Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Wojciech Kamiński: Trzeba współpracować, a nie tylko mieć nazwisko na koszulce

Wojciech Kamiński: Trzeba współpracować, a nie tylko mieć nazwisko na koszulce

fot. Legia Warszawa koszykówka

– Mamy jeden z najniższych budżetów pod względem kwoty wydanej na kontrakty zawodników. Nie ma rozmów na temat wzmocnień, zmiany nie są koniecznie potrzebne. Jeśli się gra dobrze to trzeba działać mądrze. Przed początkiem sezonu ustaliliśmy sobie przecież jakieś cele, chcieliśmy rozwijać zawodników, dawać im szanse – mówi trener koszykarzy Legii Warszawa, Wojciech Kamiński.

Jest pan zaskoczony tak dobrymi wynikami pana zespołu?



Wojciech Kamiński:Troszkę tak. Myślę, że nikt się nie spodziewał, że po 11 meczach będziemy mieli bilans 9-2. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę mecze przedsezonowe, w których graliśmy w miarę dobrze np. wygraliśmy w Lublinie. Wiadomo jednak było, że liga to zupełnie inna sprawa.

No tak, ale wy w porównaniu do sparingów wzmocniliście się na początku sezonu Michałem Sokołowskim.

– I na pewno w pierwszych meczach bardzo nam pomógł. Łatał dziury na pozycjach od rozgrywającego do silnego skrzydłowego. Michał pomógł nam także dlatego, że pracował ze mną w przeszłości przez cztery lata i znał pewne rzeczy, których wymagałem. Zawodnicy często muszą się przekonać, zrozumieć, a on wiedział, co i jak, przez co pomógł innym. Można było go wykorzystywać jako przykład i pokazywać na wideo, że coś robi na boisku i trzeba tak samo. Ale trzeba podkreślić, że po jego wyjeździe wygraliśmy dwa spotkania i te mecze z zespołami z Ostrowa i Lublina były najtrudniejsze z dotychczasowych. Pokazaliśmy, że to nie były sukcesy jednego zawodnika, ale całego zespołu.

Wcześniej było jednak spotkanie z Polpharmą w Starogardzie Gdańskim, w którym mocno się męczyliście. Miał pan wtedy obawy, że po odejściu Sokołowskiego się wszystko posypie?

– Zawsze gdy wyjeżdża zawodnik, który ma duży wpływ na zespół to jest obawa, jak to będzie dalej wyglądało. Ale wiedzieliśmy, że wcześniej czy później tak się stanie i byliśmy przygotowani. Zespół zareagował bardzo dobrze, a minuty Sokoła rozłożyły się tak, że trzech kluczowych graczy dostało ich więcej. Poza tym środkowy Earl Watson po kontuzji prezentuje się coraz lepiej i wreszcie daje to, co oczekiwaliśmy przed sezonem. Świetnie zaprezentowali się Jakub Karolak i Justin Bibbins, dobre zmiany daje Mariusz Konopatzki. Trochę kłopotów zdrowotnych miał Grzegorz Kamiński, ale jest i będzie przydatny.

W dwóch ostatnich meczach Bibbins zagrał ponad 35 minut. Czy tak to będzie teraz wyglądało?

– Patrząc na inne drużyny z czołówki widać, że w każdej jest ktoś, kto gra po 30 minut i więcej. W przypadku Bibbinsa nie zawsze tak będzie.

Postaracie się go odciążyć na pozycji rozgrywającego?

– Nie mamy drugiego gracza, który zagra tak dobrze na tej pozycji. W każdym meczu sytuacja będzie zależała od tego, jak pozostali będą sobie radzili z organizacją zespołu. Jest pewna dziura do załatania, ale z drugiej strony warto spojrzeć na to, że Justin grał tyle minut na uczelni, więc jest przyzwyczajony. Powolutku ktoś będzie przejmował od niego część zadań, ale dopóki wygrywamy to nie będę go ograniczał, żeby się nie zmęczył. On tu przyjechał, żeby się zmęczyć (śmiech).

Planujecie wzmocnienie?

– Mamy jeden z najniższych budżetów pod względem kwoty wydanej na kontrakty zawodników. Nie ma rozmów na temat wzmocnień, zmiany nie są koniecznie potrzebne. Jeśli się gra dobrze to trzeba działać mądrze. Przed początkiem sezonu ustaliliśmy sobie przecież jakieś cele, chcieliśmy rozwijać zawodników, dawać im szanse. Poza tym przy obecnej sytuacji w Polsce i na świecie związanej z koronawirusem nie ma sensu zawracać sobie teraz głowy tym, co zrobić, żeby być może zepsuć dobrze grający zespół.

Podchwytliwe pytanie – czy ma pan teraz mocniejszy zespół niż ten m.in. z Michałem Michalakiem, Filipem Matczakiem, Jakubem Wojciechowskim, Milanem Milovanoviciem, Kahlilem Dukesem, który kończył poprzedni sezon?

– Nie wiem, nie mnie to oceniać. Nazwiska nie grają. Co z tego, że są wielkie nazwiska, jeśli czasami ego jednego i drugiego nie pozwala grać ze sobą? Koszykówka jest grą zespołową. Trzeba współpracować, a nie tylko mieć nazwisko na koszulce, bo z tego nic nie wynika.

Jesteście jednym z niewielu zespołów EBL, które nie miały jeszcze pozytywnych wyników testów na koronawirusa. Jak to robicie?

– Myślę, że świadomość tego jak zaczęliśmy sezon i tego, że sytuacja rozwija się w dobrą stronę, pomaga zawodnikom przed pewnymi rzeczami się hamować. Mam nadzieję, że każdy z nich postępuje odpowiedzialnie. Wirusa można złapać w różnych miejscach, więc mieliśmy na pewno szczęście. Były już takie sytuacje, że ktoś miał objawy choroby i był badany, ale na razie żaden wynik testu nie okazał się pozytywny. To cieszy, podobnie jak bilans 9-2, ale nie możemy zapominać, że trzeba dalej pracować. Jesteśmy blisko zrealizowania pierwszego celu w postaci awansu do Pucharu Polski, kolejnym jest udział w play-off.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved