Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > W play-off NBA widać już brak wpływu „własnego boiska”

W play-off NBA widać już brak wpływu „własnego boiska”

fot. foxbusiness.com

Po sześciu dniach play-off NBA „goście” mają na koncie już jedenaście wygranych. Tego w zasadzie powinniśmy się byli spodziewać. W XXI wieku zdarzało się, że w tym momencie rywalizacji w pierwszej rundzie na koncie przyjezdnych było ledwie kilka sukcesów.

Skoro wszystkie mecze są rozgrywane w tym samym kompleksie Walta Disneya w Orlando, to przewaga własnego parkietu nie istnieje. Parkiet jest niczyj. Najbardziej poszkodowane w tej sytuacji są te drużyny, które przez większą część sezonu walczyły o jak najwyższe miejsce i możliwość grania większej liczby spotkań przed swoimi kibicami. Czyli Los Angeles Lakers (numer 1 na Zachodzie) i Milwaukee Bucks (numer 1 na Wschodzie). Obie zaczęły od „domowych” wypadek, ale potem wygrywały na „wyjeździe” i prowadzą w swoich seriach 2-1. To nie dziwi nie tylko ze względu na ich siłę. Przecież skoro przewaga własnego parkietu nie ma znaczenia, to jej utrata przecież także i odrobienie strat „na wyjeździe” będzie łatwiejsze.



NBA stara się robić, co może, by pokazać, kto jest formalnie gospodarzem danego spotkania, ale zawodnicy przyznają, że dla nich nie ma to wielkiego znaczenia. Każdy mecz jest tutaj taki sam. Graficzne ozdobniki, kibice wyświetlani na ekranach czy nawet głos znajomych spikerów pomagają właściwie tylko telewizyjnym odbiorcom. Przecież nie o logo na ścianie chodzi przy „przewadze parkietu”, ale o dobrze znane szatnie, korytarze czy boisko, lepiej obrzucane kosze, wsparcie fanów czy – w przypadku np. Denver – teoretycznie trudniejsze warunki ze względu na położenie wysoko nad poziomem morza. W Orlando wszyscy są równi.

Według statystyk zazwyczaj gospodarze wygrywają w NBA około 56-58% spotkań w rundzie zasadniczej i 65% w play-off. W tym drugim przypadku wzrost można wiązać z tym, że częściej u siebie występuje zespół wyżej rozstawiony, czyli teoretycznie lepszy. Co ciekawe w meczach o rozstawienie w Walt Disney World „gospodarze” też wygrywali częściej, ale na początku w play-off skoku przewagi nie widać. Próbka to mała, ale po 24 spotkaniach bilans wynosił 13-11. Tylko w jednej parze (Houston Rockets – Oklahoma City Thunder) do tej pory wszystkie mecze wygrali „gospodarze”.

Wpadki na początku rywalizacji w play-off w tradycyjnej formie wcale nie są takie rzadkie, ale nie muszą skutkować wyeliminowaniem faworyta. Chociażby rok temu Toronto Raptors zaczęli od niepowodzenia z Orlando Magic, a potem pokonali ich czterokrotnie i na koniec zdobyli mistrzostwo. Sześć lat temu niżej rozstawieni w pierwszej rundzie wygrali jeden z pierwszych dwóch meczów wyjazdowych (wtedy naprawdę wyjazdowych) w aż sześciu z ośmiu par, ale tylko trzem udało się wygrać całą serię i awansować dalej.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2020-08-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved