Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Kolejna porażka Lakers, Celtowie rozjechali Nets

NBA: Kolejna porażka Lakers, Celtowie rozjechali Nets

fot. nba.com

Jesteśmy już coraz bliżej rozstrzygnięć sezonu zasadniczego NBA. W kilku miejscach tabeli sytuacja zaczyna się wyjaśniać, a w niektórych przypadkach będziemy świadkami emocjonującej walki na finiszu. Dzisiejszej nocy porażka Wizards dawała szansę Magic i Nets na zapewnienie sobie miejsca w play-off. Obie ekipy jednak przegrały i na świętowanie awansu będą jeszcze musiały chwilę zaczekać.

Od swojego celu mocno oddalili się Spurs, którzy mogą już nie dogonić będących w niezłej formie Blazers, a z tyłu naciskają ich jeszcze niepokonani Suns. Na luzie grają za to Lakersi i to widać. Brak maksymalnej koncentracji Jeziorowców skrzętnie wykorzystali Thunder.



Z meczu na mecz Grizzlies zdają się być coraz bliżej katastrofy. Niby już wcześniej mówiło się, że możliwy jest scenariusz, w którym Memphis nie obroni ósmej pozycji. Teraz jednak mamy wrażenie, że zaskoczeniem będzie, jak Grizzlies się tam utrzymają. Niby w meczu z Utah wszystko zrobili dobrze. Aż czterech zawodników zdobyło przynajmniej 20 punktów, a na tablicach bez zarzutu spisywał się Jonas Valanciunas, który do 21 punktów dołożył 14 zbiórek, ale to wciąż było za mało, bo pary starczyło tylko na pierwszą kwartę i pogoń w trzeciej oraz kawałku czwartej. Po prostu Jazz to wszystko zrobili odrobinę lepiej. Rudy Gobert do 21 punktów dorzucił o dwie zbiórki więcej od Litwina. Joe Ingles zdobył o dwa punkty więcej niż Dillon Brooks. Jeszcze w połowie czwartej kwarty przy 102:102 Grizzlies mieli nadzieję na zwycięstwo. Tej pozbawił ich „trójką” Mike Conley, a później Jazzmanom poszło już gładko.

Memphis Grizzlies  – Utah Jazz  115:124
(31:25, 24:39, 33:25, 27:35)

Najwięcej punktów:
Dillon Brooks (MEM) – 23
Joe Ingles (UTAH) – 25


 

W stolicy już tylko najwięksi optymiści wierzyli, że uda się nadrobić nieco straty do ósmego miejsca i zagrać o play-off. W praktyce było to raczej niemożliwe. Czarodzieje bez Beala, Walla i Bertansa tylko chwilami prezentują niezły basket, ale na pełnym dystansie nie mają większych szans z rywalami. Sixers z kolei mają jeszcze wizję dopadnięcia Pacers i Heat. Ich gra jednak nie przekonuje i jeżeli mielibyśmy wróżyć, to Philadelphia zostanie na szóstym miejscu w konferencji. Pokazał to mecz z Wizards. Sixers zaczęli nieźle, ale po pierwszej połowie ich przewaga nie była wybitnie duża, bo wynosiła 7 punktów, które błyskawicznie stracili w trzeciej odsłonie. Czarodziejom pary starczyło jednak tylko do końcówki tej kwarty. Joel Embiid wziął sprawy w swoje ręce i Wizards już prowadzenia nie zobaczyli do końca meczu. Embiid zanotował w tym meczu double-double (30 punktów, 11 zbiórek).

Washington Wizards  – Philadelphia 76ers 107:98
(26:20, 28:27, 23:27, 30:24)

Najwięcej punktów:
Thomas Bryant (WAS) – 19
 Joel Embiid (PHI) – 30


Nuggets już w trakcie meczu wiedzieli, że Jazz wygrało swój mecz i bezpiecznie byłoby wygrać ze Spurs. Jednocześnie po niespodziewanej porażce Clippers pojawiła się szansa na zrównanie się zwycięstwami z rywalem z LA. Naprzeciw siebie mieli jednak zmotywowane Ostrogi. Koszykarze z San Antonio nie mogli sobie bowiem pozwolić już na błąd, jeżeli chcieli realnie myśleć o awansie do play-off. Lepiej zaczęli zawodnicy z Denver, tradycyjnie prowadzeni przez Nikolę Jokica. Nieźle wspierał go Michael Porter Jr. zarówno od strony punktowej, jak i na tablicach. Po drugiej stronie gra się rozkładała bardziej równomiernie, co przyniosło efekt w dalszej części meczu, kiedy Spurs odrobili straty i wyszli na nieznaczne prowadzenie. Po trzech kwartach na tablicy widniał jednak remis. Decydujące w trakcie czwartej kwarty okazały się dwie „trójki” Nuggets. Najpierw trafił Jerami Grant, a chwilę później Porter Jr. i po tych ciosach już się Ostrogi nie podniosły Porter do swoich 30 punktów dołożył 15 zbiórek. Double-double zgarnął też Jokic, który rzucił 25 punktów i 11 razy asystował kolegom.

Denver Nuggets – San Antonio Spurs 132:126
(32:28, 30:37, 27:24, 43:37)

Najwięcej punktów:
Michael Porter Jr.  (DEN) – 30
Rudy Gay (SA) – 24


Oklahoma upatrywała swoich szans w meczu z Lakersami w dwóch przesłankach. Po pierwsze po zapewnieniu sobie zwycięstwa w konferencji, Jeziorowcy mogli rozluźnić nieco szeregi, a po drugie jak dotąd wydaje się, że zespół z Los Angeles nie gra na maksimum swoich możliwości i oszczędza asy w rękawie już na play-off. Rzeczywiście Lakers wyglądali na mało zdeterminowanych, zdobyli najmniej punktów w całym sezonie, a najlepiej o obrazie meczu świadczy fakt, że ilość oczek zdobytych przez koszykarzy z LA jest najmniejszą ilością, jaką w obecnych rozgrywkach zdobył zespół grający przeciwko Oklahomie. Mimo wyraźnej porażki, LeBron James widział pozytywy tego meczu, jak chociażby niezła gra w obronie. – Czasem podejmowaliśmy złe decyzje rzutowe, ale było kilka świetnych akcji. Łapiemy swój rytm i będziemy gotowi w najważniejszych momentach – powiedział gwiazdor Jeziorowców, który był jedynym jasnym punktem Los Angeles, zdobywając double-double (19 punktów, 11 zbiórek).

Oklahoma City – Thunder Los Angeles Lakers 105:86
(26:18, 26:27, 29:21, 24:20)

Najwięcej punktów:
Chris Paul (OKC) – 21
LeBron James(LAL) – 19


Póki co Raptors od restartu sezonu prezentują się chyba najlepiej na Wschodzie, więc Magic przed meczem mieli dylemat. Play-off mają raczej pewne, bo Wizards musieliby dokonać cudu, żeby nawiązać walkę, a zwycięstwo nad Toronto przybliżyłoby ich do siódmego miejsca w konferencji, co oznaczałoby najprawdopodobniej batalię w pierwszej rundzie właśnie z Raptorami. Niezależnie od motywacji i intencji obu drużyn, Toronto jako jedna z dwóch drużyn po restarcie pozostało niepokonane (drugą taką ekipą jest na razie Phoenix Suns). Głównym, choć smutnym wydarzeniem tego meczu była kontuzja Aarona Gordona w trzeciej kwarcie meczu  po ostrym faulu Kyle’a Lowry’ego. Choć mecz tak naprawdę rozstrzygnął się już wcześniej, to Gordon do momentu zejścia zdążył zanotować 11 zbiórek, a Magic wyglądali na chętnych do gonienia wyniku. Ostatecznie wygrali Raptors i umocnili się na pozycji wicelidera Konferencji Wschodniej.

Toronto Raptors – Orlando Magic 109:99
(26:11, 29:24, 23:33, 31:31)

Najwięcej punktów:
Fred VanVleet (TOR) – 21
Evan Fournier (ORL) – 15


Nets specjalnie nie mają się o co martwić i walczą z Orlando jedynie o siódme miejsce w konferencji, co jak pisaliśmy nieco wyżej, wcale nie musi być nagrodą, bo oznacza spotkanie w play-off z obrońcą tytułu. „Ósemka” trafi prawdopodobnie na Bucks, które jak na razie nie prezentuje się wybitnie, choć może to być jedynie zasłona dymna. Celtowie powinni być dużo bardziej zdeterminowani, bo tuż za plecami mają Pacers i Sixers. Boston w końcu zagrał przekonujący mecz. Była zespołowość i równe rozłożenie sił, a siedmiu koszykarzy Celtics zdobyło powyżej 10 punktów. Celtowie praktycznie rozstrzygnęli mecz w pierwszej połowie, ale nie odpuścili w kolejnych kwartach, tylko dalej budowali przewagę i pokazali demonstrację siły, wygrywając 34 punktami przewagi. Tym samym Boston zachował dystans nad rywalami do trzeciego miejsca w konferencji. Z kolei Nets dzięki porażce Orlando pozostali na siódmej lokacie.

Brooklyn Nets – Boston Celtics 115:149
(25:34, 27:37, 25:35, 38:43)

Najwięcej punktów:
Jeremiah Martin  (BKN) – 20
Jaylen Brown (BOS) – 21


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved