Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: W hicie na Wschodzie lepsi Heat, porażki faworytów

NBA: W hicie na Wschodzie lepsi Heat, porażki faworytów

fot. Greg M. Cooper -, USA Today Sport

Najciekawiej zapowiadało się spotkanie trzeciej i czwartej drużyny na Wschodzie. Heat pokonali Celtics i tym samym w czołówce konferencji zrobiło się już bardzo ciasno. W innych meczach zawodzili nieco faworycie. Porażek doznali Bucks, Clippers i Rockets, a Trail blazers dzięki zwycięstwu nad tymi ostatnimi, zrobili spory krok do play-off.

Nets wychodzili na mecz z Kozłami jak do „mission impossible”. Zwycięstwo z liderem konferencji dawało im szansę na powrót w bezpieczną strefę tabeli, czyli na siódme miejsce (o ile kilka godzin później Orlando przegraliby swój mecz). Trudno było wróżyć w jakiej właściwie formie są koszykarze z Brooklynu. W pierwszym meczu po wznowieniu ligi wyraźnie przegrali z bezpośrednim rywalem (właśnie z Magic), a następnie równie pewnie pokonali tak samo bezpośredniego, choć ewidentnie osłabionego rywala z Waszyngtonu.



Nie był to wielki mecz Nets. Szarpał właściwie jedynie Timothe Luwawu-Cabarrot, a mimo to przez niemal całe spotkanie Brooklyn prowadził. Być może dlatego, że od połowy drugiej kwarty nie pojawił się na parkiecie Giannis Antetokounmpo W czwartej kwarcie Kozły z gracją i bez większego problemu – głównie za sprawą D.J. Wilsona objęli prowadzenie, jakby od początku było wiadomo, że to zrobią. Luwawu postanowił jednak nie odpuszczać i na dwie minuty przed końcową syreną „trójką” odzyskał dwupunktowe prowadzenie dla Nets, którego Brooklyn nie oddał do końca, sprawiając niespodziankę.

Brooklyn Nets – Milwaukee Bucks 119:116
(40:34, 33:31, 21:23, 25:28)

Najwięcej punktów:
Timothe Luwawu-Cabarrot (BKN) – 26
Giannis Antetokounmpo (MIL) – 16


Mavericks są jedną z niewielu drużyn, które w zasadzie o nic póki co nie walczą. Spadek z siódmego miejsca im nie grozi, awans na szóste tym bardziej. Niby walczą zaciekle w swoich meczach, ale na końcu i tak wygrywają rywale, którzy są bardziej zmotywowani. Co innego Kings – ci mają o co walczyć, wcale nie są przesadnie daleko od celu, a przegrywają dużo bardziej koncertowo niż Dallas. Tym razem wydawało się, że motywacja Królów będzie górować nad brakiem celu Dallas.

Wszystko szło gładko do połowy czwartej kwarty. Richaun Holmes zbierał,  De’Aaron Fox rzucał, a suma tej współpracy wyglądała lepiej niż świetna postawa osamotnionego Luki Doncica, który zanotował double-double, ale nie potrafił rozstrzygnąć meczu na korzyść Mavs. Znamienna była właśnie akcja niemal w połowie ostatniej odsłony, kiedy Doncić trafił za dwa i był faulowany. Spudłował rzut osobisty na remis, a Kings poczuło krew i odskoczyło. Dallas zdołało jednak wyrównać na prawie dwie minuty przed końcem. Później oglądaliśmy festiwal spudłowanych rzutów, który doprowadził nas do dogrywki. W niej Doncić z Timem Hardawayem Jr. nie pozostawili złudzeń ekipie z Sacramento, mocno przymykając im drzwi, za którymi jest play-off.

Dallas Mavericks – Sacramento Kings  114:110
(27:37, 29:23, 19:22, 20:13, dogr. 19:15)

Najwięcej punktów:
Luka Doncić (DAL) – 34
De’Aaron Fox (SAC) – 28


Clippers na mecz wychodzili nieco zdemotywowani. Wczoraj ich starsze rodzeństwo z Los Angeles pozbawiło ich marzeń o wygraniu Konferencji Zachodniej. Wciąż jednak pozostawali rywale z tyłu, którym odebranie Clippersom pozycji wicelidera wcale nie byłoby nagrodą pocieszenia, więc Clips mieli się przed czym bronić. Z kolei w Słońcach wciąż tlił się płomień nadziei na nawiązanie walki o play-off. Więcej determinacji na początku meczu widać było właśnie w koszykarzach z Phoenix. Devin Booker, Ricky RubioDeandre Ayton nieźle rozłożyli akcenty w ataku, a jednocześnie Słońca nie dały się rozwinąć Kawhi Leonardowi i skutecznie wyłączając z gry Paula George’a.  Później wspomniana dwójka Clippers zaczęła robić swoje i doprowadziła do emocjonującej końcówki, ale po stronie Suns decydujące piłki trafiały do Bookera, który się nie mylił.

Phoenix Suns – Los Angeles Clippers 117:115
(27:23, 36:33, 32:35, 22:24)

Najwięcej punktów:
Devin Booker (PHX) – 35
Kawhi Leonard (LAC) – 27


Magic przed wyjściem na parkiet już wiedzieli, że nie mogą pozwolić sobie na porażkę, bo znajdą się znów na gorącym krześle, czyli ósmym miejscu. Co prawda Wizards wcale nie gonią i można się spierać, czy Bucks nie są obecnie lepszą opcją na play-off niż Toronto, ale zawsze lepiej wykorzystać szansę na wyższą pozycję. Dużo poważniej do tego meczu musieli podejść Pacers, którzy mają na wyciągnięcie ręki Heat, a tuż za sobą czują oddech Sixers. Można powiedzieć, że mecz się skończył, zanim na dobre się rozkręcił. Indiana zniszczyła Magic już w pierwszej kwarcie i spokojnie grała w dalszej części meczu w oczekiwaniu na końcową syrenę i trzecie z rzędu zwycięstwo. Po raz trzeci również od restartu sezonu T.J. Warren zdobył powyżej 30 punktów. Magikom nie pomogło nawet double-double Nikoli Vucevica (24 punkty, 10 zbiórek).

Orlando Magic – Indiana Pacers 109:120
(22:43, 28:28, 26:21, 33:28)

Najwięcej punktów:
Nikola Vucevic (ORL) – 24
T.J. Warren (IND) – 32


Wynik Pacers i zwycięstwo Heat nad Celtami zwiastuje nam arcyciekawą końcówkę sezonu zasadniczego i walkę o miejsca 3-5. Miami dzisiejszej nocy nie przeszkadzał nawet brak Jimmiego Butlera, któremu dokuczała kostka i sztab szkoleniowy postanowił dać mu odpocząć. Już w pierwszej połowie meczu Heat zarysowali wyraźną przewagę, której później konsekwentnie pilnowali. Boston w czwartej kwarcie nie zbliżył się bardziej, niż na trzy-cztery punkty, a ostatecznie przegrał sześcioma. Najlepszy na boisku Bam Adebayo zakończył mecz z 21 punktami i 12 zbiórkami. Tyle samo oczek rzucił jego kolega z drużyny Duncan Robinson.

Boston Celtics – Miami Heat 106:112
(28:33, 23:30, 32:28, 23:21)

Najwięcej punktów:
Jayson Tatum (BOS) – 23
Bam Adebayo (MIA) – 21


Wydawało się, że Houston spokojnie dadzą radę Trail Blazers. W pierwszych dwóch meczach uporali się z Dallas i Milwaukee, a duet James Harden – Russell Westbrook działa bez zarzutu. Tym razem Harden nie błyszczał, choć wciąż był najlepszy wśród Rakiet, a Westbrook zanotował jeszcze słabszy występ. Mimo wszystko końcówka była na styku i dopiero „trójka” Carmelo Anthony’ego na niespełna minutę przed końcem rozstrzygnęła losy tego meczu. Tym samym Blazers wykorzystali w pełni wczorajsze potknięcie Spurs i są już o krok od Grizzlies. Rakiety mogły z kolei mieć Nuggets na wyciągnięcie ręki, a znów są w jednym tyglu z Jazz i Oklahomą.

Houston Rockets – Portland Trail Blazers  102:110
(24:29, 32:32, 24:25, 22:24)

Najwięcej punktów:
James Harden (HOU) – 23
Damian Lillard (POR) – 21


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved