Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: Dogrywki w dwóch meczach, ważny triumf Magic

NBA: Dogrywki w dwóch meczach, ważny triumf Magic

fot. hispanosnba.com

Drugi dzień (a właściwie noc) zmagań NBA już za nami. Festiwal strzelecki urządziły sobie zespoły z Houston i Dallas, a i tak potrzebowały dogrywki, żeby wyłonić zwycięzcę. Dodatkowy czas na przełamanie remisu niezbędny był również w starciu Grizzlies i Trail Blazers. Najciekwsze rozstrzygnięcie padło jednak w meczu Orlando i Brooklynu. Zwycięstwo Magic pozwoliło im zepchnąć na ósme miejsce zepchnąć Nets i zająć ich lokatę w tabeli. 

Ten wynik jest o tyle ważny, że nawet zajęcie ósmej lokaty po dograniu sezonu zasadniczego nie daje pewności awansu do play-off i choć nie zapowiada się na to, żeby Wizards mogli spełnić warunki, które pozwolą im na dodatkowe mecze o awans, to mimo wszystko ósma lokata jest gorącym krzesłem.



Mecz Magic z Nets rozpoczął się od równej gry, a w pierwszej kwarcie żadna z drużyn nie potrafiła znaleźć skutecznej recepty na zatrzymanie rywali. Sporo rzutów trafiało do kosza, a lepsi o trzy punkty okazali się koszykarze z Brooklynu. W drugiej odsłonie dobry początek miał Khem Birch, który wyprowadził Magic na prowadzenie, a później sprawy w swoje ręce wzięli Evan Fournier i Nikola Vucevic, którzy poprowadzili Orlando do zwycięstwa w tej partii czternastoma punktami. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której Magicy dobili drużynę z Brooklynu, kończąc z 29-punktową przewagą i rozstrzygając w zasadzie losy meczu. Wynik ostatniej części gry może wskazywać na szaleńczą pogoń Nets, ale tak naprawdę zawodnikom z Orlando wystarczyło pilnować olbrzymiej przewagi, więc nie musieli się zbyt wysilać, żeby ostatecznie wygrać.

Orlando Magic – Brooklyn Nets 128:118
(36:39, 34:20, 41:23, 17:36)

Najwięcej punktów:
Evan Fournier (ORL) – 24
Timothe Luwawu-Cabarrot (BKN) – 24


Równie dużą stawkę miał mecz Grizzlies i Trail Blazers. Memhis będzie bronić zaciekle ósmej pozycji na Zachodzie, a Portland jest liderem pogoni za Grizzlies. Blazers z pewnością spróbuje przeskoczyć rywali w tabeli, a przynajmniej nie dać się się zepchnąć z dziewiątej lokaty, która obecnie im daje prawo do dodatkowych meczów z Grizzlies o awans do play-off.

Mecz od początku był zacięty i obie drużyny grały twardo,  nie żałując sobie fauli. Już w pierwszej kwarcie widać było, że będzie to pojedynek strzelecki Jarena Jacksona Jr’a. i CJ’a McColluma, wpieranych przez Ja Moranta Damiana Lillarda. Tę odsłonę pięcioma punktami wygrali koszykarze Portland, a w drugiej dołożyli do prowadzenia jeszcze trzy punkty. W trzeciej do roboty wzięli się Grizzlies i na niespełna 6 minut przed końcem Morant wyprowadził ich na prowadzenie. Trzy punkty przewagi po tej kwarcie to był zbyt mały kapitał, żeby wygrać mecz w czasie regulaminowym, choć w połowie czwartej odsłony prowadzenie Memphis wzrosło do 9 punktów. Końcówka była już jednak wyrównana i minimalne prowadzenie zmieniało się dość często. Ostatecznie na pół minuty przed końcem na tablicy pojawił się remis i pozostał tam do końcowej syreny. W dogrywce McCollum i Lillard wzięli na siebie odpowiedzialność za wynik i szybko doprowadzili do stanu bezpiecznego dla Trail Blazers, którzy ostatecznie wygrali pięcioma punktami.

Memphis Grizzlies – Portland Trail Blazers 135:140
(30:35, 30:33, 36:25, 28:31, dogr. 11:16)

Najwięcej punktów:
Jaren Jackson Jr. (MEM) – 33
CJ McCollum (POR) – 33


Przed meczem zarówno Słońca, jak i Czarodzieje byli w podobnej sytuacji, choć w różnych miejscach tabeli. Mianowicie obie ekipy były realnie równie daleko od miejsca pozwalającego na myślenie o play-off. Co prawda Wizards są pewni dziewiątej lokaty, ale póki co dystans dzielący ich od ósmego miejsca jest jeszcze zbyt duży, żeby mogły odbyć się mecze dodatkowe. Suns mają o tyle trudniej, że mierzyć muszą się nie tylko z bilansem meczowym, ale również z czterema rywalami do dziewiątego miejsca. Faworytem byli Suns, którzy mają zdecydowanie lepszą sytuację kadrową. Zespół ze stolicy zmaga się z brakiem dwóch najlepszych strzelców – Bradleya Beala Davisa Bertansa. Spotkanie w zasadzie rozstrzygnęło się w pierwszych dwóch kwartach. Po nich Słońca miały 15 punktów przewagi i mimo próby walki Czarodziejów w trzeciej kwarcie i odrobienia części strat, Suns ponownie skoncentrowali się na ostatnią część meczu i kontrolowali przewagę. Warta uwagi jest statystyka rzutów wolnych Phoenix. Zawodnicy tego zespołu trafili 30 z 32 osobistych, a najlepszy strzelec tego meczu Devin Booker trafił wszystkie dziewięć.

Phoenix Suns – Washington Wizards 125:112
(38:31, 29:21, 22:29, 36:31)

Najwięcej punktów:
Devin Booker (PHX) – 27
Rui Hachimura (WSH) – 21


W pierwszym dniu meczowym mieliśmy okazję oglądać mecz na szczycie Konferencji Zachodniej. W drugiej serii spotkań podobne starcie miało miejsce na Wschodzie. Lider z Milwaukee zmierzył się z Celtami. O ile Bucks raczej nie wypuszczą z ręki zwycięstwa w konferencji, bo musieliby się chyba w każdym meczu położyć na parkiecie, to Boston czuje na plecach gorący oddech Miami Heat i mimo dobrego meczu i walki z faworytami, będzie czuł go nadal, bo to Kozły były górą. Do zwycięstwa poprowadził ich oczywiście „Greek Freak” czyli Giannis Antetokounmpo, zdobywca 36 punktów i 15 zbiórek. Od początku ton nadawali koszykarze z Milwaukee, którzy pewnie wygrali pierwszą kwartę. Później inicjatywę przejęli gracze z Bostonu, głównie za sprawą dobrej postawy Marcusa Smarta. Po trzech kwartach był remis. Od początku ostatniej odsłony tempo narzucili Bucks, ale niemal w połowie tej części Celtowie zdołali dojść rywali, a nawet wyjść na prowadzenie za sprawą „trójki” Jaylena Browna. Końcówka należała jednak do Antetokounmpo i spółki, którzy wygrali siedmioma punktami.

Boston Celtics – Milwaukee Bucks 112:119
(25:33, 33:31, 29:23, 25:32)

Najwięcej punktów:
Marcus Smart (BOS) – 23
Giannis Antetokounmpo (MIL) – 36


Spurs i Kings to dwie drużyny, które będą zaciekle walczyć o możliwość awansu do play-off. Część komentatorów twierdzi nawet, że całe dokończenie sezonu zasadniczego jest rozgrywane po to, żeby Ostrogi mogły zawalczyć o 23. z rzędu występ w decydującej fazie i samodzielne ustanowienie rekordu w tej kwestii. Wydaje się, że nawet mimo zwycięstwa nad Królami, jest to wciąż mało realne. Dobra postawa De’Aarona Foxa nie wystarczyła Sacramento do triumfu. Naprzeciw mieli bowiem dobrze uzupełniającą się drużynę. Aż pięciu zawodników Spurs przekroczyło dziesięciopunktową zdobycz, a DeMar DeRozan zakończył mecz z double-double, do 27 punktów dokładając 10 asyst. Losy meczu rozstrzygnęły się w końcówce czwartej kwarty, a w roli głównej wystąpił wspomniany DeRozan.

Sacramento Kings – San Antonio Spurs 120:129
(30:43, 35:21, 27:32, 28:33)

Najwięcej punktów:
De’Aaron Fox (SAC) – 39
DeMar DeRozan (SA) – 27


Najbardziej szalony mecz tego dnia rozegrali sąsiedzi w tabeli. Houston zaciekle bili się z Mavericks, a w roli głównej wystąpił oczywiście James Harden. Już pierwsza kwarta pokazała, że defensywa nie jest ulubionym elementem gry obu drużyn. Ekipy zdobyły łącznie 84 punkty, ani trochę się nie przybliżając do zwycięstwa. Pierwsi obudzili się Mavs, którzy za sprawą dobrej postawy Luki Doncica i Kristapsa Porzingisa objeli 10 punktowe prowadzenie. Następnie znów gra się wyrównała, ale Rakiety nie dały rady odrobić w trzeciej kwarcie strat, a wręcz jeden punkcik do dystansu dorzucili Mavericks. Od czego jednak Houston ma Hardena i Russela Westbrooka. Ci dwaj poprowadzili Rockets do odrobienia niemal wszystkich strat, ale bohaterem został Robert Covington, który zebrał piłkę po niecelnym osobistym Hardena i trafił za dwa punkty, doprowadzając do dogrywki. Tę znów lepiej zaczęło Dallas, ale Harden z Covingtonem szybko wybili z głowy Mavs myśl o zwycięstwie.

Houston Rockets – Dallas Mavericks 153:149
(42:42, 33:43, 33:34, 31:20, dogr. 14:10)

Najwięcej punktów:
James Harden (HOU – 49
Kristaps Porzingis (DAL) –39


Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved