Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Powrót NBA: Portland Trail Blazers

Powrót NBA: Portland Trail Blazers

Do powrotu NBA pozostało półtora miesiąca. Do tego czasu będziemy prezentować dotychczasowe podsumowanie występów każdej drużyny, która zagra w Orlando, wprowadzając was powoli w nastrój emocji związanych z rozgrywkami najlepszej ligi świata.

Ostatnio tutaj przyglądaliśmy się dokonaniom w sezonie New Orleans Pelicans. Dziś pozostajemy w Konferencji Zachodniej i przeanalizujemy wyczyny pierwszej drużyny, która jest „pod” kreską w tabeli. Portland na pewno oczekiwali od sezonu dużo więcej, ale splot wydarzeń sprawił, że obecnie będą za wszelką cenę walczyć, aby w ogóle znaleźć się w play-off.



Portland Trail Blazers:
Bilans spotkań: 29-37,
Miejsce w Konferencji Zachodniej  9

Podsumowanie sezonu

Niestety sezon Blazers stał pod znakiem kontuzji. Jusuf Nurkic złamał nogę w marcu ubiegłego roku i stracił przez to cały rok grania. Dopiero we wznowionym sezonie będzie mógł pojawić się na parkiecie. Tylko trzy mecze zdążył zagrać Zach Collins, który musiał poddać się operacji i jego powrót zdaje się być możliwy również na restart rozgrywek w Orlando. Trochę dłużej, bo do początku grudnia, pograł Rodney Hood, a tylko kilkanaście dni więcej na koncie zaliczył Skal Labissiere (którego w barwach Portland już nie zobaczymy, bo w lutym przeniósł się do Atlanty). Blazers wciąż jednak mieli Damiena Lillarda. Rozgrywający był w tym sezonie jak w transie, przez co zespół zachował szansę na siódmy z rzędu awans do play-off. Spadek jakości w porównaniu z ubiegłym sezonem był jednak widoczny – Portland zanotowało drugi w lidze największy spadek liczby zwycięstw w stosunku do poprzednich rozgrywek. Powrót Nurkica pozwala jednak patrzeć z optymizmem w przyszłość, choć wskoczenie na miejsce Memphis nie będzie wcale łatwym zadaniem. Strata jest spora, a tuż za Blazers są cztery drużyny, które wcale nie zamierzają rezygnować z „ósemki” bez walki.

Wyróżniający się zawodnik

Gary Tent Jr. w debiutanckim sezonie zagrał zaledwie 111 minut, a w play-off nie pojawił się nawet na parkiecie. Na początki tego sezonu jego szanse na grę też nie były wielkie, ale kontuzje sprawiły, że 21-latek dostał szansę i z meczu na mecz prezentował się coraz lepiej. W drugiej części sezonu Trent uzyskał średnią 13,5 punktu na mecz. Trent mierzy 195 cm, więc nie jest zbyt skuteczny w grze podkoszowej, ale jego skuteczność rzutów za trzy punkty rekompensuje jego inne braki ofensywne.

 Ważne zwycięstwo

Blazers mają słaby bilans przeciwko drużynom, które w momencie przerwania sezonu miały dodatni stosunek zwycięstw do porażek, bo wygrały tylko 10 z 31 spotkań. Jednak cztery z tych wygranych miały miejsce w ciągu jednego tygodnia (Portland pokonało z rzędu Indianę, Houston, Lakersów i Utah). W tym okresie Lillard grał na zupełnie innym piętrze. Był w wyśmienitej formie. Nawet niekorzystny terminarz (dzień po meczu w Los Angeles, Blazers mierzyło się w Portland z Utah), zespół dał radę wygrać, mimo że początek meczu z Jazzmanami ułożył się dla nich niekorzystnie. Lillard zdobył 51 punktów (w ciągu 2u7 godzin zdobył ich 99) i zanotował 12 asyst. Hassan Whiteside dołożył 17 oczek i 21 zbiórek oraz 3 bloki. Doskonała seria Portland skończyła się trzy dni później w Denver.

Najbardziej ekscytujący mecz

Przełom grudnia i stycznia nie był szczęśliwy dla Blazers, Przegrali pięć spotkań z rzędu i przełamały się dopiero w meczu z Wizards. Cztery dni później zespół zawitał do Toronto, które osłabione brakiem VanVleeta, Siakama, Gasola Powella potrafiło osiągnąć przewagę i na 2,5 minuty do końca prowadziło siedmioma punktami. Wtedy Blazers się obudzili i zdobyli kolejnych 11 punktów. Raptors trzykrotnie mogli odzyskać prowadzenie, ale długo utrzymywał się remis 99:99. Na trzy sekundy przed końcem Carmelo Anthony trafił i zwycięstwo Blazers stało się faktem.

Najważniejsze chwile

26 listopada Blazers mieli fatalny bilans 5-12. Wtedy obudził się Anthony, który w następnych trzech meczach uzyskał średnią 22,3 punktu przy skuteczności z pola 62,7% i poprowadził Portland do trzech zwycięstw z rzędu. Został za to doceniony tytułem gracza tygodnia Konferencji Zachodniej.

Warte wspomnienia są też mecze z końcówki stycznia, o których pisaliśmy już wyżej. Lillard poprowadził wtedy zespół do czterech zwycięstw z rzędu, przeciwko wyżej notowanym drużynom i wydaje się, że był to najlepszy fragment sezonu w wykonaniu Blazers. Lillard zanotował w tamtym okresie średnią 48,8 punktu, 7,2 zbiórki i 10,2 asysty na mecz. – Nigdy nie miałem takiej serii w życiu – powiedział Lillard. Trzeba przyznać, że mało kto taką miał.

Gwiazda drużyny

Wybór może być tylko jeden. Damien Lillard był najważniejszą postacią dla Blazers. Miał taki wpływ na wyniki drużyny, że nie będzie dziwne, że pojawi się w wyborach MVP sezonu. Spędził najwięcej czasu na boisku w całej lidze (36,9 minuty na mecz). W kilku rankingach jest w czołówce NBA. Bez niego Portland nie miałoby żadnych szans na to, żeby walczyć o udział w play-off. Lillard potrafił niemal w pojedynkę wygrywać mecze, a co ważniejsze, sam potrafił odwracać losy wydawałoby się przegranych spotkań.

źródło: inf. własna, nba.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-06-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved