Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: To już prawie koniec – Lakers coraz bliżej tytułu

NBA: To już prawie koniec – Lakers coraz bliżej tytułu

fot. nba.com

Heat w niedzielę trafili sierpowym, który wstrząsnął Lakersami, ale na kartach sędziowskich nic się nie zmieniło. Wciąż zdecydowanie prowadzi LA i już tylko desperacki nokaut w dziesiątej rundzie może dać tytuł koszykarzom z Miami. Lakersi zdają się jednak mocno trzymać na nogach, stoją z wysoką gardą i kontrolują przebieg walki. 

Wtorkowe zwycięstwo Jeziorowców nie było oszałamiające, nie było bezdyskusyjne, ale właśnie takie wypunktowane zza gardy i to też jest doskonała umiejętność, w której ubiegłej nocy brylował LeBron. 



Cały mecz przebiegał według jednego scenariusza. Najpierw Lakers dawali się nieco wystrzelać Butlerowi i spółce, a w drugiej części kwarty przejmowali inicjatywę i przechylali prowadzenie na swoją stronę. W ostatnim akcie tego spektaklu na półtorej minuty przed końcem Joe Crowder podtrzymał nadzieję Heat rzutem za trzy, by po chwili Miami przyjęło na szczękę dwa strzały od Rondo Davisa, które tę nadzieję brutalnie odebrały.

Zawsze mówię, że to naprawdę, naprawdę bardzo dobry zespół i musimy grać prawie idealnie, aby ich pokonać – powiedział po meczu Butler. – Nie zrobiliśmy tego dziś wieczorem. Będziemy to oglądać, wyciągać wnioski, ale już nie mamy marginesu błędu.

LeBron po raz kolejny był blisko triple-double, do którego zabrakło mu dwóch asyst, ale nie ulega wątpliwości, że to on jest kreatorem zwycięstw Lakers w tych finałach. Nie osiągnąłby jednak tych celów, gdyby nie miał obok Davisa, który w kluczowych momentach staje na wysokości zadania i sprawia, że ciężar gry się rozkłada na więcej graczy.

Sam James zdaje sobie sprawę, że cel jest już bardzo blisko. – Uwielbiam takie momenty i jestem zachwycony tym, co zrobiliśmy. Jesteśmy już niedaleko celu, ale wciąż nasz praca nie została wykonana do końca.

Po stronie Heat cieszy powrót Bama Adebayo. Co prawda jego gra była raczej bez błysku ubiegłej nocy, ale najważniejsze, że zameldował się na boisku. Być może jego obecność w kolejnym meczu odciąży nieco Butlera i pozwoli pozostać w grze koszykarzom z Miami. Gorzej wygląda niestety sytuacja Gorana Dragica, który nawet wyszedł na rozruch przedmeczowy, co dawało nadzieję na jego powrót na boisko. Wkrótce potem ta możliwość została jednak wykluczona i Słoweńca nie zobaczyliśmy na parkiecie.

Lakers prowadzą już 3:1 w finałach i dobrą wiadomością dla nich jest fakt, że tylko raz w całej historii (nie tak dawno, bo w 2016 roku) drużyna, która wygrywała w takim stosunku, dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Pocieszeniem dla Heat może być jednak to, że Miami jest w elitarnym gronie drużyn, którym udało się taki stan odwrócić w play-off (w 1997 roku w półfinale konferencji przeciwko Knicks), a Lakers są w mniej elitarnym gronie zespołów, które dały sobie takie prowadzenie wyszarpać (w 2006 roku w pierwszej rundzie zrobiło to Phoenix Suns).

Los Angeles Lakers – Miami Heat 102:96
(27:22, 22:25, 26:23, 27:26)

Stan rywalizacji: 3-1

Jimmy Butler (MIA) – 22
LeBron James (LAL) – 28


Zobacz również:
Wyniki play-off NBA

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-10-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved