Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Magic i Blazers pokonali „jedynki”

NBA: Magic i Blazers pokonali „jedynki”

fot. blazersedge.com

W pierwszym dniu play-off wygrywali faworyci. Nie wszyscy bez problemów, ale wygrywali. Dzisiaj karta dla wyżej notowanych drużyn się odwróciła, a zwycięstwo odnieśli tylko Rockets. Trudne chwile przeżywają zwycięzcy konferencji. Zarówno Bucks, jak i Lakers przegrali swoje mecze z nominalnie najsłabszymi ekipami w konferencji.

O ile dużo mówiło się na temat świetnej formy Blazers i możliwej niespodziance z ich strony, to mało kto wierzył, że Magic nawiążą walkę z Kozłami. Co prawda Bucks na tym etapie wydają się wygodniejszym rywalem, niż drugie w konferencji Toronto, to jednak wciąż są dużo silniejszą ekipą niż Magic. Póki co jednak parkiet tego nie potwierdził i to Orlando prowadzi 1:0.



Już kilka dni temu pisaliśmy, że walka na Wschodzie miedzy Nets i Magic nie toczyła się o siódme, ale o ósme miejsce, bo wszystko wskazywało na to, że Milwaukee jest w gorszej dyspozycji niż Toronto i korzystniej będzie zagrać z nimi właśnie z ósmej lokaty. Dziś Orlando pokazało, że Kozły są do ugryzienia i nie mogą liczyć na spacerek w pierwszej rundzie.

Magic wygrali pierwszą kwartę, ale 10 punktów przewagi przeciwko Bucks nie jest pewną zaliczką. Tak jak 13 oczek przed czwartą odsłoną. W decydującej partii Milwaukee zaczęło od prowadzenia, ale nie poszło za ciosem. Okazało się, że nie wystarczy na przestrzeni meczu, że  Giannis Antetokounmpo sam zbierze, poda i rzuci. Dużo korzystniej jest, kiedy drużyna współpracuje. Nikola Vucevic miał wsparcie w podaniach Augustina, a w zdobywaniu punktów pomagali mu koledzy, których trzech zdobyło powyżej 15 punktów.

Orando w czwartej kwarce dokończyło dzieła i pierwsza niespodzianka w play-off stała się faktem. Pewny kandydat do szybkiego znalezienia się w półfinale przegrywa 0:1 po pierwszym meczu.

Orlando Magic (8) – Milwaukee Bucks (1)  122:110
(33:23, 29:29, 30:27, 30:31)

Najwięcej punktów:
Nikola Vucevic (ORL) – 35
Giannis Antetokounmpo  (MIL) – 31


Pojedynki Indiany z Miami stają się już codziennością w Orlando. W końcu po stronie Heat mógł na parkiecie pojawić się Jimmy Butler, który leczył drobny uraz i od razu poprowadził drużynę do zwycięstwa, zdobywając 28 punktów. Poniżej oczekiwań zagrał TJ Warren, który tylko rzucił tylko 22 oczka, co jak na niego nie jest porywającym dorobkiem.

Dobrze spisali się również Goran Dragic, który dołożył 24 oczka i Bam Adebayo, zdobywca 17 punktów i 10 zbiórek. Kluczowa dla meczu okazała się czwarta kwarta, od połowy której Heat wysforowali się na prowadzenie i nie oddali go już do końca spotkania. Samo starcie pokazało, że w tej parze wszystko jest możliwe i pierwsza potyczka jeszcze o niczym nie świadczy, ale potwierdza lekki przechył ekspertów na stronę Heat.

Indiana Pacers (4) – Miami Heat (5)  101:113
(33:27, 19:29, 28:25, 21:32)

Najwięcej punktów:
TJ Warren (IND) – 22
Jimmy Butler (MIA) – 28


Po 11 latach gry dla Thunder, Russel Westbrook miał zagrać w końcu w play-off przeciwko swojej drużynie. Kontuzja jednak sprawiła, że plany te musi odłożyć, a Rakiety muszą radzić sobie bez niego, co całkiem nieźle im idzie.

Przez cały mecz nie było takiego momentu, w którym koszykarze Houston musieliby się poczuć poważniej zagrożeni. James Harden był skuteczny zarówno w punktowaniu, jak i na tablicach. Dobrze wspierali go Jeff Green Eric Gordon, a decydujące dla meczu okazały się skuteczne „trójki” Rakiet, których koszykarze z Houston trafili 20, przy 13 skutecznych próbach Thunder. Chris Paul co prawda zaliczył niemal triple-double (zabrakło 1 asysty), ale jego występ rzutowy nie powalił na kolana.

Rockets zaczęli mocnym otwarciem pierwszą rundę play-off i będą mieli w następnym meczu przewagę psychologiczną.

Oklahoma City Thunder (5)  – Houston Rockets (4)  108:123
(20:28, 32:40, 31:36, 25:19)

Najwięcej punktów:
Danilo Gallinari (OKC) – 29
James Harden (HOU) – 37


To dało się przewidzieć i część ekspertów prorokowała właśnie taki scenariusz. Portland, mimo że w play-off znalazło się rzutem na taśmę, typowane było jako bardzo trudny rywal dla Lakers. Jeziorowcy w „bańce” grają bez błysku (choć po szybkim zapewnieniu sobie zwycięstwa w konferencji, nie musieli się spinać na rywali), a Blazers mają Damiana Lillarda w życiowej formie, który kilka dni temu został MVP tej części sezonu. – Jesteśmy przyzwyczajeni. Dla nas każdy mecz od początku gry w Orlando był jak play-off – powiedział lider Portland.

Na nic dzisiejszej nocy zdało się fantastyczne triple-double LeBrona Jamesa (23 punkty, 17 zbiórek, 16 asyst). Na tablicach brylowali Jusuf Nurkic Carmelo Anthony, a w polu swoje robił Lillard. Lakers jeszcze w czwartej kwarcie mieli wynik pod kontrolą, ale niemal w połowie ostatniej partii Lillard „trójką” wyrównał i koszmar Jeziorowców zaczął się spełniać. James i Davis stanęli niemal w miejscu, a McCollum z Lillardem dokończyli dzieła.

Portland Trail Blazers (8) – Los Angeles Lakers (1) 100:93
(36:25, 21:31, 21:19, 22:18)

Najwięcej punktów:
Damian Lillard  (POR) – 34
Anthony Davis(LAL) – 28


Zobacz również:
Wyniki play-off NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved