Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Wojciech Kamiński: Może kiedyś będzie dane poprowadzić mi drużynę narodową

Wojciech Kamiński: Może kiedyś będzie dane poprowadzić mi drużynę narodową

fot. legia.com

– Szkoda, że ominęła mnie tak wspaniała impreza jak mistrzostwa świata, ale to była świadoma decyzja, a takich się nie żałuje. Może kiedyś dane będzie mi poprowadzić reprezentację Polski – mówi Wojciech Kamiński w rozmowie z TVPSPORT.PL.  – Skład jest w zasadzie zamknięty, ale cały czas przeglądamy rynek, bo jest kilku ciekawych, młodych graczy – dodaje trener warszawskiej Legii.

Pierwsze kroki trenerskie stawiał pan w Pruszkowie, a następnie trafił do Polonii Warszawa. Trenerem wówczas był Jarosław Zyskowski. Jak to się stało?



Wojciech Kamiński: Spotkałem Jarosława Zyskowskiego w Warszawie i w rozmowie zaproponował mi rolę asystenta, bo było wiadomo, że będzie szkoleniowcem Polonii Warbud. Porozumiałem się w Pruszkowie w sprawie rozwiązania kontraktu i zacząłem pracę w Warszawie.

Jak pan się ustosunkuje się do zarzutów Jarosława Zyskowskiego, który powiedział: „Walter Jeklin i mój asystent Wojciech Kamiński stworzyli tzw. grupkę pruszkowską. Tam mieszkali i codziennie dojeżdżali na Konwiktorską na treningi. Byli przeciwko mnie i chcieli przejąć klub. Zwolnili mnie, gdy prezes był na wyjeździe służbowym”.

– Trener Zyskowski mija się z prawdą. Po pierwsze nie dojeżdżałem z Walterem Jeklinem, bo mieszkał on w Warszawie. Jeździłem z Pruszkowa z Leszkiem Karwowskim i Pawłem Czosnowskim. Po drugie nie było żadnej grupki pruszkowskiej. Tzn. była w takim sensie, że w sezonie, o którym mówimy było dwóch zawodników z Pruszkowa – Karwowski i Czosnowski oraz ja jako asystent. Po trzecie i najważniejsze – do nikogo nie chodziłem, nikogo nie prosiłem, żeby kogokolwiek zwalniał. I nie chodzi tylko o tę sytuację, ale o całą moją karierę trenerską. Codziennie rano mogę z czystym sumieniem spojrzeć w lustro. Nie wiem jak to wyglądało u innych osób, natomiast ja tego nie robiłem i nie zamierzam nigdy robić.

Wiedział pan wcześniej, że Zyskowski senior ma żal? Czy dowiedział się z wywiadu dla TVP Sport?

– Dowiedziałem się z wywiadu, dlatego tym bardziej mnie to zdziwiło. Były nawet sytuacje, że jak zakontraktowaliśmy Jarka Zyskowskiego juniora w Radomiu, to ojciec pojawił się na treningu. Naprawdę mam czyste sumienie i nie mam zamiaru więcej komentować tych zarzutów. A zwolnienia są wpisane w ten zwód. Kilkukrotnie mnie zwalniano i kilkukrotnie dzwoniono do mnie z propozycją pracy podczas sezonu. Taka robota.

A jak pan wspomina współpracę z wywołanym Zyskowskim juniorem?

– Z tego, co pamiętam to Jarek szukał klubu za granicą, ale nie znalazł. My graliśmy w europejskich pucharach, mieliśmy kłopoty z urazami i podpisaliśmy z nim umowę pod koniec października. Początkowo na dwa miesiące, za dość niską kwotę, a później przedłużyliśmy kontrakt już na lepszych warunkach. Współpracę z nim wspominam bardzo dobrze. Mieliśmy nawet rozmowę o przedłużeniu kontraktu z Rosą, ale na jego pozycji został Michał Sokołowski. Na jedynce, z Polaków, mieliśmy Daniela Szymkiewicza i już wiedziałem, że będę potrzebował gracza, który połączy pozycje 1-3. Dlatego zdecydowałem się wtedy na Marcina Piechowicza, bo dużo grał na jedynce, a ze względu na warunki mógł spokojnie występować też na dwójce i trójce. To okazało się zbawienne, ponieważ Szymkiewicz szybko doznał urazu i z tego, co pamiętam, to nie zagrał już w rewanżu z Antwerpią w eliminacjach Ligi Mistrzów. Awansowaliśmy, a Piechowicz był jednym z bohaterów meczu w Radomiu. Później do zespołu dołączył Ryan Harrow.

W zeszłym roku zakończył pan pracę w reprezentacji Polski, w sztabie Mike’a Taylora. Skąd taka decyzja przed mistrzostwami świata?

– Nałożyło się na to kilka kwestii. Żona była w ciąży i córeczka urodziła się w czerwcu, a ja nie chciałem zostawiać ich samych. Druga sprawa to kwestia klubu, bo miałem już praktycznie dogadany kontrakt z jednym zespołem. Jednak w umowie był zapis, że jeśli po sezonie dalej będę asystentem w reprezentacji, to klub będzie mógł rozwiązać kontrakt.

O jaki klub chodzi?

– To nie ma znaczenia, bo ostatecznie tam nie trafiłem. Ale zauważyłem, że kluby patrzą nieprzychylnie na to, żeby główny trener w okresie przygotowawczym był na zgrupowaniu reprezentacji, zamiast w zespole. Chciałbym w tym miejscu podziękować klubom, które nie miały z tym problemu, czyli Rosie Radom i BM Slam Stali Ostrów Wlkp. Natomiast gdy dostałem ofertę z Niemiec, to warunkiem była rezygnacja z kadry. To była trudna, ale przemyślana decyzja. Porozmawiałem z prezesem Radosławem Piesiewiczem, z trenerem Mike’iem Taylorem. Rozumieli, że to dla mnie szansa, by po tylu latach spędzonych w polskiej lidze, zobaczyć jak wygląda liga zagraniczna.

I jak wygląda? Jak wypada w porównaniu do PLK?

– Czołowe kluby, zwłaszcza te euroligowe – Bayern i Alba – wyróżniają się od reszty. Pozostałe zespoły, łącznie z Ludwigsburgiem, Bambergiem, Oldenburgiem czy Ulm, prezentują podobny poziom do tego w Polsce. Oczywiście są to świetne organizacje, ale myślę, że wielu Polaków poradziłoby sobie w Bundeslidze, co zresztą pokazał Jarek Zyskowski. Teraz czekamy na Michała Michalaka. Naprawdę nie ma przepaści.

Mitteldeutscher szybko z pana zrezygnował, bo zaledwie po sześciu meczach. Sytuacja była o tyle dziwna, że kontraktu nie zerwano, tylko był pan urlopowany, a klub zatrudnił nowego szkoleniowca.

– Tak jak w sytuacji z Jarosławem Zyskowskim, mógłbym szukać jakichś brudów, ale taka była decyzja klubu i trzeba ją uszanować. Jedyną rzeczą, którą mogę powiedzieć, to że pierwszy raz na dywaniku znalazłem się po dwóch wygranych meczach z rzędu. Najpierw przegraliśmy z Ludwigsburgiem, czyli późniejszym wicemistrzem, dwoma punktami, później wygraliśmy mecz derbowy w pucharze z Bayreuth, a następnie wygraliśmy z Hamburgiem Mike’a Taylora. I właśnie po tym spotkaniu zostałem wezwany. Powiedziano mi, że agenci dzwonią, że zawodnicy są niezadowoleni z tego, ile czasu spędzają na boisku. To był sygnał, że nie idziemy w dobrą stronę. Mogłem się wtedy ugiąć, iść na jakieś układy, ale stwierdziłem, że to nie ma sensu i będę robił swoje, dlatego za długo nie popracowałem.

Ciekawe doświadczenie?

– Bardzo. I jak widać nie zrazili się do Polaków, bo pozyskali Michalaka. Do tej pory dostaję telefony z Niemiec z pytaniami o polskich zawodników. Ostatnio nawet dzwonili, żeby podpytać o jednego z trenerów w kontekście pracy w lidze Pro B.

Wydawało się, że będzie pan naturalnym następcą Mike’a Taylora w reprezentacji. Nie boi się pan, że przez odejście ze sztabu kadry ta furtka została lekko przymknięta?

– Każdy trener marzy o tym, żeby poprowadzić swoją reprezentację. Pamiętam, że jak kadra grała słabiej, pojawiły się jakieś spekulacje na mój temat, głównie prasowe. Rozmawiałem o tym z Mike’iem Taylorem, bo jako asystent chciałem jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Nie ma mnie w kadrze, ale cały czas jestem w kontakcie z selekcjonerem i życzę mu i całej reprezentacji jak najlepiej. Może kiedyś będzie dane poprowadzić mi drużynę narodową. Staram się nigdy nie żałować swoich decyzji. Oczywiście szkoda, że ominęła mnie tak wspaniała impreza jak mistrzostwa świata, ale to była świadoma decyzja, a takich się nie żałuje.

Chyba każdy klub Energa Basket Ligi przed sezonem celuje w play-offy. To też cel Legii na ten sezon?

– Nie chcę się wdawać w szczegóły, bo jeszcze nie wiem jak będą wyglądały inne zespoły. My będziemy robić wszystko, żeby wygrywać. Nie mam planu minimum, ani nie mam planu maksimum.

Skład Legii jest już zamknięty?

– Praktycznie tak. Będziemy mieć trzech obcokrajowców, jeszcze jeden zawodnik przechodzi testy medyczne i po wynikach zobaczymy czy z nami zostanie. Skład jest w zasadzie zamknięty, ale cały czas przeglądamy rynek, bo jest kilku ciekawych, młodych graczy. Może dobierzemy jeszcze jakiegoś zawodnika do akademii.

Rozmawiał Adrian Koliński – więcej w serwisie sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-07-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved