Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Przemysław Sęczkowski: Wspieram drużynę w tym trudniejszym momencie

Przemysław Sęczkowski: Wspieram drużynę w tym trudniejszym momencie

fot. euroleague.net

Asseco Arka Gdynia 7 lutego, w niedzielę o godzinie 19:30 zmierzy się u siebie z drużyną Polski Cukier Toruń. Zwycięzca na pięć kolejek przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewni sobie utrzymanie w koszykarskiej elicie, gdyż z Energa Basket Ligi zdegradowana zostanie tylko najsłabsza zespół w tabeli. – Wspieram drużynę w tym trudniejszym momencie i wierzę, że jakoś się poskładamy – mówi prezes klubu, Przemysław Sęczkowski.

Jest pan spokojniejszy o utrzymanie po ostatnim zwycięstwie w Dąbrowie Górniczej?



Przemysław Sęczkowski:Jeszcze nie jest ono zagwarantowane w 100 procentach, ale wygrana na pewno pozytywnie wpłynęła na zespół po serii porażek. W tak trudnej sytuacji pozwala odzyskać wiarę we własne umiejętności i to, że możemy być górą. Wspieram drużynę w tym trudniejszym momencie i wierzę, że jakoś się poskładamy.

Dużo gratulacji otrzymał także Piotr Blechacz. Czy powierzenie misji utrzymania drużyny 31-latkowi było trudną decyzją?

– Rozmawiałem z zawodnikami, zwłaszcza z tymi z największym doświadczeniem. Spytałem czy uważają, że całkowicie nowy trener lepiej wstrząsnąłby drużyną i byłby lepszy od kogoś, kto zna system i zespół. Praktycznie wszyscy stwierdzili, że lepsza byłaby kontynuacja. Dlatego podjęliśmy próby namówienia Piotra Blechacza, by został i poprowadził drużynę w takim składzie jaki znał od początku sezonu.

Czy to zmiana trenera spowodowała zmianę koncepcji i pozyskanie Karlo Vragovicia?

– Koncepcji nie zmieniliśmy i nie zmieniamy. Wszystkie pytania czy sugestie kibiców na forach nie skłoniły nas do tego. Chcemy być drużyną stworzoną i zbudowaną z polskich zawodników, z polskim trenerem, tak długo jak jest to możliwe. W grudniu zostaliśmy dotknięci kontuzjami i chyba nikt nie pamięta czegoś podobnego, by jednym momencie z gry wypadło tylu kluczowych graczy. Nawet gdybyśmy chcieli i mieli finanse w tym i tak okrojonym budżecie, nie było możliwości pozyskania Polaka, który pozwoliłby spełnić wariant minimum, czyli utrzymanie. Wypadkową tego jest Karlo Vragović.

Chorwat dołączył niedługo po odejściu Przemysława Frasunkiewicza. Złośliwi powiedzą, że to z tego tytułu znalazły się pieniądze na transfer.

– Nie. Od samego początku chcemy być drużyną złożoną z polskich, zwłaszcza młodych zawodników, by pokazać i dać szasnę tym, którzy nie mają jej często w innych klubach. Budżet był i jest ograniczony, a pensja trenera Frasunkiewicza nie pozwoliła na zatrudnienie obcokrajowca. To nie budżet, jaki posiadał Asseco Prokom Gdynia, ale to nie tak, że nie próbowaliśmy kogoś dokupić, by nie mieć problemu z utrzymaniem. Doszło do takiej sytuacji i trzeba było coś zrobić.

Mówi pan, że nie ma pieniędzy, ale wcześniej zapewniał też, że do końca sezonu będą grali tylko Polacy.

– Sytuacja z Karlo Vragoviciem może dać powód, by powiedzieć, że nie miałem racji i złamałem słowo. Zakontraktowaliśmy obcokrajowca, ale widzimy, jakie jest pustkowie w kwestii polskich graczy. W długim terminie chcemy wyszkolić ich jak najwięcej, by nie było jak kiedyś. Nie brakowało opinii, że Polacy nie grają, bo są obcokrajowcy, trener chce mistrzostwo Polski, play-offy czy cokolwiek. Szanuję to, co robią inne kluby i każdy ma swoją politykę. My jesteśmy na takim etapie rozwoju klubu, że nie zawalczymy o medal, ale przynajmniej realizujemy część strategii, którą założyliśmy. Najlepiej oddaje to przykład Marcela Ponitki. Pokazał się w Eurocupie, w drużynie mistrza Polski i trafił do Parmy Perm.

Czyli ten jeden transfer nie oznacza zmiany koncepcji?

– Oczywiście. Historii jest więcej, ale najważniejsze, że ci sami koszykarze byli kiedyś dziećmi, którzy fascynowali się grą naszych zespołów w Europie, meczami z CSKA Moskwa czy Realem Madryt, marzyli o tym samym i to się spełniło. To jest nasza filozofia – wyszkolić jak najwięcej zawodników, by zdobyli doświadczenie i umiejętności, a następnie cieszyć się, że grają topowych europejskich klubach. Szukanie i kombinowanie z obcokrajowcami tylko po to, by coś wygrać… To nie Asseco Prokom Gdynia. To nie te czasy, inny klub. Już chyba udowodniliśmy kibicom, zawodnikom i sobie, że niejedno mistrzostwo Polski zdobyliśmy i pokazaliśmy się na arenie międzynarodowej. Po prostu jesteśmy na innym etapie funkcjonowania.

Wolnym graczem od dawna był Kyndall Dykes. Istniała szansa na jego na jego powrót?

– Dużo rozmawialiśmy trenerem Frasunkiewiczem. Razem budowaliśmy drużynę i od początku ustaliliśmy, że będą to Polacy. Skoro sobie to założyliśmy, to nie można było tej filozofii wywracać do góry nogami. Bardzo lubię Kyndalla i miło współpracowało nam się w poprzednim sezonie, ale tu nie chodzi o niego. Równie dobrze mogliśmy powiedzieć sobie, że zamykamy strategię i ściągamy jeszcze trzech innych koszykarzy po to, by wygrać nie jeden, a więcej meczów. Oczywiście można było to zrobić, ale nie taka koncepcja przyświeca klubowi.

Z trenerem Frasunkiewiczem pożegnaliście się w zgodzie?

– Tak, absolutnie.

Trener powróci do Gdynia Areny w połowie marca. Czy spotkanie Asseco Arki z Anwilem będzie okazją do oficjalnego pożegnania i podziękowania za ostatnie lata?

– Myślę, że zostawimy to na koniec sezonu. To jest na tyle specyficzny czas, że robienie jakichś większych podziękowań, integracji, nie ma sensu. Warto spotkać się z kibicami, dziennikarzami, opinią, a obecnie to trudne do zrealizowania. Wszystkie tego typu wydarzenia zostawimy, aż sytuacja z pandemią się uspokoi, byśmy mogli się spotkać, a nie przy pustej hali, nawet przy zachowaniu reżimu sanitarnego.

Rozmawiał Damian Konwent – więcej w serwisie sport.trojmiasto.pl

źródło: sport.trojmiasto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved