Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Oliver Vidin: To dopiero połowa drogi

Oliver Vidin: To dopiero połowa drogi

fot. wks-slask.eu

Oliver Vidin prowadzi zespół Śląska Wrocław od roku. W połowie rundy zasadniczej obecnego sezonu drużyna zajmuje miejsce w czołowej czwórce, co dla wielu jest zaskoczeniem. – Pamiętamy, że to dopiero połowa drogi, a w tej lidze wszystko jest możliwe i praktycznie każdy może wygrać z każdym. Wierzę, że w drugiej połowie rundy zasadniczej może być trochę łatwiej, bo do tej pory mieliśmy więcej wyjazdów niż meczów u siebie – mówi szkoleniowiec Śląska w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

 W połowie rundy zasadniczej macie bilans 10-5. Czy można go nazwać znakomitym?



Oliver Vidin:Patrząc na tabelę na pewno jesteśmy zadowoleni, bo przed rozpoczęciem rozgrywek mieliśmy dwa cele: miejsce w czołowej czwórce i awans do Pucharu Polski. To drugie już się udało, jesteśmy też na dobrej drodze do realizacji tego pierwszego. Ale pamiętamy też, że to dopiero połowa drogi, a w tej lidze wszystko jest możliwe i praktycznie każdy może wygrać z każdym. Wierzę, że w drugiej połowie rundy zasadniczej może być trochę łatwiej, bo do tej pory mieliśmy więcej wyjazdów niż meczów u siebie. Teraz będzie odwrotnie, a to ważne, bo w domu czujemy się bardziej komfortowo. Nikogo nie lekceważymy, doceniamy każdego rywala, ale mam nadzieję, że przy braku problemów z kontuzjami jesteśmy w stanie utrzymać pozycje w tabeli.

Teraz jednak do Wrocławia przyjadą mocne zespoły z górnej połówki, z którymi przegrywaliście na wyjeździe?

– A o których zespołach można powiedzieć, że będą faworytem w meczu z nami we Wrocławiu? Właściwie tylko Anwil Włocławek – po zmianach w składzie i powrocie kontuzjowanych graczy – będzie drużyną z dużo mocniejszym składem. A na pewno droższym. Z pozostałych rywali w pierwszej rundzie jedynie Trefl Sopot okazał się od nas wyraźnie mocniejszy. Inne wyjazdy przegrywaliśmy niewysoko albo wygrywaliśmy, chociaż mieliśmy swoje problemy.

Wspomniał pan o tym, że przed sezonem celem była czołowa czwórka. Odważnie.

– Wielu mówiło wtedy, że mamy słaby zespół i że realistycznie będziemy na 11-12 miejscu, a maksimum to play-off. Nie zgadzałem się z tym, ale sadzę, że najlepszą odpowiedzią jest nasza gra i wyniki. Wierze, że w drugiej rundzie będziemy jeszcze mocniejsi, bo ta drużyna rozwija się z każdym treningiem i meczem.

Czy i jak możecie się jeszcze poprawić i w jakich elementach?

– Odpowiedź jest prosta: trenując. Tylko tak może poprawić umiejętności zawodników i grę zespołową. Nie widzę jednego elementu, który musimy wykonywać lepiej. Musimy starać się poprawiać wszystko – zarówno w obronie jak i w ataku. A przede wszystkim być silniejsi jako drużyna, a nie indywidualności.

Można się też poprawić wzmacniając skład. To możliwe?

– Nie nastawiamy się na to. Ewentualnie – jeśli będzie tak szansa, to może sprowadzimy jakiegoś młodego polskiego gracza. Ja generalnie nie jestem trenerem, który prosi o zmiany i generuje dodatkowe koszty. To nie jest w porządku, jeśli trener przed sezonem wybiera zawodników, a po kilku miesiącach mówi, że trzeba kilku zmienić.

Jedną zmianę wymusiły problemy zdrowotne – kontuzja lidera zespołu Garretta Nevelsa. To był duży cios?

– Tak, tym bardziej, że to nawet nie była nowa kontuzja, ale stara, która teraz się odnowiła. Gdyby wcześniej poddał się odpowiedniemu leczeniu, to nie miałby teraz problemów. Nie było łatwo znaleźć zastępstwo. Zespół od początku zaakceptował Nevelsa jako lidera. Po jego wyjeździe nie byliśmy w stanie sprowadzić takiego samego gracza, bo rynek jest ograniczony. Nowy zawodnik przychodzący w trakcie sezonu nie zostanie od razu liderem, bo musi najpierw dojść do odpowiedniej formy i zapracować na zaufanie kolegów. Dlatego sprowadziliśmy nie jednego, a dwóch zawodników, czyli Kyle’a Gibsona i Mateusza Szlachetkę.

Jeszcze przed kontuzją Nevelsa dużą rolę miał Strahinja Jovanović, a potem stał się kluczowym graczem w ataku. To był zaskakujący transfer, bo wcześniej grał w lidze rumuńskiej. Znał go pan wcześniej osobiście? Spodziewał się pan, że będzie prezentował się aż tak dobrze?

– Nie znałem go osobiście, ale dostałem bardzo dobrze informacje od jego poprzednich trenerów z Belgradu. Gra tak dobrze jak się spodziewałem. Dla mnie nie ma żadnego zaskoczenia. Liga rumuńska jest w Polsce lekceważona, a proszę zwrócić uwagę na to, że Jovanović gra teraz w zespole sklasyfikowanym w lidze wyżej niż jego zespół w Rumunii i ma do tego lepsze statystyki. Nie można powiedzieć, że liga rumuńska słaba. Latem próbowaliśmy przedłużyć umowę z Devoe Josephem, ale nie udało się, bo wybrał Rumunię, gdzie dali mu większe pieniądze niż u nas. Skoro tam potrafią zapłacić więcej niż w Polsce, to znaczy, że trafiają tam dobrzy obcokrajowcy i poziom nie jest tak niski jak się niektórym w Polsce wydaje. A jeśli ludzie są zaskoczeni Jovanoviciem, to może są zaskoczeni także tym, że ja nadal pracuję w Śląsku?

Zgodnie z pana zapowiedziami najlepszym Polakiem w Śląsku jest Aleksander Dziewa. Jak wysoko może zajść w przyszłości?

– Dziewa to bardzo utalentowany zawodnik, który dobrze trenuje i słucha uwag na treningu. Jest bardzo pracowity i naturalne, że zrobił postęp. Teraz najwięcej zależy od niego. Ma możliwość, by w przyszłości występować w dobrych europejskich klubach, ale wcześniej musi się pokazać w polskiej ekstraklasie. Na razie jeszcze nie zagrał całego sezonu w PLK, bo poprzedni został przerwany, a w obecnym jesteśmy w połowie. Gdy pokaże, że potrafi dominować tutaj, to będzie mógł wyjechać tam, gdzie będą mu płacić bardzo dużo.

Rozmawiał Jakub Wojczyński – cały wywiad w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved