Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Minnesota Timberwolves marzą o play-off, ale może być o to trudno

Minnesota Timberwolves marzą o play-off, ale może być o to trudno

fot. minnesota timberwolves

Minnesota Timberwolves w historii klubu wygrali serię play-off tylko dwa razy. Trzynastego miejsca w ostatnim sezonie nie można tłumaczyć tylko 22 meczami opuszczonymi przez Karla Anthony’ego Townsa, bo z nim drużyna też była na minusie. Teraz zapewne nie będą mieli takiej okazji.

Na papierze zestaw nazwisk wygląda ciekawie i daje nadzieję, ale w Timberwolves było tak już wiele razy i zazwyczaj kończyło się rozczarowaniem. Drużyna ze stanu Minnesota nigdy nie należała do potęg, ale jednak na przełomie wieków potrafiła regularnie meldować się w play-off. W sezonie 2003/2004 z Kevinem Garnettem jako liderem dotarła nawet do finału Konferencji Zachodniej. Od tego czasu w fazie pucharowej wystąpiła już tylko raz – trzy lata temu. Timberwolves nie potrafili pójść za ciosem i stoczyli się w dół tabeli Konferencji Zachodniej. Trzynastego miejsca w ostatnim sezonie nie można tłumaczyć tylko 22 meczami opuszczonymi przez Karla Anthony’ego Townsa, bo z nim drużyna też była na minusie.



Dlaczego teraz miałoby być lepiej? Może dlatego, że do jednego z czołowych podkoszowych ligi (chyba można tak powiedzieć) udało się dołożyć jako przeciwwagę odpowiedniego gracza obwodowego. Wybrany z numerem 1 w drafcie 2020 Anthony Edwards ciągle jeszcze uczy się NBA i pierwszy sezon miał nierówny, ale jego potencjał jest przeogromny. Timberwolves mają też rozgrywającego D’Angelo Russella, który teraz już bezsprzecznie będzie pierwszopiątkowym zawodnikiem. A to przecież uczestnik Meczu Gwiazd sprzed dwóch lat będący wtedy liderem grających w play-off Brooklyn Nets. Budowanie chemii i zrozumienia między wymienioną trójką to kluczowa sprawa w najbliższym sezonie Timberwolves. Bardzo istotny może okazać się w tej sytuacji pozyskany z Clippers Patrick Beverley, który w swojej karierze rozegrał w play-off tyle samo serii, co zespół z Minnesoty w historii. Jego doświadczenie i charakter (lub bardziej dosadnie tzw. „cojones”) to coś, czego często tej drużynie brakowało.

Jeszcze ważniejsza będzie rola trenera, którym od niedawna jest Chris Finch. Nie miał łatwego początku, bo decyzja o powierzeniu mu drużyny w trakcie rozgrywek spotkała się z wieloma niepochlebnymi komentarzami. Uderzały we władze klubu, które skrytykowano za to, że zatrudniono białego Fincha, a nie pracującego wcześniej w roli asystenta czarnego Davida Vanterpoola. Finch poradził sobie przyzwoicie, miał lepszy (16-25) bilans niż poprzednik Ryan Saunders, choć złośliwi powiedzieliby, że niełatwo było mieć gorszy. Finch ma 51 lat, przez dekadę był w NBA asystentem i czekał na tę szansę długo, ale czy jest odpowiednim człowiekiem na trudne czasy Leśnych Wilków? Odpowiedzi na to pytanie jeszcze nie znamy.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-10-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved