Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Toronto Raptors wreszcie wracają do domu

Toronto Raptors wreszcie wracają do domu

fot. nba.com

Przez wiele lat mecze w Kanadzie nie stanowiły żadnego problemu, ale w trakcie pandemii koronawirusa ze względu na ograniczenia przekraczania granic koszykarze Toronto Raptors musieli grać w Tampie. Teraz wracają do domu.

Raptors w dwa lata stoczyli się z poziomu mistrza do zespołu poza play-off. Jedną z przyczyn jest oczywiście odejście kilku podstawowych zawodników – Kawhi Leonard, Serge Ibaka, Marc Gasol, Danny Green. Nie bez znaczenia była też zmiana lokalizacji, która pewnie odebrała im kilka, kilkanaście procent możliwości. Raptors chyba dość szybko zorientowali się, że to nie będzie ich sezon i należy go uznać za przejściowy, a także pożegnalny – jak się potem okazało – dla Kyle’a Lowry’ego. W ten sposób z trzonu mistrzowskiego zespołu sprzed dwóch lat w składzie do dzisiaj pozostali tylko Pascal Siakam oraz Fred VanVleet. Ten drugi już w poprzednim sezonie wyrósł na jednego z liderów i był nawet wymieniany wśród kandydatów do gry w Meczu Gwiazd.



Teraz VanVleet stworzy nowy obwodowy duet, ale nie z kimś młodszym od Lowry’ego, lecz kolejnym weteranem Goranem Dragiciem, którego Raptors przejęli w wymianie od Miami Heat. Doświadczony Słoweniec jest jednak jedynym zawodnikiem po 30-tce w składzie drużyny trenera Nicka Nurse’a na sezon 2021/2022. Jest też jednym z niewielu podstawowych koszykarzy, którzy dopiero trafili do Toronto. Inni mogący liczyć na minuty to jego zdecydowanie młodszy kolega z Miami Precious Achiuwa, Ukrainiec Swiatosław Mychajluk czy Niemiec Isaac Bonga. W drużynie przeważają natomiast zawodnicy będący w zespole od kilku lat, często nawet od debiutu w NBA. Co prawda w tej lidze pojęcie „wychowanek” nie funkcjonuje, ale Raptors starają się właśnie wychowywać sobie graczy.

Siakam, VanVleet, OG Anunoby, Malachi Flynn, Freddie Gillespie, Chris Boucher zostali wybrani z dalekimi numerami w drafcie albo nawet wcale, ale rozwinęli się w mniej lub bardziej wartościowych graczy na poziomie NBA. Teraz fani Raptors liczą, że podobną drogą podąży Scottie Barnes, który jednak startuje z wyższej półki, gdyż został pozyskany w drafcie z „czwórką”. A zatem oczekiwania i presja są większe, bo jeśli nie uda się z niego „zrobić” przyzwoitego koszykarza NBA, to będziemy mogli mówić o rozczarowaniu. Większym niż gdyby Raptors znowu nie weszli do play-off, bo to wydaje się mało prawdopodobne.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-10-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved