Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Kto z kim w play-off?

NBA: Kto z kim w play-off?

fot. nba.com

Faza play-off NBA rusza już dzisiaj. 16 zespołów zagra w pierwszej rundzie, w sobotę i niedzielę zobaczymy po 4 spotkania. Która para jest najciekawsza? Kto może sprawić niespodziankę?

 

Utah Jazz – Memphis Grizzlies 

Jazz mają za sobą najlepszą rundę zasadniczą w XXI wieku, czego przed rozpoczęciem sezonu prawie nikt się nie spodziewał. Kontynuacja pracy ze składem z poprzednich lat, świetny środkowy Rudy Gobert w centrum defensywy, trafiający prawie 39% (czterech zawodników ma najlepszy procent w karierze) z najwyższej w lidze liczby trójek obwodowi i grający życiowy sezon lider zespołu Donovan Mitchell dali znakomite efekty. Jak zawsze w przypadku drużyny niespodziewanie będącej w czołówce pojawiają się wątpliwości, czy uda się to powtórzyć w play-off. W pierwszej rundzie na pewno nie uda się ich rozwiać, bo Jazz trafili na młody zespół, dla którego sam awans do play-off jest dużym sukcesem. Grizzlies w play-in wyeliminowali Golden State Warriors, których pewnie ze względu na Stephena Curry’ego Jazz obawiali się nieco bardziej. Oczywiście ekscytującej, twardo i efektownie grającej drużyny z Memphis lekceważyć też nie należy, bo i przeciwko Warriors zdecydowanie nie była faworytem.

Phoenix Suns – Los Angeles Lakers 

Suns po tak dobrej rundzie zasadniczej nie mogli trafić gorzej, a Lakers po takich problemach przed play-off nie mogli trafić lepiej. Drużyna z Phoenix jest tak wysoko w dużym stopniu dzięki transferowi weterana Chrisa Paula. Zyskała znakomitego rozgrywającego, który nie tylko dowodził drużyną na boisku, ale także mógł być mentorem dla dwóch innych czołowych postaci zespołu, czyli Devina Bookera i Deandre Aytona. Suns grali bardzo dobrą koszykówkę, lecz play-off to jednak inna bajka. Paulowi oczywiście braku doświadczenia zarzucić nie można, choć warto pamiętać, że wiele w fazie pucharowej do tej pory nie ugrał i tylko raz dotarł do finału konferencji. Booker i Ayton są w play-off debiutantami. Trafiają na zespół broniący tytułu mistrzowskiego, który niską pozycję zawdzięczał w dużym stopniu problemom zdrowotnym LeBrona Jamesa i Anthony’ego Davisa. Lakers w komplecie to być może najpoważniejszy kandydat do wygrania NBA (a przynajmniej Konferencji Zachodniej) w tym sezonie. Jeśli odrzucimy problemy z rundy zasadniczej to mamy zespół teoretycznie jeszcze mocniejszy niż ten, który wygrał ligę w ubiegłym roku w Walt Disney World w Orlando. Dennis Schroeder, Montrezl Harrell, Andre Drummond, Marc Gasol – ich wszystkich wtedy w składzie Lakers nie było.

Denver Nuggets – Portland Trail Blazers



Po przegraniu finału Konferencji Zachodniej w poprzednim sezonie Nuggets chcieliby teraz zajść dalej, czyli do decydującej rozgrywki o mistrzostwo. Problem w tym, że w play-off nie zagra kontuzjowany Jamal Murray, jeden z dwóch liderów zespołu obok Nikoli Jokicia. Serb jest w życiowej formie, prawdopodobnie dostanie nagrodę MVP rundy zasadniczej, ale brak tak znakomitego zawodnika obwodowego jak Murray może okazać się bardzo dużą przeszkodą. Co prawda w porównaniu z poprzednim sezonem dużo lepiej prezentuje się Michael Porter, ważnym wzmocnieniem powinien być Aaron Gordon, ale czy to wystarczy? Podstawowym rozgrywającym jest Facundo Campazzo, który sezon zaczął w Realu Madryt, potem miał przeciętny początek w Denver, a teraz będzie musiał rywalizować z jedną z najlepszych „jedynek” świata, czyli Damianem Lillardem. Jokić też dostanie poważnego przeciwnika w osobie Jusufa Nurkicia, który przecież kiedyś był jego kolegą w Nuggets. Dla Blazers to ważna seria, bo brak powodzenia w tych play-off może oznaczać małą rewolucję w postaci zmiany trenera Terry’ego Stottsa.

Los Angeles Clippers – Dallas Mavericks 

To drugi kolejny sezon, w którym Clippers i Mavericks trafiają na siebie w pierwszej rundzie. W poprzednim zagrali jako drużyny numer 2 i 7, więc teoretycznie różnica poziomów była większa. Mimo tego Luka Dončić z kolegami sprawił rywalom z LA dużo kłopotów i to mimo tego, że połowę spotkań opuścił wtedy drugi najważniejszy gracz w Dallas, czyli Kristaps Porzingis. Co się zmieniło od tamtej serii zakończonej wynikiem 4-2? Dončić jest starszym i bardziej doświadczonym zawodnikiem, ale można mieć wątpliwości, czy ma lepszych partnerów. Żałować można szczególnie straty Setha Curry’ego, którego wymieniono na rozczarowującego Josha Richardsona. W Clippers tymczasem po klapie w play-off (z Mavericks się wtedy udało, potem z Denver Nuggets nie) wymieniono trenera Doca Riversa na Tyronna Lue, a skład uzupełniono doświadczonymi Nicolasem Batumem, Sergem Ibaką i – czy wypada napisać „przede wszystkim” – Rajonem Rondo. Czy to pozwoli Paulowi George’owi uniknąć kolejnego przedwczesnego niepowodzenia?

 

Philadelphia 76ers – Washington Wizards 

Ben Simmons i Joel Embiid stworzyli duet gwiazd trochę niepasujących do obecnej NBA. Wysoki rozgrywający bez rzutu z dystansu i środkowy grający tyłem do kosza – chcąc osiągnąć sukces tak się raczej w ostatnich latach nie robiło. Okazało się jednak, że zmiana trenera i kilka odpowiednich zmian wśród zawodników uzupełniających duet liderów to coś, czego potrzebowali Simmons i Embiid. Zespół przejął Doc Rivers, dokupiono świetnych strzelców w osobach Setha Curry’ego i Danny’ego Greena. 76ers uzyskali najlepszy bilans na Wschodzie po raz pierwszy od 20 lat. A wtedy w sezonie 2000/2001 doszli do finału ligi. Teraz ich pierwszy rywal to zespół, który z powodu koronawirusa i kontuzji miał kiepski początek sezonu, ale zakończył rundę zasadniczej bilans 17-6 w ostatnich tygodniach i w zasadzie nawet zaskoczeniem była porażka Wizards z Boston Celtics w play-in. W drugim meczu barażowym drużyna z Waszyngtonu wygrała już pewnie z Indiana Pacers. Faworytem nie będzie, ale z takim duetem liderów jak król triple-double Russell Westbrook i drugi strzelec ligi Bradley Beal Wizards na pewno stać na stworzenie ciekawej serii.

Brooklyn Nets – Boston Celtics

Kyrie Irving, James Harden i Kevin Durant to bez wątpienia najbardziej utalentowany i najbardziej ekscytujący tercet gwiazd w NBA. Problem polega na tym, że w rundzie zasadniczej razem zagrali tylko osiem spotkań. Oczywiście można zauważyć, że nie przeszkodziło im to zająć w dobrym stylu drugiego miejsca, ale jednak planują walczyć o mistrzostwo w tercecie, a nie na zmianę w duetach, więc brak zgrania i zrozumienia może być istotny. Szczególnie w defensywie, która w Nets jest co najwyżej przeciętna. A jeśli mowa o przeciętności, to tak właśnie należy określić całość Celtics w ostatnich tygodniach. Po ubiegłorocznym przegranym finale Konferencji Wschodniej wydawało się, że zrobią krok do przodu, a jest wręcz przeciwnie. Na dodatek kontuzja do końca sezonu wykluczyła Jaylena Browna, więc więcej na siebie będzie musiał wziąć Jayson Tatum, co widzieliśmy w wygranym meczu play-in z Washington Wizards, gdy rzucił 50 punktów. Ale do sprawienia niespodzianki z pewnością nie wystarczy sam tak dobrze grający Tatum…

Milwaukee Bucks – Miami Heat 

Powtórka rywalizacji z play-off poprzedniego sezonu. Wtedy w drugiej rundzie niżej notowani Heat wyeliminowali Bucks, choć seria nie była aż tak jednostronna jak wskazywał wynik 4-1. Teraz trudniej wskazać faworyta, bo za zespołem z Milwaukee słabsza runda zasadnicza tak jakby Bucks wiedzieli, że nie ma sensu się „przemęczać” i lepiej mieć w głowie play-off. Ich kluczowym graczem może się okazać pozyskany przed tym sezonem wszechstronny obwodowy Jrue Holiday. Heat natomiast mieli kiepski początek rundy zasadniczej tak jakby leczyli kaca po finałowej porażce z Los Angeles Lakers. W porównaniu z ubiegłorocznym składem w Miami doszło do stosunkowo niewielkich uzupełniających zmian kadrowych i należy się spodziewać, że skład wykorzystywany w play-off może być podobny z tą różnicą, że zamiast Jae Crowdera będzie teraz Trevor Ariza, a rola młodego Kendricka Nunna będzie większa niż w ubiegłorocznej „bańce” w Orlando. Jest w nim oczywiście Jimmy Butler, a to gwarancja, że Heat znowu zagrają z wiarą w nawet mistrzostwo.

New York Knicks – Atlanta Hawks 

Oba zespoły w poprzednim sezonie grały tak słabo, że nawet nie zostały zaproszone na finisz walki o mistrzostwo do Walt Disney World. Teraz jedna z nich znajdzie się w drugiej rundzie i duża w tym zasługa trenerów. Tom Thibodeau zrobił w Nowym Jorku to samo, co kiedyś w Chicago Bulls – młody zespół z rozwijającymi się zawodnikami (rewelacyjny Julius Randle, ale także przecież R.J. Barrett czy Immanuel Quickley) wzmocnił znającymi swoje miejsce w szeregu weteranami. Jednym z nich jest świetny w roli rezerwowego były MVP ligi Derrick Rose. W Atlancie tymczasem ważne były transfery przedsezonowe, ale jednak decydująca okazała się zmiana trenera Lloyda Pierce’a na jego asystenta Nate’a McMillana. Nagle rozczarowujący zespół zaczął wygrywać mecz za meczem, a przecież liczne urazy nie ułatwiały zadania. Kontuzja sprawiła, że dopiero w drugiej połowie sezonu wielką formę osiągnął Bogdan Bogdanović, długo pauzowali DeAndre Hunter i Cam Reddish, co trochę nawet… ułatwiło podział minut na pozycjach 2-3, gdzie Hawks mają duży tłok. Najważniejsi ludzi to młody rozgrywający Trae Young i trochę niedoceniany środkowy Clint Capela – nie tylko dlatego, że opuścili najmniej meczów.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved