Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Przyjaciele i znajomi wspominają Adama Wójcika

Przyjaciele i znajomi wspominają Adama Wójcika

fot. fiba.basketball

26 sierpnia 2017 roku po walce z chorobą odszedł Adam Wójcik. W trzecią rocznicę śmierci, jednego z najlepszych polskich koszykarzy w historii wspominają ci, którzy doskonale go znali.

To już trzy lata, odkąd nie ma z nami Adama Wójcika, polskiego koszykarza, wielokrotnego reprezentanta Polski. Wójcik zmarł 26 sierpnia 2017 roku w wieku 47 lat. Cierpiał na białaczkę. W czasie swojej kariery występował na pozycjach silnego skrzydłowego i środkowego. Uczestniczył w czterech turniejach mistrzostw Europy, zdobył również osiem tytułów mistrza Polski i jeden mistrza Belgii. Miał na swoim koncie 149 występów w biało-czerwonych barwach.



Krzysztof Walonis (odkrywca talentu, pierwszy trener Adama Wójcika)

Adam mieszkał w Oławie, a jego szkoła przyjechała do Wrocławia na turniej. Pojawiłem się tam i od razu zwróciłem na niego uwagę. Był dość wysoki i miał naprawdę duże stopy, a to oznaka, że mógł jeszcze sporo urosnąć. Wyglądał na dzieciaka, bo właściwie był jeszcze dzieckiem, który będzie miał późniejszy rozwój.

Talent? Jak go zobaczyłem, miał wtedy około 12 lat, nie miał większych umiejętności koszykarskich. Natomiast dużo pracowaliśmy indywidualnie i myślę, że dzięki temu odniósł taki sukces.

Nie myślałem o tym, że będzie grał na takim poziomie. Chodziło mi o to, żeby nauczyć go kilku rzeczy, podstawowych ruchów koszykarskich, żeby zrobił z nich użytek jak już urośnie. A on przerósł to wszystko – rozwinął się jeszcze bardziej i bardzo szybko wszedł na poziom ligowy.

Nie jestem za bardzo pobudliwy, ale gdy jego żona Krystyna do mnie zadzwoniła, że Adam nie żyje, to część mojego życia stała się pusta. To był chłopiec, który wszedł na wyżyny koszykówki, a mimo to zawsze sławił mnie na każdym kroku. Zazwyczaj o tych pierwszych trenerach się zapomina, a Adam, choć sam był wielki, podkreślał też wielkość szkoleniowca.


Jarosław Zyskowski (kolega z Gwardii Wrocław, Śląska Wrocław i reprezentacji Polski)

Adama można wspominać tylko pozytywnie, bo inaczej się nie da. Pomijając jego wielkie walory sportowe, był niesamowicie pogodnym, skromnym, bezkonfliktowym i przyjacielskim człowiekiem.

Jako młodzik wszedł do zespołu seniorów Gwardii. Był pupilem trenera Walonisa, bo ten widział w nim wielki potencjał i dużo w niego inwestował. Adam był bardzo szczupły, jak każdy z nas w wieku 18 lat. Był trochę przestraszony, ale to normalne, bo wchodził do zespołu, gdzie były same zgredy. A on był cichym chłopakiem z bujną czupryną (śmiech).

Oczywiście był zwyczaj chrztu dla młodych koszykarzy, ale nie pamiętam, żeby Adama coś takiego spotkało. A nawet jeśli miał jakiś chrzest, to na pewno delikatny. Odpuściliśmy mu, ponieważ jego skromność nie prowokowała do tego, żeby coś mu udowadniać. Chodziło bardziej o to, żeby utemperować młodych, którzy cwaniakowali, a Adam taki nie był.


Maciej Zieliński (kolega ze Śląska Wrocław i reprezentacji Polski)

Znaliśmy się bardzo długo. Na początku graliśmy przeciwko sobie – Adam w Gwardii, ja w Śląsku. Nie były to zaprzyjaźnione kluby, delikatnie mówiąc, ale znaliśmy się dobrze z reprezentacji, bo praktycznie przez wszystkie szczeble przechodziliśmy razem.

Na początku zawsze trzeba się dotrzeć i wypracować współpracę. Tak też było gdy Adam przyszedł do Śląska. Musieliśmy się zgrać i początki były różne, ale skończyło się bardzo dobrze, bo później mogłem podawać do Adama w ciemno.

Często spaliśmy w jednym pokoju, spędzaliśmy czas na każdym treningu, na obozach, wyjazdach, więc przebywaliśmy ze sobą więcej czasu niż z rodzinami.

Adam był radosnym człowiekiem i tą radością zarażał innych. Oczywiście były jakieś nerwowe momenty, ale wiadomo jak jest w sporcie – nie zawsze się wszystko udaje. Mimo to Adam zawsze starał się być pozytywnie nastawiony – do kolegów, kibiców. Do drugiego człowieka, po prostu.


Dominik Tomczyk (kolega ze Śląska Wrocław i reprezentacji Polski)

Był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym polskim koszykarzem. Grał widowiskowo, robił efektowne wsady. Był uniwersalnym zawodnikiem, bo miał świetne manewry podkoszowe, ale potrafił też grać na obwodzie, rzucić z półdystansu, minąć rywala. Jak był w dobrej dyspozycji i jak miał swój dzień, a tak było często, to nie można było go zatrzymać.

Mogę o nim mówić tylko w superlatywach. Cały czas mam Adama w pamięci i w sercu. Trudno zapomnieć tak wspaniałego kolegę. Bardzo go brakuje…


Jarosław Jechorek (kolega z reprezentacji Polski)

Adasia wprowadzałem do reprezentacji. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Przyjechałem na zgrupowanie kadry do Wrocławia, wchodzę do hotelu, a pani w recepcji mówi: „kolega już czeka”. Nie pytałem nawet który. Wszedłem do pokoju, a tam młody „Wójo” leżał na łóżku, z którego wystawały mu wielkie stopy i powiedział: „cześć”!

Z kolei ostatni raz widzieliśmy się jakoś półtora roku przed jego śmiercią, na turnieju we Wrocławiu. Byłem przejazdem. Wyściskaliśmy się serdecznie. Zawsze mieliśmy bardzo dobre relacje.

Pamiętam jak byliśmy na turnieju na Tajwanie, grało 16 zespołów i doszliśmy do finału, w którym minimalnie przegraliśmy z Meksykiem. Tomek Torgowski, ja i Adam znaleźliśmy się w najlepszej drużynie turnieju. Pomyliłem się i zabrałem plakietkę pamiątkową Adasia, a on wziął moją. Mieliśmy się wymienić tymi odznaczeniami, ale za każdym razem, gdy się widzieliśmy, zapominaliśmy ich zabrać. I do dziś mam tę plakietkę w domu. Mimo że zdobyłem wiele trofeów, to ta plakietka ma dla mnie szczególne znaczenie i zawsze gdy na nią patrzę, wspominam Adama.

Jest to wyjątkowa rzecz, która mi go przypomina, ale jeśli rodzina będzie chciała, to oczywiście oddam ten upominek, bo należał przecież do Adama.


Robert Skibniewski (kolega ze Śląska Wrocław i reprezentacji Polski)

Gdy wchodziłem do składu Śląska, Adam był już grającą legendą. Mam kilka sytuacji w pamięci. Przede wszystkim niegasnący uśmiech na jego twarzy. Pewnie każdy to powtarza, ale był niezwykle pozytywnym człowiekiem.

Starał się być bardzo wyrozumiały. Miał na tyle silną pozycję w drużynie, że jak trener złościł się na jakiegoś zawodnika, to Adam zawsze uspokajał szkoleniowca. „Spokojnie, jak nie zrozumiał za setnym razem, to trzeba mu pięćset razy wytłumaczyć, jak dalej nie będzie rozumiał, to trzeba powtórzyć tysiąc razy”.

To była główna różnica między nim a innymi graczami z jego pokolenia. Zawsze cierpliwy, uczył młodszych kolegów pokory, pokazywał jak się zachowywać na boisku, jak zagrywać, jak się ustawiać. Nigdy nie unosił się honorem, nie pokazywał swojego ego. Nie rugał tak jak inni starsi koledzy, tylko robił to w kulturalny, gustowny sposób.

Bardzo lubiłem przebywać w jego towarzystwie, słuchać jego anegdot i opowieści, bo przecież grał w niejednym klubie. Cały czas jest mi bardzo przykro, gdy myślę o tym, co się stało trzy lata temu, ale kibice pamiętają. Ludzie pamiętają. Pamięć o Adamie nigdy nie zginie.

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-08-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved