Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Paweł Pawłowski: Chciałbym stanąć w obronie Mike’a

Paweł Pawłowski: Chciałbym stanąć w obronie Mike’a

fot. fiba3x3.com

Polscy koszykarze 3×3 jechali do Tokio po złoto, wrócili z 7. miejscem i odpadli z walki o medale dużo szybciej niż to sobie założyli. Paweł Pawłowski był w Tokio bardzo ważnym zawodnikiem kadry trenera Piotra Renkiela i jak się okazało, to nie Mike Hicks rzucał te najważniejsze punkty, a właśnie Paweł Pawłowski niejednokrotnie brał na siebie odpowiedzialność za grę.

Miało być złoto, wracacie nawet bez ćwierćfinału. Co poszło nie tak?



Paweł Pawłowski: Mecze układały się różnie. W każdym czegoś zabrakło do sukcesu. Z Belgią źle zaczęliśmy, musieliśmy gonić i zabrakło nam sił. Sam po sobie czułem, że musiałem grać mniej agresywnie w obronie przez to, że mieliśmy faule. Nie jesteśmy fanami sędziów. Oni z lekką łatwością podejmowali decyzje o gwizdkach. To nie jest ich wina, że przegraliśmy. Ale w każdym meczu w 4 minucie mieliśmy po 6 czy 7 przewinień i nie mogliśmy mocno bronić. To jest bardzo dziwne, bo dotychczas na turniejach nie mieliśmy nigdy problemów z faulami. Jakiś gest spojrzenie – to już decydowało od razu o przewinieniu technicznym, zazwyczaj najpierw było upomnienie. Pojedyncze rzeczy, które bardzo deprymują, ja jestem graczem, który gra agresywnie w obronie i to bardzo wybija z rytmu.

Mieliście kilka spotkań, gdzie wydawać się mogło, że zwycięstwo jest w garści, a potem nagle, gra zaczynała wyglądać zupełnie inaczej. Jakby inny zespół wybiegał na boisko. Jak to wytłumaczyć?

– Ciężko jest zagrać w jednym tempie i żeby wszystko wychodziło – jak w meczu z Belgią, gdzie początek był bardzo słaby, ale podnieśliśmy się i wynik był cały czas otwarty. Tu decydują pojedyncze rzeczy o zwycięstwie. Jakiś faul – była sytuacja, że był faul na Mike’u, on zareagował emocjonalnie i było przewinienie niesportowe…. takie pojedyncze rzeczy przy niskim wyniku mają ogromne znaczenie.

Zapowiadaliście złoto. Kibice nie ukrywają, że się zawiedli i nie szczędzą krytyki. Nie boicie się teraz zmierzyć z rzeczywistością po powrocie?

– Każdy sportowiec powinien jechać na imprezę sportową żeby wygrać. Jechać, żeby odbyły sią zawody z udziałem sportowca to nie jest odpowiednie podejście. Myślę, że powinno zmienić się podejście mentalne sportowców z Polski żebyśmy jechali wygrywać, a nie cieszyć się wyjazdem na imprezę. My tłumiliśmy w sobie ten „hurraoptymizm” po awansie na igrzyska, żeby zakodować sobie, że jedziemy wygrać. Gdybym miał jechać na kolejne, jechałbym po złoty medal.

Turniej był wyjątkowo morderczy, widać było, że zespoły pod koniec już nie dawały rady fizycznie. Jak wy to odczuliście?

– Warunki były bardzo ciężkie. Piłka była mokra od potu i śliska. Rzuty nie wpadały często bo piłka po prostu wypadała z rąk. Tego kibice nie wiedzą, ale czasem jak podawałem Przemkowi Zamojskiemu piłkę, on nawet nie mógł oddać rzutu, bo była tak mokra, że nie był w stanie jej dobrze złapać. Z biegiem turnieju widać było, jak wszystkie drużyny siadały ze zmęczenia. Uważam, że byliśmy dobrze przygotowani, nie było takiej różnicy między nami a przeciwnikami. Wszyscy byli zmęczeni. Po wynikach było widać, że coraz trudniej jest zdobywać punkty.

Sporo gorzkich słów popłynęło od kibiców w stronę Michaela Hicksa. On też nie szczędził Wam krytyki po pierwszym meczu. Czy w zespole jest złość, że w kluczowych momentach podejmował złe decyzje, czy miał na to zgodę, bo zawsze tak grał?

– Chciałbym stanąć w obronie Mike’a. On zrobił dużo dobrego dla polskiej koszykówki 3×3. Dzięki niemu wielu kibiców się tym sportem zainteresowało. Między innymi też to, że zaszczepił w nas wiarę zwycięstwo. On w mediach jako pierwszy mówił jasno, że jedziemy wywalczyć kwalifikację na Igrzyska. My na początku nawet w to nie wierzyliśmy. To jego duża zasługa, że zmienił nasze podejście, które uważam za słuszne. Co do gry, nie będę oceniał jego decyzji. Każdy z nas podejmował jakieś decyzje, to jest odpowiedzialność zespołowa i jako zespół nie dostarczyliśmy tego co zakładaliśmy. Smutno nam, mnóstwo łez, płaczu, rozczarowania i goryczy, bo naprawdę chcieliśmy zapisać się w historii. Niestety się nie udało.

Kibice byli mocno podzieleni. Część mimo porażek cały czas bardzo was wspierała. Czuliście w Tokio to wsparcie, albo chciałbyś coś powiedzieć kibicom po tym turnieju?

– Docierały do nas komentarze, ale unikaliśmy tego, żeby nie zaprzątać sobie głowy. Serdecznie dziękujemy za wsparcie. Wydaje mi się, że koszykówka 3×3 jest bardziej emocjonalna niż koszykówka 5×5. Wielkie podziękowania, że kibice przeżywali to z nami. Reprezentowanie Polski na igrzyskach olimpijskich to coś wyjątkowego. Dziękujemy za wszystkie komentarze, czy były pozytywne, czy negatywne, cieszymy się, że mogliśmy dać kibicom emocje w Tokio. Wiem, że dzięki temu koszykówka 3×3 może zaszczepić u dzieci chęć do gry, żeby wyszły na boisko i zaczęły grać. Nam zajęło to dużą część życia i poświęciliśmy wiele. Niektórzy oceniają wszystko szybko i z góry, a nie zagłębiają się w to jaką drogę przeszliśmy, co musieliśmy zrobić, żeby się tu dostać. To jest gruba księga z długą historią. Kibice reagują na gorąco, a czasem warto zajrzeć głębiej w każdego sportowca. Mamy tu wielu wspaniałych reprezentantów, czasem po prostu nie wychodzi.

źródło: interia.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved