Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Szymon Rduch: Dla mnie ten sukces jest szczególny

Szymon Rduch: Dla mnie ten sukces jest szczególny

fot. fiba.basketball

Szymon Rduch jest jedynym z czterech członków reprezentacji Polski w koszykówce 3×3, który zajmuje się obecnie tylko tą odmianą basketu. – Dla mnie ten sukces jest szczególny, bo trzy lata temu postawiłem na 3×3. Stwierdziłem, że zrezygnuję z 5 na 5, bo uznałem, że nie dało się pogodzić dwóch światów – mówi o awansie na igrzyska olimpijskie.
 
Za nami turniej w Grazu, w którym niemal z meczu na mecz graliście coraz lepiej. Po którym uwierzyliście, że macie realną szansę na igrzyska?



Szymon Rduch:Wiedzieliśmy, że to ciężki turniej. Zawsze najtrudniejszym meczem jest ćwierćfinał, przed nim nic nie jest zagwarantowane. Po jego wygraniu mieliśmy jeszcze dwie szanse w półfinale lub spotkaniu o trzecie miejsce. Myślę, że ważny był ten jedyny przegrany mecz z Mongolią, który był zimnym prysznicem. Uwierzyliśmy, że jesteśmy mocni, gdy w następnym spotkaniu z niskim wynikiem pokonaliśmy Brazylię.

Nikt nie lubi przegrywać, ale można chyba powiedzieć, że ta porażka z Mongolią okazała się potrzebna, bo od kolejnego meczu zaczęliście grać inaczej. Była ostra rozmowa w zespole?

– Mieliśmy komfort, bo od razu po każdym spotkaniu robiliśmy analizę wideo. Widzieliśmy błędy, wiedzieliśmy, że musimy grać bardziej zespołowo i wtedy będzie trudno nas pokonać. Zgonię tę porażkę trochę na brak ogrania. Z powodu pandemii nie mieliśmy doświadczenia turniejowego z ostatnich miesięcy i trochę zabrakło czasu na zgranie.

Tym bardziej, że przygotowania do turnieju wcale nie przebiegały bez problemów…

– Dlatego teraz przyda nam się ogrom zdrowia. Przygotowania były bardzo nieciekawe. Mike borykał się z urazem palca. Tydzień przed imprezą było bardzo poważnie. Przez sześć tygodni przygotowań praktycznie tydzień w tydzień mieliśmy jakieś mikrourazy. Jak nie jedna łydka, to druga, jak nie druga, to palec. To nie pomagało, bo nie byliśmy w stanie regularnie razem grać.

Następnego dnia rano po turnieju pewnie ten awans olimpijski wydawał się jak sen?

– Tak naprawdę stopniowo to do nas dociera. Gdy przylecieliśmy do Polski, to zauważyliśmy większe zainteresowanie dyscypliną w mediach. To cieszy, bo każdy z nas przechodził przez granie na betonowych boiskach, a teraz awansowaliśmy na igrzyska.

W reprezentacji najczęściej piłkę mają Przemysław Zamojski i Michael Hicks, pan ma rolę raczej drugoplanową. Jak pan sobie radzi z taką sytuacją? W innych zespołach miał pan więcej okazji do rzucania.

– Każda drużyna jest budowana inaczej. Cieszę się, że była to grupa ludzi z największym doświadczeniem w tej dyscyplinie. Miałem inną rolę niż zazwyczaj, ale przyjąłem ją na klatę. Wprowadzałem trochę spokoju, trochę wiedzy. Nie musiałem być pierwszą opcją w ataku. A jeśli ktoś nie dokłada w ataku, to może pomóc w obronie.

Na turniejach krajowych często z Hicksem bywaliście rywalami. Czy w kadrze na początku nastąpiło starcie mocnych charakterów?

– Zdecydowanie nie. Każdy z nas dojrzewa jako człowiek i jako zawodnik. Mike nie jest łatwą osobą, ale wszyscy mieliśmy większy cel przed oczami. Poza boiskiem to świetny gość i wiem jak z nim rozmawiać. Nie mam z nim problemu.

W trakcie transmisji było widać, że najwięcej w trakcie przerw mówił Przemysław Zamojski. Jego „they are fucking dead, look at them” (oni nie żyją, spójrzcie na nich) w meczu Słowenią zostanie na pewno zapamiętane.

– To prawda. Dostaliśmy upomnienie od FIBA za niecenzuralne słowa, ale to było nam potrzebne. Dobrze, że Przemek wziął inicjatywę w takim momencie. Ale jesteśmy takim zespołem, w którym każdy może mieć i ma coś do powiedzenia i słuchamy nawzajem swoich uwag.

W turniejach 3×3 długo grało się i w wielu przypadkach nadal gra bez trenerów, ale w kadrze jest nim Piotr Renkiel. Jakie ma znaczenie w reprezentacji?

– Duże, bo to on wyselekcjonował ten skład i uwierzył w niego. W trakcie turnieju nie jest to taki coaching koszykarski jak w grze 5 na 5, ale bardziej rola mentora, osoby, który nas wspiera z boku. Natomiast cały przebieg przygotowań to zasługa i plan trenera.

Wygraliście kwalifikacje, na ostatnich mistrzostwach świata był brąz, a w Tokio zagra 8 drużyn. Czujecie się kandydatem do medali?

– Przede wszystkim uważam, że nie mieliśmy na turnieju w Grazu łatwej drogi. W ćwierćfinale była Słowenia, to świetna drużyna. W półfinale wygraliśmy z Łotwą, a to czołówka światowa. W tym składzie zgarnęli ostatnio wszystkie zawody klubowe. Dlatego czujemy się silni i chcemy powalczyć.

Zanim pojedziecie na igrzyska czeka was jeszcze walka o mistrzostwa Europy. Czy może wystąpi tam inny skład?

– Turniej eliminacyjny zaczyna się 26 czerwca i nie wiadomo, czy się odbędzie się, bo zaplanowano go w Izraelu. Zgłoszono czterech graczy z kwalifikacji olimpijskich. Dwóch z nas musi więc tam pojechać, dwóch może być nowych. Zobaczymy w jakiej formie będziemy, ale na pewno chcemy zrobić ten awans na ME.

Powiedzmy sobie szczerze – jeszcze kilka lat temu na 3×3 wiele osób patrzyło jak na zabawę, a na was jak na pozytywnych wariatów. To sprawia, że satysfakcja z awansu jest podwójna?

– Zdecydowanie tak. Doceniam że ta grupa ludzi zrobiła coś razem. My wiemy, że niejednokrotnie jechaliśmy na turniej, z którego nic się nie przywoziło. Robiliśmy to, bo lubimy grać w koszykówkę. Satysfakcja jest ogromna. Miałem okazję zaczynać z dwoma braćmi i Piotrem Renkielem, a potem doszło do tego, że FIBA promując igrzyska w Tokio użyła grafiki z naszym zespołem z Kołobrzegu. Dla mnie ten sukces jest szczególny, bo trzy lata temu postawiłem na 3×3. Stwierdziłem, że zrezygnuję z 5 na 5, bo uznałem, że nie dało się pogodzić dwóch światów.

Wspomniał pan, że zdarzało się wracać z turniejów z niczym. A czy obecnie z 3×3 można się utrzymać?

– Tak, teraz da się z tego żyć. Finansowo 3×3 weszło na inny pułap i przede wszystkim jest ciekawsze. Oznacza więcej podróżowania, więcej nowych znajomości i z mojego punktu widzenia daje więcej frajdy. Najbardziej doceniam nie miejsca, w których rozgrywałem turnieje, ale te, których mogłem trenować i ludzi, których mogłem poznać. Występowałem w Japonii i było super. Grałem w zespole z Arabii Saudyjskiej i też mam bardzo dobre wspomnienia. Przyznaję, że przed wyjazdem byłem przerażony tym, co czytałem w mediach, ale nie jest takie źle, jak się mówi. Spotkałem tam ludzi, którzy kochają koszykówkę.

Planuje pan w tym roku lub kolejnych jeszcze grać w zespołach zagranicznych?

– Na razie nie wiem, co będę robił dalej, skupiam się na występach w kadrze. Myślę, że musimy razem usiąść i porozmawiać. Skoro gramy dobrze razem, to możemy występować wspólnie nie tylko w turniejach reprezentacyjnych. Na początku września będą mistrzostwa Europy i tam też chcielibyśmy walczyć o jak najwyższe cele. A potem kolejne imprezy w kolejnych latach, o których też już trzeba myśleć. Za dwa lata są igrzyska europejskie, a kolejne igrzyska olimpijskie już za trzy lata i dobrze byłoby tam awansować. Ale przede wszystkim życzyłbym sobie, żeby dyscyplina się rozwijała.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, koszykówka 3x3, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-06-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved