Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Kosmiczny mecz Lillarda, Portland już w „ósemce”

NBA: Kosmiczny mecz Lillarda, Portland już w „ósemce”

fot. blazersedge.com

To była gorąca noc dla Zachodu i absolutnie luźna dla Wschodu (poza Sixers). W tej pierwszej części tabela wręcz wrze, a każdy wynik może ją wywrócić do góry nogami, a szczególnie dolne jej rejony, gdzie trwa batalia czterech drużyn o play-off. W środku stawki też jest ciekawie, a zespoły z miejsc 2-7 nie mogą być pewne swoich lokat po rundzie zasadniczej. 

Stało się to, o czym mówiło się już dawno. Grizzlies po porażce wypadli z „ósemki” na Zachodzie. Ich miejsce zajęli Blazers, których do zwycięstwa nad Mavericks poprowadził genialny Damian Lillard. Szansę na grę w play-off zachowały również Ostrogi i Słońca. Patrząc na dotychczasową grę tych drużyn i układ ostatnich spotkań, największe szanse na dziewiątą lokatę mają koszykarze z Phoenix.



 

Można powiedzieć, że mecz Nets z Magic to spotkanie przyjaźni. Drużyny od początku pobytu w Orlando wymieniały się uprzejmie siódmym i ósmym miejscem, a wyglądało to jak przepuszczanie się w drzwiach, tak jakby obie ekipy wolały zmierzyć się w play-off z Bucks niż z Raptors. Ostatecznie na siódmą lokatę zdecydował się zespół z Brooklynu, a dzisiejsze spotkanie nie miało już żadnej stawki.

Nets pokazali, że w „bańce” byli zespołem lepszym od Orlando. Przed ostatnim meczem mają bilans 5-2, a Magic zgoła odwrotny. Poza tym Brooklyn chciał się zrewanżować Magikom za porażkę na inaugurację wznowionych rozgrywek.  Udało im się to nawet z lekką nawiązką. Od początku meczu Nets prowadzili i tylko przez moment w pierwszej kwarcie Orlando prowadziło. Później Brooklyn kontrolował spotkanie i zasłużenie wygrał. Magikom nie pomogło double-double Nikoli Vucevica, który do 10 zbiórek dorzucił 12 punktów. Nets byli skuteczniejsi z półdystansu i spokojnie odnieśli zwycięstwo w meczu.

Brooklyn Nets – Orlando Magic 108:96
(34:22, 26:21, 25:29, 23:24)

Najwięcej punktów:
Timothe Luwawu-Cabarrot (BKN) – 24
Wes Iwundu (ORL) – 18


Rakiety nie mogą jeszcze spocząć na laurach. Po wczorajszej porażce Nuggets pojawiła się szansa na trzecie miejsce w konferencji, ale z drugiej strony wciąż za plecami Rockets czają Thunder, więc zespół musi być cały czas skoncentrowany. Dużo większą motywację miały jednak Ostrogi. W przypadku porażki, jeszcze tej nocy mogli pożegnać się z play-off.

Rzeczywiście. Wola zwycięstwa u Spurs była aż nadto widoczna. Nie ma co ukrywać, że sprawę ułatwiał im brak Jamesa Hardena w kadrze Rakiet. W pierwszej kwarcie gra byłe jeszcze w miarę wyrównana, choć Spurs ostatecznie wygrali ją 6 punktami. Poźniej Ostrogi się rozkręciły, a DeMar DeRozan spisywał się lepiej, niż lider Rakiet Russel Westbrook. Czwarta kwarta rozpoczęła się przy dwudziestopunktowym prowadzeniu San Antonio. Przez moment wydawało się, że Houston rzuci się w pogoń za rywalem, ale Spurs kontrolowali wydarzenia na boisku.

Teraz Ostrogi musiały czekać na rozstrzygnięcia innych spotkań, które miały dać odpowiedź, czy koszykarze z San Antonio będą grać w ostatnim meczu z Utah o możliwość awansu do play-off, czy tylko o godne pożegnanie z sezonem.

Houston Rockets – San Antonio Spurs 105:123
(25:31, 24:35, 29:32, 27:25)

Najwięcej punktów:
Russel Westbrook (HOU) – 20
Keldon Johnson (SA) – 24


Sixers wciąż walczą o jak najlepszą pozycję na Wschodzie. Wiadomo było, że w meczu nie  wystąpi gwiazda Philadelphii Joel Embiid, który doznał kontuzji w poprzednim meczu. Słońca z kolei przy korzystnym układzie wyników mogłyby się zrównać bilansem z Memphis i Portland, co zagotowałoby jeszcze bardziej sytuację w tabeli.

Suns wykonali swoje zadanie. 35 punktów Devina Bookera poprowadziło ich do pokonania Sixers i niezależnie od tego, czy w ostatniej rundzie meczów Phoenix zapewni sobie dalszą grę, czy nie, to żadna inna drużyna nie będzie mogła powiedzieć o sobie, że zrobiła wszystko, co mogła, żeby osiągnąć dobry wynik. Słońca pozostają niepokonane w Orlando i tylko chwilami można było myśleć, że Sixers są w stanie ich pokonać. Bookerowi świetnie w tym meczu partnerował Ricky Rubio, który zanotował double-double. Dobrze spisał się też Mikal Bridges – zdobywca 24 punktów. W drużynie Philadelphii o krok od triple-double był Kyle O’Quinn, któremu zabrakło do tego wyczynu jednego punktu.

Phoenix Suns – Philadelphia 76ers 130:117
(23:27, 40:31, 32:32, 35:27)

Najwięcej punktów:
Devin Booker (PHX) – 35
Alec Burks (PHI) – 23


Od początku zmagań w Orlando wydawało się, że Mavs pozostaną na siódmym miejscu w Konferencji Zachodniej. Wyniki sprawiły jednak, że wygrywając dwa ostatnie mecze przy jednoczesnej porażce Utah ze Spurs, Dallas awansuje o jedną lokatę. To była zła wiadomość dla Portland. Blazers nie mogli liczyć na ulgowe potraktowanie meczu przez Mavericks, a mieli o co grać, bo znowu nadarzała się szansa wskoczenia na 8 pozycję w konferencji.

Kiedy Damian Lillard przyjechał do Orlando, powiedział: – Nie przybyłem tu marnować czasu. Dopóki walczymy o nasz cel, nasza robota nie jest skończona. Później zaś dodał, że awans jest w ich rękach i to są najważniejsze mecze w ich życiu. Nie żartował. W meczu z Mavs wyrównał rekord kariery, zdobywając 61 punktów! To wystarczy za komentarz do tego meczu. Jeżeli ktoś miał innego kandydata do najbardziej wartościowego gracza ostatnich dwóch tygodni, to dzisiejsza noc chyba rozwiała wszelkie wątpliwości. Lillard dołączył do legendarnego Wilta Chamberlaina jako drugi zawodnik, który w sezonie zaliczył trzy mecze z 60-punktowym dorobkiem. Mavericks walczyli i byli blisko. Blazers dopiero w ostatniej minucie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dallas nie pomogło 36 punktów Kristapsa Porzingisa i przyzwoite double-double Luki Doncica (25 punktów, 10 asyst).

Portland Trail Blazers – Dallas Mavericks  134:131
(38:31, 28:27, 32:37, 36:36)

Najwięcej punktów:
Damian Lillard (POR) – 61
Kristaps Porzingis (DAL) – 36


 

W Bostonie padła komenda „Spocznij!”. Celtowie z trzeciej pozycji nie mogli już ani awansować, ani spaść. Co innego Grizzlies. Ci, w przypadku porażki mogli wypaść z „ósemki”, a i dziewiąta lokata wcale nie byłaby wtedy gwarantowana. Jednym słowem Memphis walczą o życie i tylko fakt, że ostatnie dwa mecze przeciwko bardzo silnym ekipom grają w momencie, kiedy te już o nic nie walczą, sprawia że tli się w nich jeszcze nadzieja.

Nawet bez motywacji do wykrzesania z siebie 100% energii Celtics są po prostu lepszą drużyną. W pierwszych dwóch kwartach Boston zbudował kilkunastopunktową przewagę i później konsekwentnie trzymał Grizzlies na dystans. Tym samym stało się to, o czym mówiło się od dobrych kilku dni. Memphis straciło ósmą pozycję w konferencji na rzecz Blazers, a z dużym prawdopodobieństwem straci w ostatnim meczu także dziewiątą lokatę. Grizzlies zmierzą się bowiem z Bucks, którzy co prawda podobnie jak Boston nie grają już o stawkę, ale równie podobnie jak Boston są po prostu lepsi od Memphis. Z kolei goniące ich Phoenix zmierzy się z Dallas, które już straciło szansę na szóstą lokatę i można się spodziewać, że niepokonani w Orlando Suns poradzą sobie z Mavs.

Boston Celtics – Memphis Grizzlies 122:107
(24:17, 32:23, 27:33, 39:34)

Najwięcej punktów:
Jayson Tatum (BOS) – 29
Ja Morant (MEM) – 26


Mecz Pelikanów z Królami, to pierwsze spotkanie obu drużyn po tym, jak pożegnały się z szansą na awans do play-off. Jako, że obie ekipy nie grają już o stawkę, nie było potrzeby eksploatowania swoich największych gwiazd. Po stronie Nowego Orleanu nie zagrali Zion Williamson, Brandon Ingram  Jrue Holiday. W zespole z Sacramento wolne dostali z kolei De’Aaron Fox, Richaun Holmes i Marvin Bagley. Wszyscy ci gracze zmagali się urazami.

Pod nieobecność najlepszych zawodników, lepsi okazali się zmiennicy z Sacramento, a kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której Kings odjechali rywalom na 10 punktów i spokojnie utrzymali tę przewagę do końca meczu i przeskoczyli w tabeli Nowy Orlean. Na zakończenie zmagań w Orlando Królowie zmierzą się z Lakers, a Pelikany zagrają z Magikami.

New Orleans Pelicans – Sacramento Kings 106:112
(29:27, 32:35, 23:32, 22:18)

Najwięcej punktów:
Jahlil Okafor (NO) – 21
Harrison Barnes (SAC) – 25


Stawki nie miało również spotkanie Kozłów z Czarodziejami. Jedni już kilka dni temu wygrali konferencję, drudzy od jakiegoś czasu odpadli z walki o play-off. Wizards chcą się pożegnać z rozgrywkami przynajmniej jednym zwycięstwem. Była na to szansa, ponieważ pod znakiem zapytania stał występ Giannisa Antetokounmpo, który miał zabieg stomatologiczny i był zapowiadany przez zespół jako obecny na meczu, ale do końca nie było decyzji, czy Greek Freak wyjdzie na parkiet.

Ostatecznie Greek Freak pojawił się ba boisku, zagrał 10 minut i zdobył 12 punktów, a niespodzianki w meczu nie było. Kozły kontrolowały mecz, a z dobrej strony pokazał się Brook Lopez, trafiając 9 z 11 rzutów z gry i pokazując, że jest w formie przed play-off. Na zakończenie gier fazy zasadniczej w Orlando Bucks będą mieli okazję odesłać Grizzlies do domu. Natomiast o jedyne zwycięstwo wznowionych rozgrywek Czarodzieje powalczą z Celtics.

Milwaukee Bucks – Washington Wizards 126:113
(24:21, 42:35, 33:28, 27:29)

Najwięcej punktów:
Brook Lopez  (MIL) – 24
Rui Hachimura (WSH) – 20


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved