Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Przemysław Frasunkiewicz: Walczymy bardziej z kalendarzem, niż z przeciwnikami

Przemysław Frasunkiewicz: Walczymy bardziej z kalendarzem, niż z przeciwnikami

fot. Andrzej Romański

– Od drugiej kwarty widać było naszą walkę i ambicję i dzięki temu wróciliśmy do gry. W drugiej połowie ten mecz nie był zbyt widowiskowy, ale wytrzymaliśmy wojnę nerwów i wygraliśmy – powiedział Wojciech Kamiński po wygranej Legii z Anwilem. – Walczymy bardziej z kalendarzem, niż z przeciwnikami – uważa trener zespołu z Włocławka, Przemysław Frasunkiewicz, – Na tak ciężkim terenie po prostu trzeba trafić ciężkie rzuty, a nam się to dzisiaj nie udało – dodaje.

Po meczu powiedzieli:



Przemysław Frasunkiewicz (trener Anwilu): – To jest bardzo ciężki teren w obecnym sezonie, chyba tylko jeden zespół zdołał tu wygrać. My mamy misję i musimy podchodzić do takich meczów, jakbyśmy grali je w domu. Tak było przez nieco ponad trzy kwarty. Potem trochę wdało się zmęczenie, nasz ostatni mecz w Gliwicach na pewno kosztował nas wiele energii. Dzisiaj chłopcy nie mogli kalkulować, bowiem Legia słynie z tego, że 15-17 trójek, więc moi zawodnicy poszli na całego. Niestety w końcówce gospodarze byli bardziej dokładni, mieli więcej sił od nas. W technicznej kwestii, nie zdołaliśmy jednej rzeczy zrobić w obronie, bo nie da się zrobić wszystkiego, i ten rodzaj rotacji sprawił nam trochę problemów, ale najważniejsze jest to, że nie ma zawodnika w naszym zespole, który by nie chciał i się nie starał. Walczymy bardziej z kalendarzem, niż z przeciwnikami. To nie oznacza, że Legia zagrała przeciętny mecz – zagrali bardzo dobry mecz, trafiał trudne rzuty po koźle i niestety nie dało się nam wygrać. (…)

– Przez większość meczu atakowaliśmy strefę podkoszową. Raz było lepiej, raz gorzej. Później mecz przeszedł w small-ball. Tego dnia nie byliśmy specjalnie skuteczni spod kosza. Założenia meczowe to jedno, a potem to co się dzieje na parkiecie, to drugie. Nie można za każdym razem stefować zawodnikami, bo nie są robotami. Muszą sami z boiska czuć, co dla nas jest lepsze. Wykreowaliśmy sobie otwarte rzuty, powiedziałbym nawet, że w pewnych momentach nawet bardziej otwarte niż Legia, ale skuteczność dzisiaj zawiodła. (…) Jeżeli chodzi o rzuty za 3, to są dalekie rzuty i one generują dalekie zbiórki. Mieliśmy w tym meczu problem z dalekimi zbiórkami. Nie jest tak, że za zbiórki odpowiedzialni są tylko podkoszowi, walczą o nie wszyscy gracze będący na boisku. Mieliśmy na pewno problem, uczulałem graczy na to, ale czasami takie rzeczy się zdarzają – piłka odbija się w jednym, albo drugim kierunku. Musimy poprawić ten element w następnym meczu. (…) Nie chcemy dokonywać więcej zmian w naszym składzie. Mamy już siedmiu obcokrajowców. Mamy teraz 10. zawodników do grania. To taki zestaw, który można by prowadzić od początku sezonu. Jeżeli kalendarz byłby inny – mówię, jakby nie było Covidu-19, to jest zespół 10-11 osobowy, którym należy grać. W tym momencie nie należy spodziewać się zmian, tylko trzeba pracować. Mamy mało czasu pomiędzy meczami, bo kolejny gramy już pojutrze. Trzeba zrobić małe poprawki i grać dalej. Jeżeli miałbym mówić, co należy poprawić w grze zespołu, to musielibyśmy posiedzieć teraz dłużej. Chłopcy i tak bardzo dużo „złapali” przez parę ostatnich dni. Założenia meczowe wykonujemy w 80 procentach, ale nie da się, wszystkiego wrzucić zawodnikom w ciągu tygodnia, bo się wszystko im pomiesza. Plan na dzisiejszy mecz był niezły, Legia też dobrze egzekwowała swoje założenia. Na tak ciężkim terenie po prostu trzeba trafić ciężkie rzuty, a nam się to dzisiaj nie udało.

Krzysztof Sulima (podkoszowy Anwilu): – Gratulacje dla Legii za zwycięstwo. Tak jak trener powiedział, Legia trafiła dzisiaj trudne rzuty. Próbowaliśmy przełamać Legię, ale niestety nie udało się. Nie ma co już do tego wracać, mecz się skończył i w tej chwili myślimy tylko o następnym meczu.

Wojciech Kamiński (trener Legii): – Dziękuję swoim zawodnikom za walkę. Nie weszliśmy w ten mecz dobrze. Przegrywaliśmy na samym początku, Anwil nas trochę zdominował w pierwszej kwarcie. Od drugiej kwarty było widać ambicję, walkę i wróciliśmy do gry. W drugiej połowie, kiedy mecz stał się trochę mniej widowiskowy – szczególnie w czwartej kwarcie – wytrzymaliśmy wojnę nerwów i wygraliśmy. Duże słowa uznania dla Anwilu Włocławek. Byli gotowi, tak jak mówiłem dobrze zaczęli ten mecz, na dużej intensywności, natomiast gdzieś zabrakło tych sił i egzekucji w czwartej kwarcie i my z tego skorzystaliśmy. (…) Jeśli chodzi o nasze ostatnie akcje kończone przez Darka Wykę, myślę, że to była trochę ułańska fantazja. Przy jednym i drugim rzucie krzyczałem ‚nie’, bo miałem w pamięci kilka ostatnich rzutów, które nie wpadły. Chciałem, żebyśmy w tych akcjach zagrali dłużej, cierpliwie. Oczywiście powinienem powiedzieć – tak, taka właśnie była taktyka. Ale tak nie było. Całe słowa uznania dla Darka, który wytrzymał presję. Dzisiaj Darek wygrał na treningu dużą pulę, bo 6-krotną kumulację w rzutach z połowy, więc chyba czuł się na tyle pewny, że wpadnie również w meczu.

Jamel Morris (rzucający Legii): – Wierzę w to, co powiedział nasz trener po ostatnim meczu. Trzeba dać z siebie coś ekstra, walczyć o każdą piłkę, tego nie było w Bydgoszczy, ale zrobiliśmy to dzisiaj. Wykonaliśmy bardzo dobrą pracę. To był ciężki mecz, ale zrobiliśmy to co powinniśmy, by spróbować wygrać ten mecz. „Daro” był dziś wielki w całym meczu, wykorzystywał swoje okazje, rozciągał obronę rywala, co ułatwiło pozostałym naszym zawodnikom grę. Broniliśmy dobrze przez większość meczu i to pomogło nam odnieść zwycięstwo.

źródło: legiakosz.com

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved