Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Payton Pritchard walczy o miejsce w składzie Boston Celtics

Payton Pritchard walczy o miejsce w składzie Boston Celtics

fot. forbes.com

Payton Pritchard nie był najważniejszą postacią ubiegłorocznego draftu NBA, ale już odgrywa ważną rolę w Boston Celtics wykorzystując szansę po kontuzjach kolegów. Jego kariera oprócz popisów w rozgrywkach akademickich ma ciekawe wątki związane z Lugo w Hiszpanii i reprezentacją Polski do lat 18.

W końcówce meczu Celtics w Miami z Heat w ogóle nie powinno być go na parkiecie. Jedna z czterech najlepszych drużyn poprzedniego sezonu ma na tyle silny skład, że nie musi korzystać z pierwszoroczniaka. Payton Pritchard jednak od początku grał regularnie, a jego rola wzrosła przez problemy zdrowotne kilku zawodników. Na finiszu meczu z Heat znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i dobił niecelny rzut kolegi dzięki czemu Celtowie wygrali 107:105, co było małym rewanżem za porażkę w finale Konferencji Wschodniej poprzednich rozgrywek. Pritchard oczywiście w tamtej serii nie brał udziału, oglądał ją w telewizji i przygotowywał się do draftu. Przystępował do niego wyjątkowo późno, bo po czterech sezonach w lidze akademickiej. Niewielu zawodników z szansami na draft decyduje się na taki ruch w obecnych czasach, a jednak Pritchard poczekał do końca nauki na uczelni Oregon. Dzięki temu teraz choć w Celtics uznaje się go za tego „młodego”, to przecież jest miesiąc starszy od występującego od 2017 roku w NBA lider bostończyków Jaysona Tatuma.



Właśnie wiek 23-latka był zapewne jednym z powodów tego, że w drafcie został wybrany dopiero z numerem 26. Żaden koszykarz w jego wieku nie usłyszał swojego nazwiska wcześniej, a niektórzy wskazywani na początku urodzili się nie jak on w 1998 roku, ale w 2000 czy 2001. Numer 1 draftu Anthony Edwards jest młodszy od Pritcharda o 3,5 roku. Decyzja Celtics mogła być zaskakująca, bo można było przypuszczać, że niemająca teoretycznie luk w składzie drużyna z czołówki postawi na kogoś młodszego, kto będzie mógł się rozwijać u boku starszych kolegów i wskoczyć do rotacji w przyszłości. Z perspektywy czasu wygląda na to, że w Bostonie nie mogli wybrać lepiej. Trafił im się ktoś, kto może pomóc od razu, a okazało się, że ktoś taki jest potrzebny. – Payton przyszedł do nas z dużą pewnością siebie. Zdecydowanie potrzebowaliśmy tej iskry z ławki – przyznał skrzydłowy Celtics Jaylen Brown, który jest dwa lata starszy od Pritcharda, ale znał go już dużo wcześniej przed spotkaniem w Bostonie, bo obaj rywalizowali w turniejach szkół średnich.

Być może Pritchard grałby w NBA już wcześniej, gdyby nie nieudany sezon akademicki 2018/2019. Wtedy zamiast poprawić swoją pozycję w stosunku do poprzedniego raczej ją pogorszył. Co prawda finisz był całkiem niezły i awansował z drużyną z Oregonu do najlepszej szesnastki w NCAA, a potem zgłosił się do draftu, ale zdecydował jednak o wycofaniu swojego nazwiska. I to był bardzo dobry pomysł. Z powodu pandemii koronawirusa niestety odwołano walkę o mistrzostwo konferencji Pac-12 (w której grała jego ekipa) i w całej NCAA, ale wcześniejsze mecze wystarczyły Pritchardowi, by zaimponować skautom. Miał średnio 20.5 punktu oraz 5.5 asysty, a w jednym z kluczowych meczów zdobył 38 oczek. Na koniec dostał nagrodę dla najlepszego rozgrywającego w USA, która nosi imię Boba Cousy’ego. To legenda Celtics. Dziewięć lat wcześniej podobne wyróżnienie otrzymał Kemba Walker, obecny kolega Pritcharda z zespołu. To problemy Walkera z kolanem otworzyły szansę dla debiutanta. Już na inaugurację zagrał 13 minut, w trzecim z Indiana Pacers rzucił 13 punktów, a w ósmym z Toronto Raptors miał 23 oczka i 8 asyst. Na początku przyznawał, że problemem są różnice w zasadach gry w defensywie w NCAA i NBA.

Pritcharda prezentuje w najlepszej lidze świata pełen repertuar zagrań nowoczesnego rozgrywającego, a jednym z większych atutów jest umiejętność wykreowania sobie pozycji do rzutu po koźle. W Celtics trafia 35% trójek, podczas ostatniego roku w Oregonie było to 41%, ale same liczby nie pokazują tego, jak świetny jest w akcjach typu „step-back”. Pokazuje to w NBA, pokazywał w NCAA i już jako 17-latek, gdy brał udział w mistrzostwach świata juniorów w koszykówce 3×3. Amerykanie nie osiągnęli wtedy w 2015 roku w Debreczynie wielkich sukcesów, bo zajęli dopiero 8. miejsce. Ale jedno spotkanie w wykonaniu Pritcharda przeszło do historii rozgrywek, a jego „ofiarą” stała się reprezentacja Polski mająca w składzie m.in. występujących w obecnym sezonie w Energa Basket Lidze Szymona Ryżka i Mikołaja Kurpisza. W 1/8 finału ekipa USA rozgromiła Polskę 22:6, a Pritchard trafił aż dziewięć rzutów z dystansu (czyli w przypadku rywalizacji w 3×3 za dwa, a nie trzy punkty).

Wizyta na Węgrzech nie była jedyną międzynarodową przygodą Pritcharda. Wcześniej w latach 2010-2011 trenował w Lugo w Hiszpanii. Jego ojciec Terry współorganizował obozy dla hiszpańskiej i amerykańskiej młodzieży, która jeździła na Półwysep Iberyjski, a potem gościła rówieśników za oceanem. Kilka lat temu w 2017 roku Pritchard był wraz z rodakami na kolejnych po tych w Debreczynie mistrzostwach świata. Tym razem w tradycyjnej koszykówce i bez udziału Polaków, ale znowu z rozczarowaniem, bo w kategorii do lat 19 Amerykanie skończyli wtedy z brązowym medalem. Na pocieszenie Pritcharda wybrano wtedy do najlepszej piątki turnieju. Następna okazja do występu w narodowych barwach może dotyczyć już tylko seniorskiej reprezentacji, co biorąc pod uwagę różne problemy kadrowe USA przed niektórymi turniejami nie jest wcale nierealne… Ale na razie oczywiście Pritchard ma inne zadanie – zdobyć na tyle duże zaufanie trenera Brada Stevensa, by zostać w rotacji Celtics po powrocie wszystkich do zdrowia.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-01-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved