Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Spurs nie pobiją rekordu, Blazers wygrywają rzutem na taśmę

NBA: Spurs nie pobiją rekordu, Blazers wygrywają rzutem na taśmę

fot. nathaniel-s-butler/https://news4sanantonio.com/

Oczy wszystkich fanów NBA zwrócone były na Zachód. Dzisiejsze mecze miały zakończyć wreszcie pierwszy akt wojny o play-off. Gdyby liga była scenariuszem filmu hollywoodzkiego, jej losy potoczyłyby się nieco inaczej, ale i tak dramaturgii nie brakowało, a zespoły napisały całkiem niezłą fabułę zeszłej nocy.

Damian Lillard znów stanął na wysokości zadania i zdobywając 42 punkty pozostawił Portland w grze, dając Blazers ósme miejsce i czyniąc z nich faworytów do awansu. W dwumeczu zmierzą się z nimi Grizzlies, którzy doczłapali się na dziewiątym miejscu dzięki zwycięstwie nad Bucks. Do domu jadą bohaterowie „bańki” – komplet zwycięstw Suns finalnie okazał się bez znaczenia. Z play-off po 23 latach żegnają się Spurs. Miał być rekord, a jest smutek.



Washington Wizards – Boston Celtics  96:90
(26:21, 30:30, 22:26, 18:13)

Celtowie przystępowali do meczu z Wizards w rezerwowym składzie. Sztab trenerski dał odpocząć między innymi Tatumowi, Haywordowi i Walkerowi. Po stronie Czarodziejów nie zagrał z kolei Rui Hachimura. W tej sytuacji koszykarze z Waszyngtonu w końcu mogli nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikiem. Udało im się w ciągu trzech kwart wypracować jeden punkt przewagi. W czwartej kwarcie Celtics zdołali wyjść na prowadzenie i wydawało się, że ten mecz skończy się jak wszystkie inne spotkania Wizards w Orlando.

Tymczasem Thomas Bryant poczuł w sobie moc i odwrócił losy meczu. Wizards nieźle rozegrali końcówkę i nie wyjadą z Orlando pokonani w każdym meczu. Koszykarze z Waszyngtonu bez Beala Walla nie mieli szans nawiązać walki o play-off. Byli dostarczycielami punktów, a zwycięstwo nad drugim garniturem Bostonu być może nieco osłodzi im gorzkie zakończenie tego sezonu.

Najwięcej punktów:
Thomas Bryant (WSH) – 26
Javonte Green (BOS) – 23


Blazers musieli wygrać ten mecz. Zbyt dużo możliwości utraty szans na play-off czaiło się w przypadku porażki. Blazers musieli wygrać ten mecz, bo mieli Damiana Lillarda – maszynę do zdobywania punktów w „bańce”. Blazers musieli wygrać ten mecz, bo Nets już nie grali o nic i chcieli odpocząć przed play-off.  Blazers wygrali rzutem na taśmę, choć w pewnym momencie wydawało się, że na własne życzenie wyautują się z dalszych zmagań.

W pierwszej połowie wszystko szło zgodnie z planem koszykarzy z Portland. Z nieco większym oporem niż się wszyscy spodziewali Trail Blazers zdobyli kilkupunktową przewagę. Okazało się jednak, że Nets wcale nie zamierzają odpuścić tego meczu. W trzeciej kwarcie Brooklyn odjechał rywalom i dalszy pobyt Portland w Orlando wisiał na włosku.

Od czego jednak jest Lillard. Wyglądało to tak, jakby właśnie on uparł się, że nie pozwoli odpaść klubowi z dalszych gier. Zdobył 42 punkty, a w końcówce czwartej kwarty doprowadził do remisu, ostatecznym zwycięstwem zajęli się już koledzy. Blazers zajęli ósme miejsce w konferencji i w dwumeczu z Grizzlies wystarczy im jedno zwycięstwo, żeby zagrać w play-off.

Portland Trail Blazers – Brooklyn Nets 134:133
(31:31, 42:36, 24:37, 37:29)

Najwięcej punktów:
Damian Lillard (POR) –42
Caris LeVert (BKN) – 37


Lakersi na luzie podeszli do ostatniego spotkania sezonu zasadniczego. Kyle Kuzma dostał wolne, Rajon Rondo też odpoczywał, Anthony Davis leczył lekki uraz. LeBron James zagrał, ale spędził na parkiecie tylko piętnaście minut. Nie oszukujmy się. Wiedzieliśmy, że tak to będzie wyglądać w ostatniej kolejce. Pierwszą kwartę LeBron z Dwightem Howardem pociągnęli jeszcze na korzyść LA. Później jednak Jeziorowcy odpuścili.

Kings z kolei postanowili poprawić sobie humor przed opuszczeniem Orlando i w dwóch następnych odsłonach rozstrzelali Lakersów. Mimo przegranej ostatniej odsłony dociągnęli przewagę do końca i mogli łyknąć przynajmniej trochę optymizmu. Na uwagę zasługuje double-double Nemanji Bjelicy, który do 15 punktów dorzucił 13 asyst.

Sacramento Kings – Los Angeles Lakers  136:122
(30:40, 36:16, 41:28, 29:38)

Najwięcej punktów:
Buddy Hield (SAC) – 28
Dion Waiters (LAL) – 19


Memphis w ostatnim spotkaniu wciąż miało swój los we własnych rękach. Zwycięstwo gwarantowało im utrzymanie dziewiątej lokaty, natomiast porażka z dużym prawdopodobieństwem wyrzucała ich z „bańki”. Mogło się również zdarzyć, że wygrana z Kozłami, przy jednoczesnej porażce Blazers, dałaby im powrót na ósme miejsce. To jednak były tylko przedmeczowe teorie.

Realia były takie, że Bucks wyszli na parkiet z Antetokounmpo, ale nie Giannisem. Na boisku zameldował się Thanasis, a to robi lekką różnicę. Po stronie Kozłów nie zagrał również odpoczywający George Hill. Od pierwszej minuty zobaczyliśmy za to Khrisa Middletona. Grizzlies wiedzieli, że walczą o życie i w końcu wyglądali jak drużyna, która o życie walczy. Jonas Valanciunas postanowił zatrzymać drużynę jeszcze na jakiś czas w Orlando i to mu się udało. Przy okazji zaliczył świetne triple-double (26 punkty, 19 zbiórek i 12 asyst).

Tylko w pierwszej kwarcie Kozły dawały sygnał innym drużynom z Zachodu, że mogą wykolegować Memphis z korzystnej pozycji. Determinacja była tego dnia po stronie Grizzlies. Dillon Brooks trafił 4 z 6 „trójek” i 12 z 18 rzutów za dwa, notując ogółem 29 punktów. Koszykarze z Memphis w drugiej i trzeciej kwarcie zbudowali bezpieczną przewagę, zapewniając sobie zwycięstwo i przynajmniej  dziewiąte miejsce w konferencji, dające udział w meczach dodatkowych. Teraz ruch był po stronie rywali.

Milwaukee Bucks – Memphis Grizzlies 106:119
(21:22, 29:38, 24:33, 32:26)

Najwięcej punktów:
Brook Lopez (MIL) – 19
Dillon Brooks (MEM) – 31


Mecz Pelikanów z Magic był trzecim tej nocy, który dla układu sił nie miał żadnego znaczenia. Pelicans już i tak siedzieli na walizkach, a Orlando bardziej niż wyjściem na parkiet zainteresowani byli odpoczynkiem i układaniem taktyki na Bucks. Dla formalności spotkanie jednak musiało się odbyć, a bez wielkiej historii wygrali je Magicy. Kluczowa okazała się druga, wysoko wygrana przez Orlando kwarta, która ustawiła dalsze granie.

Na uwagę zasłużył w tym meczu Josh Hart, który zanotował double-double, do 23 punktów dokładając 14 zbiórek.

New Orleans Pelicans – Orlando Magic  127:133
(31:34, 30:43, 26:22, 40:34)

Najwięcej punktów:
Frank Jackson (NO) – 31
Nikola Vucevic  (ORL) – 23


Mavericks nie grali dzisiejszej nocy o stawkę. Za to Suns mogli być najbardziej sfrustrowaną drużyną w lidze. Nawet zwycięstwo nad Dallas mogło oznaczać, że komplet wygranych w Orlando i tak wyśle koszykarzy z Phoenix do domu. Słońca zrobiły swoje. Gracze z Phoenix od początku wsiedli na wyluzowanych Mavs. W ekipie Dallas tylko 13 minut na parkiecie spędził Luka Doncić, więc Suns mieli ułatwione zadanie.

Pierwsze dwie kwarty rozstrzygnęły losy meczu. Booker i spółka osiągnęli 19 punktów przewagi i wystarczyło to utrzymać. Udało im się to bez większego problemu i Phoenix zostało jedyną drużyną w Orlando, która zanotowała komplet ośmiu zwycięstw. Wciąż jednak mógł to być triumf bez znaczenia. W tym momencie Suns zajmowali dziewiąte miejsce, wysłali już na pewno Spurs do domu, ale musieli czekać na wynik meczu Portland.

Blazers też grali z drużyną, która nie miała żadnej motywacji i mogła dać odpocząć swoim graczom. Ich zwycięstwo oznaczałoby powrót do domu Suns z ośmioma zwycięstwami i… niczym więcej. Tak właśnie się stało, Portland jednym punktem wyrzucili Słońca z dalszej gry.

Dallas Mavericks – Phoenix Suns  102:128
(25:36, 32:40, 22:28, 23:24)

Najwięcej punktów:
Boban Marjanovic (DAL) – 18
Devin Booker (PHX) – 27


W Ostrogach przed rozpoczęciem wieczornych meczów tliła się jeszcze nadzieja na play-off. Matematyka dawała im nawet szansę na ósme miejsce. Wystarczyło wygrać z Utah przy jednoczesnych porażkach trójki rywali. Matematyka jest jednak niewdzięcznie precyzyjna i nawet zwycięstwo nad Jazzmanami mogło Spurs pozostawić na jedenastej lokacie. Ot, wachlarz możliwości był spory. Matematyka bywa też bezlitosna, tym razem dla Utah. Żaden wynik nie mógł już zmienić ich lokaty, więc mogli nie zważając na nauki ścisłe zagrać mecz na luzie i oszczędzić najlepszych graczy na play-off.

W momencie kiedy rozbrzmiewał pierwszy gwizdek było już niestety wiadomo, że obie drużyny grają mecz bez stawki. Zwycięstwa Grizzlies i Suns spowodowały, że koszykarze San Antonio mogli się pakować i nie zostaną samotnymi rekordzistami w liczbie awansów do play-off z rzędu. Rok 2020 okazał się niespecjalnie szczęśliwy dla mnóstwa ludzi. Dziś chwilę po północy dołączyli do nich gracze i kibice Spurs.

Ostrogi były wyraźnie przybite i niespecjalnie walczyły o zwycięstwo. Już w pierwszej kwarcie oddały inicjatywę rywalom, którzy wygrali ją siedemnastoma punktami. Później gra się nieco wyrównała, ale koszykarzom z San Antonio nie zależało na szaleńczej pogoni. 23-letnia historia corocznych występów w play-off i tak już została zakończona. – Najtrudniej swoją wiarę oddać w czyjeś ręce – skomentował sytuację  DeMar DeRozan, odnosząc się do tego, że awans Spurs do dalszych gier zależał od wyników rywali.

San Antonio Spurs – Utah Jazz  112:118
(24:41, 26:20, 27:26, 35:31)

Najwięcej punktów:
Keldon Johnson  (SA) – 24
Rayjon Tucker (UTAH) – 18


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved