kontraktował „emerytów z nazwiskiem”, którzy po prostu przyjechali do Polski zarobić, a nie dobrze grać w koszykówkę. Właściciel Janusz Jasiński po ogromnym rozczarowaniu osobą Igora Jovovicia, tym razem, poszedł zupełnie innym tropem. Stelmetowi udało się nakłonić do pracy niegdyś wybitnego koszykarza, mistrza NBA i wicemistrza olimpijskiego Żana Tabaka. Od tego wszystko się zaczęło.

Chorwat od początku pracy w Zielonej Górze „kupił” tym zawodników. W poprzednich sezonach „spasione koty”, jak swego czasu mówiło się o niektórych koszykarzach z Zielonej Góry, potrafiły sprzeciwić się Arturowi Gronkowi, Andrzejowi Adamkowi, Igorowi Jovoviciowi, a nawet Andrejowi Urlepowi. Przez ponad półtora roku pracy Tabaka, nie zdarzyło się, żeby jakikolwiek zawodnik nawet między słowami niepochlebnie wyraził się o współpracy ze szkoleniowcem. Koszykarze zgodnie podkreślają, że Tabak jest wymagający, czasami wręcz surowy, ale zawsze sprawiedliwy. Wiedzą, czego mogą się spodziewać, jak mają trenować i są świadomi, że tylko ciężką pracą mogą wspinać się po kolejnych koszykarskich szczebelkach. Dla Chorwata liczy się zespół, nie jednostka. Tak samo ważny, jak najlepiej punktujący gracz jest junior, pomagający drużynie w treningach. Nie ma różnicy czy jesteś 18-letnim młodziakiem, czy 37-letnim weteranem. Nie przyłożysz się do treningu? Dostaniesz taką samą reprymendę!

Niegdyś Janusz Jasiński użył dość kontrowersyjnego stwierdzenia, że w Zielonej Górze koszykarze mogą się wypromować, żeby gdzieś indziej mogli zarobić. Pół żartem, pół serio, ale jak się okazuje, jest w tym sporo prawdy. Zdecydowana większość mistrzowskiej drużyny podpisała wyższe kontrakty w nowych klubach. Drew Gordon – najpierw Awtodor Saratow, teraz Lokomotiv Kubań Krasnodar, Jarosław Zyskowski i Ludde Hakanson – RETAbet Bilbao Basket, Joe Thomasson – Hapoel Galil Gilboa, Marcel Ponitka – Parma Perm. Ivica Radić pozostał w Polsce, ale otrzymał dużo korzystniejszą umowę w Anwilu Włocławek. Co łączy tych wszystkich koszykarzy? Przychodzili do Zielonej Góry po słabszym sezonie/sezonach lub ich poprzednie kluby nie chciały kontynuować z nimi współpracy. Wystarczył niespełna rok pracy z Tabakiem i każdy z zawodników wskoczył na kolejny poziom swojej kariery. Swoją drogą, gdyby nie osoba chorwackiego szkoleniowca, to gracze pokroju Gordona i Hakansona raczej nie zawitaliby do Energa Basket Ligi.

W piłce nożnej często mówi się, że europejskie puchary są pocałunkiem śmierci. Słyszymy puste frazesy o trudnej rywalizacji na dwóch frontach i wąskiej kadrze. W koszykówce występy na międzynarodowej arenie traktuje się zupełnie inaczej. Enea Zastal BC trzeci rok z rzędu gra w lidze VTB, czyli wschodnioeuropejskich rozgrywkach wyłaniających mistrza Rosji. To doskonałe okno wystawowe dla zawodników i trenerów, a także świetna okazja do rywalizacji z najlepszymi w Europie. W debiutanckim sezonie za Igora Jovovicia wtedy jeszcze Stelmet zakończył zmagania na 13 miejscu, z bilansem 5:21. Rok temu, w niedokończonych rozgrywkach zielonogórzanie wygrali osiem spotkań, przegrali jedenaście. Teraz jest jeszcze lepiej. Z bilansem 10:7 mistrzowie Polski plasują się na piątym miejscu i mają ogromne szanse na awans do fazy play-off. Do tego sezonu klub ogrywał zespoły słabsze i te o podobnym potencjale. Sami koszykarze podkreślali, że do pełni szczęścia brakuje im zwycięstwa z najlepszymi. Dla trenera Tabaka nie ma rzeczy niemożliwych. Wpaja to swoim zawodnikom na każdym treningu. Efekt? Wygrana z Uniksem Kazań i wielki triumf nad CSKA Moskwa. Zastal dokonał rzeczy niebywałej. Pokonał najlepszą drużynę w Europie, dysponującą ogromnym budżetem i mogącą sprowadzić do siebie niemalże każdego zawodnika na Starym Kontynencie. Lepszy okazał się kolektyw z Zielonej Góry, na dodatek już bez najlepszego obrońcy w Energa Basket Lidze Marcela Ponitki i trenera Tabaka, któremu w tym czasie zmarła mama. Drużynę prowadził asystent Felix Alonso, który z nowej roli wywiązał się znakomicie.

W poprzedniej dekadzie Asseco Prokom Gdynia awansował do TOP 8 Euroligi. Pokonał wtedy między innymi Real Madryt, czy właśnie CSKA. Zastal przez lata reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej. Wygrywał już z Panathinaikosem Ateny, grał jak równy z równym z Barceloną, ale zwycięstwo z rosyjskim hegemonem na stałe zapisze się w historii nie tylko zielonogórskiej, lecz całej polskiej koszykówki. O takich momentach marzy każdy zawodnik. Filip Put jeszcze rok temu występował w 15. drużynie ligi, a teraz powstrzymał Tornike Szengelię i dołożył ogromną cegiełkę do wielkiej wygranej.

– Ciężko nawet teraz powiedzieć coś na chłodno, bo będę przeżywał to jeszcze przez przynajmniej kilka dni. Takich chwil się nie zapomina – powiedział dla TVPSPORT.PL Filip Put. – To wielkie wydarzenie dla mnie i klubu. Wierzyliśmy w zwycięstwo przez cały mecz, nawet przy 17:2 dla rywali na początku. Z każdą kolejną minutą wyglądaliśmy coraz lepiej, a pod koniec trzeciej kwarty byliśmy na fali. Czuliśmy, że możemy pokonać CSKA. Potem Kris oddał fenomenalny rzut i… stało się. Pół roku temu podpisałem kontrakt w Zastalu i to było dla mnie spełnienie marzeń. Gdzie wtedy mogłem myśleć o czymś takim? Tego nawet nie da się opisać – podsumował koszykarz.

Zwycięstwo z CSKA to wielka chwila dla właściciela klubu, który w koszykarskim świecie jest niezwykle kontrowersyjną postacią. Mimo dużego zadłużenia Enei Zastalu, konfliktu z miastem, wielu przegranych spraw w koszykarskim sądzie arbitrażowym, Janusz Jasiński cały czas spełnia koszykarskie marzenia. Niektórzy powiedzą, że robi to nieuczciwie, na kredyt, ale fakty są takie, że dzięki tej charyzmatycznej postaci, o polskiej koszykówce ponownie usłyszała cała Europa. – Wszyscy mówią, że zwycięstwo z CSKA już do nas dotarło, ale o tym przekonamy się dopiero za chwilę. To wyjątkowa rzecz w moim życiu – mówił dla TVPSPORT.PL Jasiński. – Kolejne z moich marzeń zostało spełnione. Teraz mogę zadać sobie pytanie, jakie następne? Była Barcelona w Zielonej Górze. Chcieliśmy CSKA Moskwa, teraz zwyciężyliśmy. Co dalej? Tu mój największy, ale bardzo pozytywny problem. W życiu trzeba mieć cele. Muszą być jasno określone, abyśmy mogli do nich dojść. Chcemy zagrać z ekipą z NBA? Powrót do Euroligi byłby możliwy, gdybyśmy byli w stanie zbudować budżet w granicach 10 milionów euro. To trudny plan, patrząc na miejsce, w którym jest klub – realnie podsumował Jasiński.

Kosma Zatorski, generalny menedżer Zastalu Enei BC komentował spotkanie z CSKA. – Coś niesamowitego, co zrobił Kris Richard. Ja dalej w to nie wierzę – mówił tuż po genialnej trójce Amerykanina. Porozmawialiśmy z nim nieco później, ale nawet na chłodno ciężko było mu podsumować to, co wydarzyło się w hali CRS. – Euforia była olbrzymia, ale nie było czasu na świętowanie. Szybko musieliśmy wrócić do pracy, bo czekają nas intensywne tygodnie. Gramy 54 mecze w samym sezonie regularnym, więc następnego dnia po wygranej drużyna ruszyła do Radomia na kolejny mecz w polskiej lidze – dodał Zatorski. – Wygrana z CSKA to olbrzymi sukces całej organizacji – wszystkich ludzi, którzy dla niej pracują i wspierają klub. Cieszę się, że drużyna z Zielonej Góry jest wizytówką polskiej koszykówki w Europie. Trener Żan Tabak wbija tym chłopakom do głowy swoją filozofię, a oni są gotowi pójść za nim w ogień. Niezależnie od przeciwnika, starają się grać to samo. Tak było przeciwko CSKA, choć początek meczu wcale tego nie zapowiadał. To był wieczór, który będziemy z Zielonej Górze wspominać latami – można było usłyszeć od Zatorskiego.

Przy tak świetnej grze nie powinno dziwić, że po koszykarzy Enei Zastalu BC zgłaszają się czołowe europejskie kluby. Żana Tabaka i Gabriela Lundberga chciał Lokomotiv Kubań Krasnodar i Panathinaikos Ateny. Zarówno trener, jak i lider zespołu nie skorzystali z ofert. Odszedł jedynie Marcel Ponitka, któremu umożliwił to specjalny zapis w kontrakcie. Nie mają go Lundberg, Geoffrey Groselle, Kris Richard, Janis Berzins, czy Rolands Freimanis. Wszyscy rozgrywają świetny sezon w Zielonej Górze. Jednak, jak przekonuje nas właściciel klubu, kibice mogą spać spokojnie. – Mamy początek lutego. W tym roku chcemy zdobyć mistrza Polski, a także powalczyć o półfinał VTB. Nie wiem, czy nasi zawodnicy są w ogóle zainteresowani ofertami z innych klubów. My powalczymy do końca, żeby wygrać jak najwięcej i raczej będziemy się wzmacniać, a nie osłabiać – argumentował Jasiński.

Mistrzowi Polski będzie bardzo ciężko zatrzymać na kolejny sezon wyżej wspomnianych liderów. Jednak drugi rok pracy Żana Tabaka pokazuje, że z Zielonej Góry można wypłynąć na głębokie, koszykarskie wody. Najpierw trzeba wykonać zadanie w „zielonym porcie”, którym jest obrona mistrzowskiego tytułu. Jeżeli do tego dojdzie faza play-off w lidze VTB, to Lundberg i Groselle trafią do jeszcze lepszych klubów niż Hakanson i Gordon, a o Zielonej Górze znów będzie głośno.

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved