Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Mistrzowie powrócili – siedemnasty tytuł Lakers

NBA: Mistrzowie powrócili – siedemnasty tytuł Lakers

fot. nba.com

To się musiało tak skończyć. Nie było bajki o kopciuszku, nie było wielkiego triumfu na przekór losowi. Mistrzem NBA został najlepszy zespół i w tym sezonie nie ma miejsca na spekulacje, czy tytuł trafił w odpowiednie ręce. Trafił w ręce wielkiego LeBrona, który w wieku 35 lat nie musiał nic nikomu udowadniać, a mimo wszystko nikt nie ma wątpliwości, komu Lakers zawdzięczają to mistrzostwo.

Było do przewidzenia, że Butler raczej nie będzie w stanie się zregenerować fizycznie i psychicznie na tyle, żeby znów w pojedynkę udawać, że jest go pięciu na boisku. Efekt w niedzielną noc był aż nadto widoczny. Po 24 minutach meczu wszystko było już jasne. 28 punktów przewagi po dwóch kwartach decydującego meczu, to był nokaut.



Oczywiście nie takie powroty świat widział w swojej historii, ale kiedy na parkiecie jest LeBron James, nie ma możliwości przegrać takiego meczu. James zaliczył kolejne triple-double (28 pkt., 14 zbiórek, 10 asyst), a w dodatku miał obok siebie Anthonego Davisa Rajona Rondo (obaj 19 punktów).  LeBron po prostu nie mógł przepuścić okazji do zdobycia tytułu z trzema różnymi klubami i ten cel osiągnął.

Po wielkim piątkowym meczu, w niedzielę zupełnie nie istniał Butler. Nie ma się co dziwić, po piątym spotkaniu lider Heat słaniał się na nogach. Lakers nie mieli większego problemu z wyłączeniem go z gry. Rolę lidera starał się wziąć na siebie Adebayo, ale nie mając odpowiedniego wsparcia, nie mógł sprawić realnego zagrożenia rywalom. Mimo to, Heat należą się wielkie brawa, szacunek i miejsce w historii. Awansowali do finału z piątego miejsca w konferencji, przez kilka tygodni czarowali na parkietach, by finalnie zmagać się z plagą kontuzji, a mimo to próbując walczyć.

28 punktów przewagi po pierwszej połowie to drugie co do wielkości prowadzenie w finałach. Tylko Celtics prowadzili 30 punktami. Miało to miejsce w 1985 roku w finale przeciwko… Lakers. Prowadzenia w tej statystyce nie udało się Jeziorowcom odebrać Celtom, ale najważniejsza jest zupełnie inna tabela. Zdobywając mistrzostwo, Lakersi zrównali się z Bostonem pod względem ilości tytułów. Teraz obie drużyny mają ich po 17. Jeziorowcy nie wyszli z tego sezonu bez rekordu. Jako pierwsi w historii wygrali wszystkie mecze, w których przystępowali do czwartej kwarty z prowadzeniem. Ich bilans w takich spotkaniach to 57:0.

Żal jedynie, że te świetne play-off skończyły się odebraniem trofeum przy pustych trybunach. Żal, że wybuch radości po końcowej syrenie był udziałem tylko kilkudziesięciu osób w hali. Z drugiej strony NBA wyszła zwycięsko z trudnej sytuacji. Nikt nie wiedział, czego oczekiwać po skoszarowaniu drużyn w „bańce”. Okazało się, że to przedsięwzięcie ma sens, choć z początku sceptyków było chyba znacznie więcej, niż zwolenników. Po drodze był też kryzys związany z sytuacją czarnoskórych w USA i zaangażowaniu w ten temat wielu koszykarzy. Przez moment sezon wisiał na włosku, a największymi orędownikami jego przedwczesnego zakończenia byli… Lakers.

Ten sezon dla Lakersów był również szczególny ze względu na pamięć o Kobe Bryancie. Zespół na każdym kroku podkreślał, że wszystkim co robi, oddaje hołd Mambie. W ostatecznym rozrachunku drużyna oddała cześć swojej gwieździe w najlepszy możliwy sposób…

Los Angeles Lakers – Miami Heat 106:93
(28:20, 36:16, 23:22, 19:35)

Stan rywalizacji: 4-2

Bam Adebayo (MIA) –25
LeBron James (LAL) – 28


Zobacz również:
Wyniki play-off NBA

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-10-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved