Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Jakość to nie oglądalność

NBA: Jakość to nie oglądalność

fot. foxbusiness.com

Nie ma co dyskutować. Tegoroczne play-off to najlepsze rozgrywki NBA od wielu lat. Przebiegiem rywalizacji Rockets z Thunders, niesamowitymi wyczynami Nuggets, czy historią Kopciuszka z Miami, można obdzielić kilka sezonów. Na dodatek to wszystko w „bańce”, bez dostępu kibiców. Wydawałoby się, że biorąc te rzeczy pod uwagę, oglądalność w telewizji meczów finałowych powinna nakręcać się sama, tymczasem wyniki telemetryczne są katastrofalne.

Średnia oglądalności finałów w USA to niespełna 7 milionów widzów. Dla porównania zeszłoroczny pierwszy mecz obejrzało prawie 18 milionów, a decydującą rywalizację legendarnych Byków z Jazz widziało niemal 36 milionów. O ile porównywanie do wydarzeń sprzed ponad 20 lat może być dyskusyjne, bo w sporcie i przemyśle telewizyjnym taki czas to przynajmniej epoka, to jednak spadek o 60% w ciągu jednego sezonu jest mocno niepokojący.



Wiadomo, że pandemia koronawirusa zmieniła bardzo dużo. Tegoroczne finały nie są do końca traktowane przez Amerykanów jako pełnowartościowe. Sezon zasadniczy został dokończony już w bańce i w niepełnym wymiarze oraz składzie drużynowym.

Mecze w play-off mają podział na gospodarzy i gości tylko w wymiarze statystycznym – brak im przewagi i magii własnego parkietu, a także publiczności, będącej wsparciem swojej drużyny. Część zawodników zrezygnowała z udziału w dokończeniu sezonu, część po długiej przerwie od gry, wypadło przez kontuzje już w trakcie zmagań w Orlando.

Mimo tych niedogodności, jakość i dramaturgia wielu meczów jest fantastyczna i wydawało się, że NBA może nawiązać do złotych okresów popularności i znowu pochłonąć bez reszty publiczność z całego świata. Tak się nie stało. Być może właśnie te wymienione wyżej wady spowodowały, że zmagania są emocjonujące i ludzie widzą, że w normalnych warunkach nie byłoby to tak widowiskowe.

Może widzowie czują, że tegorocznym rozgrywkom brak tej prawdziwości – goście nie przemierzają dzień po dniu wielkich odległości, walcząc później nie tylko z rywalem, ale i ze zmęczeniem podróżą. Nie muszą grać na obcym parkiecie, nie muszą się mierzyć z wielotysięczną rzeszą przeciwników w postaci publiczności etc.

Dochodzą jeszcze inne czynniki. Mecze bez publiki są też uboższym widowiskiem telewizyjnym, nie porywają w ten sam sposób, co spotkanie, które przez swoją dynamikę i życie na widowni, niemalże wychodzi z ekranu telewizyjnego. Poza tym od marca ludzie spędzili kilka miesięcy kompletnie bez zmagań sportowych, odeszli do innych ofert rozrywkowych i być może prędko z nich nie powrócą. Być może właśnie obserwujemy siedzący przed telewizorami „żelazny elektorat” sportu i potrzeba czasu, żeby odbudować oglądalność i ściągnąć z powrotem przed ekrany tych, którzy nie są na sztywno przywiązani do oferty sportowej.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2020-10-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved