Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > NBA: 53 punkty Warrena, Pacers przeskoczyli Philadelphię

NBA: 53 punkty Warrena, Pacers przeskoczyli Philadelphię

fot. AP Photo/David Zalubowski

W NBA toczy się jednocześnie kilka wojen. Jedni próbują dostać się do play-off, inny bronią swoich pozycji, lub próbują się przedrzeć w górę tabeli. Dziś swojej szansy na podtrzymanie nadziei na awans nie wykorzystały Pelikany, a Nuggets, którzy mogli złapać kontakt z Clippers, postanowili nie przeszkadzać kolegom z Los Angeles w obronie drugiej pozycji na Zachodzie.

Trzeba przyznać, że Heat są w nieco bardziej komfortowej sytuacji niż Nuggets. Niby gonią w konferencji Celtów, ale raczej mają bezpieczną przewagę nad piątą Philadelphią. Denver natomiast jest w istnym kotle -z jednej strony drudzy Clippers są na wyciągnięcie ręki, ale i siódme Dallas nie jest wcale tak daleko.



Stawka meczu może nie była oszałamiająca, bo obie ekipy są już w play-off, ale każdy kosz może decydować o pozycji w konferencji. Spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej gry. Pierwszą, badawcza kwartę wygrali Heat, ale tylko dwoma punktami, druga odsłona padła łupem Nuggets, którzy zyskali punkt przewagi. Później jednak Bam Adebayo Jimmy Butler pokazali, że nie mają ochoty na walkę w końcówce i wyprowadzili Heat na piętnastopunktowe prowadzenie. W czwartej kwarcie zupełnie przyćmieni Nuggets nie podjęli walki i ostatecznie przegrali wyraźnie i mogli stracić miejsce w tabeli po meczu Utah Jazz.

Miami Heat – Denver Nuggets 125:105
(28:26, 28:31, 38:22, 31:26)

Najwięcej punktów:
Bam Adebayo (MIA) – 22
Nikola Jokic (DEN) –19


Jazzmani mieli trzecie miejsce na wyciągnięcie ręki. Co prawda nawet zwycięstwo nie pozwoliłoby im wyprzedzić Denver ze względu na gorszy bezpośredni bilans, ale zrównałoby bilans obu ekip. Już pierwsza kwarta meczu z Thunder pokazała, że koszykarze z Oklahomy są bardziej zdeterminowani, żeby dogonić Utah w tabeli, niż Jazzmani, żeby z tego miejsca uciekać w górę. Wygrana czternastoma punktami w pierwszej kwarcie niejako ustawiła mecz dla Thunder. Druga część w zasadzie rozstrzygnęła mecz, po dołożeniu jeszcze dziesięciu oczek prze Oklahomę. Widać było, że w Utah nie ma nikogo, kto wziąłby odpowiedzialność na swoje barki. Najlepszy ich strzelec Donovan Mitchell zdobył zaledwie 13 punktów w całym meczu. Thunder konsekwentnie trzymali przewagę i spokojnie mogli zwolnić tempo w czwartej kwarcie. Jazz nie mieli większych szans na odrobienie strat. Warto wspomnieć, że dużą rolę w zwycięstwie Thunder miał Chris Paul, który do 18 punktów dołożył 7 zbiórek i tyle samo asyst.

Utah Jazz – Oklahoma City Thunder 94:110
(15:29, 27:37, 20:20, 32:24)

Najwięcej punktów:
Shai Gilgeous-Alexander (OKC) – 19
Donovan Mitchell (UTAH) –13


Różnica między Pelikanami i Clippers jest taka, że Clips jak mają do wykonania robotę, to ją wykonują i idą na drzemkę, a Pelikany stroszą piórka, kiedy już zostają sami na podwórku. Orleańczycy grali od początku niemrawo i dali się rozwinąć Paulowi Georgowi Kawhiemu Leonardowi, a później już nie było co zbierać. Liderzy Clips zdobyli odpowiednio 28 i 24 punkty, po czym dali porzucać rywalom, którzy w czwartej kwarcie mogli poszaleć i zmniejszyli rozmiar porażki z 36 na 23 punkty. Niech o grze Pelikanów zaświadczy zdobycz punktowa ich najlepszego strzelca – Nickeila Alexandra-Walkera, która wyniosła 15 punktów i spuśćmy zasłonę milczenia na starania orleańczyków.

New Orleans Pelicans – Los Angeles Clippers  103:126
(25:37, 20:40, 21:26, 37:23)

Najwięcej punktów:
Nickeil Alexander-Walker (NO) – 15
Paul George (LAC) –28


Kiedy Joel Embiid i TJ Warren spotykają się na parkiecie, to wiedz, że coś się dzieje… Nie ma miękkiej gry, nie ma odpuszczania. Jest rzucanie na całego – najwyżej nie wpadnie. Trzeba jednak przyznać, że dzisiejszej nocy wpadało. Co prawda więcej wpadło Warrenowi, który rzucił 53 punkty, co za czasów Jordana byłoby sporym wydarzeniem, a dziś nazywamy to zwykłą sobotą, za to Embiid przy 41 oczkach dołożył jeszcze kosmiczne 21 zbiórek. Przez większą część meczu Sixers badali możliwości Indiany, aż Pacers w czwartej kwarcie powiedzieli „sprawdzam” i odjechali, zostawiając tylko czarny dym z napisem TJ Warren. Dzięki świetnej ostatniej partii Indiana wyszła na prowadzenie i wygrała mecz, dzięki czemu piątą lokatę na Wschodzie ma w swoich rękach. Teraz to Sixers muszą się martwić jak przeskoczyć rywali.

Philadelphia 76ers – Indiana Pacers  121:127
(29:35, 26:26, 32:20, 34:46)

Najwięcej punktów:
Joel Embiid (PHI) – 41
TJ Warren (IND) –53


Raptors w tym sezonie słabo spisywało się w meczach przeciwko czołowym drużynom. Raz udało im się wygrać z Celtami, za to zupełnie niespodziewanie leżą im Lakersi. Po dzisiejszym meczu leżą dosłownie, bo Toronto po raz drugi pokonali w sezonie Jeziorowców i zamknęli usta tym, którzy twierdzili, że w meczach z wyżej notowanymi rywalami Raptors polegną. Lakers tylko na moment wyszli na prowadzenie po drugiej kwarcie. Później na parkiecie tańczyły już tylko Raptory. Duet LeBron – Davis zdobył marne 34 punkty. Tylko o oczko mniej rzucił sam Kyle Lowry, który do dorobku punktowego dorzucił 14 zbiórek.

Los Angeles Lakers – Toronto Raptors 92:107
(21:23, 23:18, 26:31, 22:35)

Najwięcej punktów:
LeBron James (LAL) – 20
Kyle Lowry (TOR) –33

Zobacz również:
Wyniki i tabele NBA

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved