Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Trudny powrót na boiska Jacka Jareckiego

Trudny powrót na boiska Jacka Jareckiego

fot. startlublin.pl

Na karetkę czekał 9 godzin, przez tydzień leżał podłączony do tlenu, a po wyjściu ze szpitala koszykarz Polpharmy Starogard Gdański Jacek Jarecki chodził od lekarza do lekarza, by dowiedzieć się, czy po koronawirusie może wrócić do zawodowego sportu. Dopiero kardiolodzy z Warszawy przebadali go w taki sposób, że mógł rozpocząć treningi.

Jacek Jarecki jest jednym z kilku graczy Polpharmy, którzy w sierpniu mieli pozytywne wyniki testu na koronawirusa. Pozostali przeszli chorobę stosunkowo łagodnie z niewielkimi objawami, już wrócili na parkiet i rozegrali nawet cztery spotkania ligowe. On miał mniej szczęścia, chociaż na początku zapowiadało się, że poza kwarantanną większych problemów nie będzie. Tym bardziej, że 32-latka można było wcześniej nazwać okazem zdrowia. Dba o regenerację i odpoczynek, ćwiczy także poza sezonem, rozważnie podchodzi do diety, co potwierdzają też jego koledzy z boiska. Jarecki nie był pierwszym zakażonym, więc najpierw siedział w domu jako osoba „z kontaktu”. – Na początku byłem po prostu wkurzony, bo miała przyjechać do mnie rodzina, a tu trafiła się kwarantanna. Narzekałem też, że ciężko przepracowałem okres przygotowawczy i to pójdzie na marne – przyznaje



– Po pozytywnym teście myślałem, że może będę miał objawy przez 7-10 dni i wszystko przejdzie. Moje samopoczucie się pogorszyło, straciłem węch i smak, ale można było normalnie funkcjonować i nawet codziennie trenowałem w domu. I nagle pewnego dnia po prostu jakby mnie odcięło. Sytuacja bardzo pogorszyła się w zasadzie w dwie godziny. Miałem straszne problemy z oddychaniem, więc zadzwoniłem po karetkę – mówi Jarecki. Obowiązujące w trakcie pandemii procedury sprawiły, że na jej przyjazd czekał aż 9 godzin, bo musiała przyjechać aż z Gdańska. Inna sprawa, że gdy po kilku godzinach ponownie zadzwonił z zapytaniem, kiedy może się jej spodziewać, to pani po drugiej stronie słuchawki była zdziwiona, że jeszcze nikt się po niego nie pofatygował.

Jareckiego przewieziono do szpitalu w Gdańsku, gdzie szybko podjęto decyzję, że zostanie tam na dłużej. Ostatecznie spędził w szpitalu 11 dni, z których przez 7 dni leżał podłączony do tlenu, a przez pozostałe 4 dni przebywał w izolatorium. Miał także zapalenie płuc. – Przez tydzień było mi bardzo ciężko złapać najmniejszy oddech. Bałem się zasnąć, bo myślałem, że się nie obudzę. Nos był wyłączony całkowicie, musiałem oddychać ustami. Kontakt z innymi osobami był ograniczony, trzy razy dziennie przychodziły pielęgniarki przebrane w stroje ochronne. Lekarz porozumiewał się ze mną przez okno. Nie chcę straszyć ludzi, ale dużo widziałem w szpitalu i to nie były przyjemne rzeczy. Lekarze dopiero uczą się tego wirusa. Nie ma reguły, do tej pory nie wiedzą, na kogo trafi – opowiada dodając, że na jego sali przebywał także walczący z koronawirusem 45-letni mężczyzna, który później zmarł.

Gdy minęło 10 dni, to – zgodnie z obowiązującymi od niedawna przepisami – szpital chciał wypisać Jareckiego do domu. Koszykarz mówi, że dopiero na jego prośbę zrobiono mu testy, których wyniki okazały się na szczęście negatywne. Po opuszczeniu szpitala kłopoty Jareckiego wcale się nie skończyły. Odwiedzał kolejnych lekarzy, ale od każdego słyszał co innego. – Na początku sugerowali, że dla bezpieczeństwa przez 3 miesiące powinien siedzieć w domu i nic nie robić. Każdy bał się podjąć jakąkolwiek decyzję – tłumaczy. W końcu trafił do doktora Marcina Konopki z Zakładu Kardiologii Sportowej i Nieinwazyjnej Diagnostyki Kardiologicznej przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, który jest także członkiem Komisji Medycznej Polskiego Związku Koszykówki.

Konopka przyznaje, że chorzy odczuwają duży niepokój nawet jeśli już są zdrowi. – Sam fakt potwierdzenia zakażenia koronawirusem to duży stres i obciążenie psychiczne. Osoba taka może odczuwać realne zagrożenie, w tym obawy o swoje życie. W początkowym okresie pandemii mówiono o wysokiej śmiertelności. W dalszym ciągu, jedną z głównych informacji podawanych w mediach – oprócz świeżych zakażeń i wyzdrowień – jest dobowa ilość zgonów – mówi Konopka. – Potwierdzeniem wyleczenia jest uzyskanie ujemnego wyniku wymazu. W przypadku braku niepokojących objawów diagnostyka kończy się. Inaczej może być w przypadku sporowców wyczynowych. Wiadomo, że choroba ta atakuje układ oddechowy, a czasami również serce i układ krążenia. Są to bardzo ważne układy, które odpowiadają za wydolność fizyczną – dodaje.

Stworzony w ramach pracy Konopki i Komisji Medycznej PZKosz protokół badań diagnostycznych ma na celu kompleksową ocenę układu krążenia u sportowców po przebytym zakażeniu koronawirusem. Na razie przebadano kilku zawodników reprezentujących różne dyscypliny i tylko w jednym wypadku okazało się, że osoba ma zaburzenia rytmu serca, co wymagało wykonania dodatkowego rezonansu magnetycznego. W przypadku Jareckiego nie było takiej potrzeby. Standardowy pakiet zawiera badanie podmiotowe (szczegółowy wywiad lekarski), badanie fizykalne, rozszerzone badania laboratoryjne oceniające m.in. potencjalne uszkodzenie lub przeciążenie serca, a także EKG, echo serca, test wysiłkowy, EKG metodą Holtera i tomografię komputerową klatki piersiowej o wysokiej rozdzielczości mającą na celu ocenę miąższu płucnego.

– Chciałbym przy tej okazji podziękować wiceprezesowi PZKosz Grzegorzowi Bachańskiemu, który poprzez prezesa mojego klubu poinformował mnie o badaniach, które robi doktor Konopka. W dwa dni przebadał mnie od stóp do głów, miałem superopiekę superspecjalisty. Wyniki badań są okej, samopoczucie jeszcze nie jest świetne, ale powoli wracam do żywych i staram się trenować z zespołem. Po diagnozie wiem, że powrót na boisko będzie trudny – przyznaje Jarecki. Po badaniach jest traktowany jako osoba zdrowa, choć lekarz przyznaje, że wszystkiego nie da się wykluczyć w 100%, więc zawodnicy nadal pozostaje pod opieką medyków.

Konopka podkreśla, że chociaż obecnie nie ma regulacji prawnych wymuszających wykonywanie badań medycznych u sportowców po przebytym zachorowaniu na COVID-19, to dobrze byłoby je przeprowadzać. – Jako kardiolodzy, którzy od wielu lat aktywnie uczestniczą w badaniach sportowców, widzimy potrzebę wykonywania takich badań, stąd zaproponowany przez nas protokół. Mamy chęć to robić i są możliwości przeprowadzania badań – zapewnia doktor, który w maju przebywał w Wałczu z kadrą wioślarzy. Sportowcy trenowali wtedy w zamkniętym dla osób z zewnątrz Centralnym Ośrodku Sportu. Ilość zakażeń w Polsce była mniejsza niż teraz, praktycznie nie słyszało się o przypadkach wśród polskich sportowców. – Zawodnicy obawiali się jednak, że zakażenie może pozostawić trwałe uszkodzenia w płucach. Bali się, że przebycie infekcji koronawirusem obniży ich wydolność, zaburzy plany treningowe lub trwale uniemożliwi uprawianie sportu na wysokim poziomie – mówi Konopka.

Teraz zakażenia u sportowców w naszym kraju to niemal normalna sytuacja, z którą wszyscy muszą się mierzyć. Czy obawy o trwałe uszkodzenia w płucach i obniżenia wydolności były słuszne? Trudno powiedzieć, bo takie badania nie były przeprowadzane. – Zakażenie koronawirusem to sytuacja nowa, z którą ciągle uczymy się żyć. Nie wiemy, czy choroba nie niesie ze sobą dalszych konsekwencji. Nie ma również danych na temat tego, jak zakażenie przekłada się na ogólną wydolność fizyczną. Z danych z literatury oraz doświadczeń własnych wiemy, że we wczesnej fazie po infekcji oraz po jej zakończeniu może występować bardzo silne zmęczenie i osłabienie. Niektóre młode osoby, które dotychczas były bardzo aktywne, po chorobie miały trudności z wchodzeniem po schodach, nie mówiąc już o rekreacyjnym uprawianiu sportu. Z czasem objawy zmęczenia i osłabienia ustępowały. Sam zachorowałem pod koniec marca, wynik ujemny dostałem dość szybko, bo po niecałych 2 tygodniach. W maju biegałem i po podbiegach pod górkę kończyło się tym, że musiałem przysiąść, co wcześniej się nie zdarzało. Pozostaje jednak pytanie, czy często zgłaszane osłabienie to mniej swoisty objaw koronawirusa czy może efekt przedłużonej kwarantanny i kilkutygodniowego okresu bezruchu – zastanawia się doktor Konopka. Odpowiedzi na razie nie znamy…

Autor Jakub Wojczyński – więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-09-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved