Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Thomas Kelati: Wszystko zależy od mojego zdrowia

Thomas Kelati: Wszystko zależy od mojego zdrowia

fot. championsleague.basketball

– Jeśli grasz to twoje pieniądze równolegle powinny pracować dla ciebie – przekonuje Thomas Kelati, były koszykarski reprezentant Polski, który nadal mieszka w naszym kraju i chce jeszcze raz wrócić na parkiet. 38-latek po raz ostatni wystąpił w maju 2019 roku, a obecnie zajmuje się inwestycjami i jest konsultantem innych koszykarzy.

Muszę zacząć od oczywistego pytania. Czy jeszcze zobaczymy pana na parkiecie?



Thomas Kelati:To pytanie za milion dolarów (śmiech) W poprzednim sezonie mój ojciec chorował w USA i poświęciłem mu sporo czasu. Zająłem się też pracą w innej branży, ale jednocześnie nie chcę zakończyć kariery kontuzją sprzed kilkunastu miesięcy. Liczę, że uda mi się jeszcze wrócić. Chciałbym zagrać, chociaż mam już 38 lat. Przed przerwaniem ligi przez pandemię rozmawiałem ze Śląskiem Wrocław, ale władze klubu zdecydowały inaczej. Byłem też w kontakcie z trenerem Astorii Bydgoszcz Arturem Gronkiem.

A latem? Były jakieś propozycje?

– Latem nie myślałem o podpisaniu umowy, bo zajmowałem się innymi sprawami. Zdaję sobie też sprawę, że nie jestem gotowy na cały sezon. Z pewnością będą zespoły szukające zawodnika na pół sezonu np. w grudniu albo styczniu. Myślę tylko o EBL, o niższych ligach nie. Co prawda przytyłem trochę ale gdy oglądam koszykówkę, to widzę, że nadal mnie stać na grę w EBL. Jedyną opcją w I lidze był ewentualnie Poznań, gdzie studiowała moja żona. Ale to już przeszłość. Mam za sobą świetne lata w Polsce i w polskiej kadrze. Pewnie mógłbym podpisać umowę gdzieś w Europie, ale jestem sentymentalny i chcę skończyć karierę w Polsce.

Na emeryturę nie wyganiam, ale nie boi się pan, że ta próba powrotu okaże się rozczarowaniem i nie da sobie pan rady po kilkunastu miesiącach przerwy?

– Wszystko zależy od mojego zdrowia. Wiem, że miałem przerwę, więc musiałbym dokonać oceny mojego stanu z zaufanymi ludźmi. Zakładamy, żę dam radę, ale zależy mi na tym, żeby coś dać zespołowi. Dlatego najpierw muszę się upewnić, że jestem gotowy, a jeśli nie to zrezygnuję. W przyszłym sezonie już raczej nie będę próbował, bo to byłoby 2,5 roku przerwy. Tak daleko w przyszłość jednak nie wybiegam. Chodzę na salę, jestem w kontakcie z byłym trenerem przygotowania w Zielonej Górze Jurem Drakslarem, pomaga mi. Muszę stracić trochę „covid-19 nadwagi”, czyli kilogramów, które przybyły w trakcie wielu miesięcy spędzonych w domu (śmiech)

Słyszałem, że przeprowadza się pan do Zielonej Góry.

– Tak, planuję. W mojej pracy muszę być w wschodniej Europie blisko koszykówki, a Zastal ma zespół grający w rozgrywkach międzynarodowych. Lubię to miasto, zaskoczyło mnie pozytywnie na początku. Ludzie są mili, traktowali mnie bardzo dobrze. Chciałbym w takim środowisku wychować dzieci. Będą też miały w Zielonej Górze więcej atrakcji niż w Zgorzelcu. No i od niedawna mają Starbucks! A ja jestem z Seattle, gdzie zaczęła się cała historia Starbucksa (śmiech) Kolejna sprawa to taka, że moja żona urodziła nasze czwarte dziecko i teraz jest dobry moment na przeprowadzkę. Mieszkanie w Zgorzelcu nie było złe. My dużo podróżujemy, stamtąd jest blisko na kilka lotnisk. Dorastałem w małym mieście i nie cierpię korków. Czasami wkurzają mnie nawet te w Zgorzelcu! Co do prywatności i rozpoznawania mnie na ulicy, to nigdy nie mialem z tym problemu, ponieważ nie uważam się za celebrytę.

Skoro już jesteśmy przy Zielonej Górze – czy tamtejszy klub rozliczył się z panem za grę u nich?

– Krótka odpowiedź brzmi: nie. Długa: doszliśmy do porozumienia. Dostałem pierwszą część zgodnie z planem. To frustrujące, że muszę czekać, ale wierzę, że zrobią to, co powiedzieli i zapłacą.

Pytanie na koniec. Rozmawiałem kilka dni temu z pana znajomym z boiska Łukaszem Koszarkiem, wspomniałem, że będę z panem przeprowadzał wywiad. Powiedział, żebym pana zapytał, czy zamierza pan z nim współpracować w przyszłości. Teraz już wiem, że pewnie chodziło o wspomniane doradztwo finansowe…

– Niekoniecznie… Z Koszarkiem mamy wobec siebie dużo szacunku. Myślimy podobnie o koszykówce i był jedną z osób, które mnie przekonały do tego, że warto grać w Zielonej Górze. Myślimy o tym, żeby móc kiedyś współpracować, ale najpierw powinniśmy zakończyć swoje kariery zawodnicze.

To teraz mnie pan – i czytelników na pewno też – zaciekawił.

– Lubię pozostawiać pewne niedomówienia i odrobinę tajemnicy. Nic więcej nie powiem na ten temat (śmiech)

Rozmawiał Jakub Wojczyński – więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2020-10-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved