Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Jazz nie wykorzystali szansy, Raptors dają Celtom trzecie miejsce

NBA: Jazz nie wykorzystali szansy, Raptors dają Celtom trzecie miejsce

fot. sltrib.com

Z każdym dniem tabele w NBA zaczynają krzepnąć i pozostaje coraz mniej miejsca na przetasowania. Kilka rozstrzygnięć jest już pewnych, a sporo scenariuszy może się nie sprawdzić tylko w przypadku katastrofy, a ta jest coraz bliżej w przypadku Spurs. Mimo zwycięstwa nad Jazz, wydaje się, że tylko bardzo szczęśliwy splot okoliczności może pozwolić im awansować do play-off. 

Mniej emocji jest w meczach drużyn, które już mają zapewnioną ósemkę, a w zasadzie też i miejsce w niej. Porażka Toronto z Celtami umocniła status quo w czołówce Konferencji Wschodniej. Tylko kompletny kataklizm może zabrać Raptorom drugą lokatę na Wschodzie, a Boston tak naprawdę też już nie mają prawa spaść z trzeciego miejsca.



 

 

W meczu Utah – San Antonio nie było wielkich emocji, rollercoasterów i fajerwerków. Spurs zrobili, co do nich należało. Rzadko się ostatnio zdarza, że mecz od początku do końca stoi pod znakiem prowadzenia jednej drużyny, a tak właśnie było w tym przypadku. Okazało się, że zespołowa gra Ostróg dała lepsze efekty, choć i Jazzmani postawili na kolektyw, a nie na indywidualne błyski.

W Spurs najlepiej punktował Derrick White, wspomagany na tablicach przez Jakoba Poeltla, który zaliczył double-double (19 punktów, 10 zbiórek). W Utah ta sama sztuka udała się Tony’emu Bradleyowi (15 punktów, 11 zbiórek)

Utah Jazz – San Antonio Spurs  111:119
(27:36, 23:24, 34:36, 27:23)

Najwięcej punktów:
Jordan Clarkson  (UTAH) – 24
Derrick White (SA) – 24


Grizzlies od jakiegoś czasu są już pod wodą i wydaje się, że ratunek nie nadejdzie. Jeszcze co jakiś czas wychylają się na powierzchnię po haust powietrza, ale wciąż jeżeli mielibyśmy obstawiać, to finalnie właśnie Memphis będzie poza ósemką na koniec rozgrywek. Mecz z Thunder utrzymał ich jeszcze na ósmej lokacie, co w ostatecznym rozrachunku stawiałoby przed nimi zadanie jednego zwycięstwa z dziewiątą drużyna w dodatkowych meczach (na chwilę obecną Trail Blazers), ale przed Grizzlies jeszcze trzy mecze z czołową trójką Wschodu i jedyną szansą dla Grizzlies jest to, że liderzy tamtej konferencji praktycznie nie grają już o żadną stawkę.

Dla Memphis wygrana z Oklahomą była pierwszą po restarcie sezonu. Niewielu spodziewało się takiego wyniku, tym bardziej że Thunder byli mocno zmotywowani, bo zwycięstwo nad Grizzlies dawało im zrównanie się bilansem z Rakietami i przeskoczenie Jazz. Na to zapowiadało się od początku meczu. Oklahoma zbudowała dużą przewagę w pierwszej kwarcie i… przestała grać. Później był to już koncert jednej orkiestry. Świetnie grał Jonas Valanciunas (19 punktów, 11 zbiórek), dobrze punktował Ja Morant, jednocześnie mądrze dzieląc piłki, a Dillon Brooks skutecznie kończył akcje. Ostatecznie Grizzlies zmiażdżyli rywali 29 punktową przewagą.

Oklahoma City Thunder – Memphis Grizzlies  92:121
(37:25, 23:38, 18:32, 14:26)

Najwięcej punktów:
Chris Paul (OKC) – 17
Dillon Brooks (MEM) – 22


Mecz Sacramento z Brooklynem to takie spotkanie wyluzowanych kolegów. Kings niby jeszcze mogą awansować do play-off, ale chyba już sami w to nie wierzą. Nets wciąż walczą z Magic o siódmą lokatę, ale jakiegoś wielkiego interesu w zajęciu tego siódmego miejsca nie ma ani Brooklyn, ani Orlando, więc w sumie jak wyjdzie, tak będzie dobrze. Tym bardziej, że nie należy zapominać o tym, że Nets grają w Orlando bez Kyriego Irvinga Kevina Duranta, więc nie można od nich wymagać wygórowanych wyników. Mimo to Brooklyn prezentuje się nieźle. Słabiej zaczęli mecz z Kings, które w pierwszej kwarcie uzyskało niewielką przewagę, ale druga kwarta okazał się rozstrzygająca. Nets wygrali ją 13 punktami i później w miarę skutecznie pilnowali tego dystansu. Własnie taką różnica ostatcznie zakończył się ten mecz. Po stronie Sacramento nieźle spisał się Bogdan Bogdanovic, ale z kolei w Nets aż siedmiu zawodników uzyskało powyżej 10 punktów, a Jarrett Allen skompletował double-double (17 punktów, 11 zbiórek).

Sacramento Kings – Brooklyn Nets 106:119
(27:24, 26:39, 29:30, 24:26)

Najwięcej punktów:
Bogdan Bogdanovic (SAC) – 27
Caris LeVert (BKN) – 22


W Philadelphii wciąż mają nadzieję na czwartą lokatę w konferencji. Wydaje się, że będzie to bardzo trudne zadanie, bo trzy z czterech pozostałych meczów Sixers grają z drużynami, które walczą na śmierć i życie o play-off na Zachodzie. Czwarte spotkanie to mecz z Raptors, którzy co prawda nie grają o stawkę, ale w Orlando prezentują się chyba najlepiej ze wszystkich ekip. Póki co pierwszą przeszkodą do przeskoczenia są Pacers, a okazją do zrównania się bilansem z Indianą był dla Philadelphii mecz z Orlando. Sixers wygrali, choć do czwartej kwarty byli za plecami Magików. Opłaciło im się równe rozłożenie akcentów w ataku. Aż czterech graczy z Phoiladelphii zanotowało powyżej 20 punktów, a najwięcej zdobyli Tobias Harris Joel Embiid, po 23.

Orlando Magic – Philadelphia 76ers 101:108
(23:25, 27:23, 29:29, 22:31)

Najwięcej punktów:
Evan Fournier  (ORL) –22
Tobias Harris (PHI) – 23


Wizards pozostają już jedyną drużyną w lidze, która nie wygrała meczu po wznowieniu rozgrywek i nie zanosi się, żeby miało się to zmienić. Pelikany z kolei walczą jeszcze o play-off na Zachodzie. To było widać. Mimo, że koszykarze z Waszyngtonu nie grali źle, bo Rui Hachimura, Thomas Bryant i Troy Brown Jr. rzucili co najmniej po 20 punktów, a ten ostatni dołożył 11 zbiórek, to bo drugiej stronie mieli bardziej zdeterminowany team. W trzeciej kwarcie Pelicans postanowili, że trzeba odpalić turbo i rozstrzygnąć mecz i to im się bez problemu udało. W roli głównej wystąpił Jrue Holiday, a Nowy Orlean zachował szansę na udział w decydującej fazie rozgrywek.

Washington Wizards – New Orleans Pelicans 107:118
(32:28, 24:26, 25:37, 26:27)

Najwięcej punktów:
Rui Hachimura  (WSH) – 23
Jrue Holiday (NO) – 28


Mecz drugiej i trzeciej ekipy Konferencji Wschodniej nie miał jakiegoś kluczowego znaczenia. Obie drużyny mają szansę spotkać się w półfinale konferencji i wtedy nikt nie będzie rozpamiętywał, że Celtowie pewnie pokonali Raptors. Wydaje się, że ta potyczka to była raczej partia szachów, żeby nie pokazać rywalom prawdziwej wartości i pełnego wachlarza zagrań przed play-off. Dość powiedzieć, że Kyle Lowry zdobył w tym meczu 11 punktów, a najlepszy strzelec Raptors zakończył spotkanie z 13 oczkami na koncie!

Boston Celtics – Toronto Raptors 122:100
(21:14, 31:23, 39:20, 31:43)

Najwięcej punktów:
Jaylen Brown BOS) –  20
Fred VanVleet  (TOR) – 13


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved