Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Milos Mitrović: Nie można atakować czołgu łopatą

Milos Mitrović: Nie można atakować czołgu łopatą

fot. legiakosz.com

Na pomeczowej konferencji prasowej trenerzy Asseco Arki Gdynia i Zastalu Zielona Góra – odpowiednio Milos Mitrović oraz Oliver Vidin – poruszyli kilka bardzo interesujących wątków. Nie zabrakło tematu wzmocnień, rosnących aspiracji czy atakowania czołgu… łopatą.

Sam mecz, wygrany przez Zastal 83:73, raczej do porywających nie należał. Zespół z Zielonej Góry ani na sekundę nie oddał objętego w pierwszej akcji prowadzenia, choć nie oznacza to, że żółto-niebiescy poddali mecz. Kilkukrotnie odrabiali znaczną część strat, jednak nie byli w stanie dopaść rywala. Walczyli dosłownie do ostatniego posiadania, w trakcie którego na parkiecie przy odrobinie większej nerwowości mogło dość do nieprzyjemnych scysji.



Do końcowej syreny pozostawało kilkanaście sekund. W tym momencie goście prowadzili 83:71, a kozłujący w okolicy linii środkowej zawodnik Zastalu David Brembly nie miał już zamiaru rozgrywać kolejnej akcji. Położył więc piłkę na parkiecie i zaczął podchodzić do przeciwników, aby podziękować za rozegrane spotkanie. Rozegrane, ale nie było zakończone. Z podobnego założenia wyszedł Jacobi Boykins, który najpierw przybił „piątkę” z Bremblym, a następnie… przejął leżącą piłkę i ruszył na kosz Zastalu.

 

Ostatecznie punkty zdobył w tej akcji Anthony Durham, który oddając rzut, omal nie potrącił klubowego fotografa Mariusza Mazurczaka. Ten, jak wszyscy na boisku i na trybunach, uznał, że mecz jest już zakończony, i wszedł na boisko, by sfotografować bohaterów spotkania. Taka postawa Boykinsa, szczególnie w NBA, odbierana jest jako przejaw braku szacunku do rywala. Gracze z Zielonej Góry nie wykazywali jednak większej ochoty do sprzeczek, bo gdyby żyli z gdynianami w gorszych stosunkach, zapewne bylibyśmy świadkami niemałej przepychanki. Do niczego takiego na szczęście nie doszło.

Ciekawie było również na pomeczowej konferencji prasowej, które w tym sezonie w Gdyni robią furorę zarówno wśród dziennikarzy, jak i wśród kibiców. Obecni na niej trenerzy obu ekip, Milos Mitrović (Asseco Arka) i Oliver Vidin (Zastal), odnieśli się do kilku interesujących kwestii. Chociażby do przechwytu Boykinsa. – Dałem moim zawodnikom sygnał, że to koniec spotkania, i nakazałem Davidowi nie rozgrywać tej akcji – tłumaczył trener Zastalu. – Słyszałem od Davida, że ten spytał jeszcze Jacobiego, czy uznaje ten mecz za zakończony. Odpowiedział, że tak, ale po chwili przejął piłkę i zrobił to, co zrobił. Ja, szczerze mówiąc, nie widziałem dokładnie całej tej sytuacji, bo podszedłem do trenera Mitrovicia i sztabu Asseco Arki, by podziękować za rywalizację. Nie interesują nas jednak takie rzeczy, nie ma co zaprzątać sobie tym głowy. Najgorzej na tej sytuacji wyjdzie Boykins, bo nikt nie szanuje takiej postawy – przyznał Vidin.

Tę wersję wydarzeń potwierdził szkoleniowiec gdynian Milosz Mitrović. – Kompletnie umknęło mi to zagranie. Poszedłem pogratulować wygranej trenerowi Vidinowi i zamienić parę słów z Nemanją Nenadiciem oraz Draganem Apiciem [dwoma serbskimi zawodnikami Zastalu]. Gdy się odwróciłem, Anthony zdobył już punkty, a wszyscy byli jeszcze na parkiecie. Musimy obejrzeć tę sytuację, na pewno będziemy o niej rozmawiać w zespole. Nie chcę w żaden sposób usprawiedliwiać moich koszykarzy, ale być może to wszystko wzięło się z mojej przerwy na żądanie, wziętej na trzy minuty do końca. Jasno dałem chłopakom do zrozumienia, że mają walczyć do końca. Może za bardzo wzięli sobie te słowa do serca – opisywał Mitrović.

Wokół Asseco Arki ostatnimi czasy dzieje się znacznie więcej. Trener Mitrović stale monitoruje sytuację na rynku transferowym, szukając kolejnego wzmocnienia. Serbski szkoleniowiec w listopadzie powiedział „Wyborczej”, że jego zespołowi przyda się atletyczny, silny skrzydłowy zorientowany przede wszystkim na defensywę. Jednak proces szukania takiego zawodnika trwa wyjątkowo długo. Dlaczego? – Nie mamy na tę chwilę głównego kandydata. Nie chcemy w drużynie kogoś, kto niekoniecznie będzie wartością dodaną. Ponowne sprowadzanie „kota w worku” to dla nas zbyt duże ryzyko. Mamy obecnie drużynę, która może rywalizować na równym poziomie z każdym, więc nie pozwolę sobie na podpisanie kontraktu z zawodnikiem, który nie da mi gwarancji jakości. Oczywiście nie oczekuję od Filipa Dylewicza, że rzuci 30 punktów, ale uważam, że Filip daje nam tę jakość na pozycji numer 4. W meczu z Zastalem rozdał pięć asyst i odciążył naszych podkoszowych – podkreślił trener Mitrović. – Zawód koszykarza nie jest łatwy. Niezadowolenie ze strony kibiców, krzyki trenera – to wszystko sprawia, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Każdy ma prawo popełnić błąd i nie ma co mieć o to pretensji, ale to nie oznacza, że poddam mecz bez walki. Mam sentyment do tych chłopaków, wiem, że jest im bardzo ciężko, lecz moim priorytetem pozostają zwycięstwa – dodał.

Trenera Asseco Arki zapytano także o przydatność Olafa Perzanowskiego, który w meczu z Zastalem dał dobrą zmianę. W niecałe sześć minut przymierzył z dystansu, dokładając do tego dwa efektowne bloki. Pobudził tym samym swój zespół. – Na samym początku sezonu, gdy nasz skład był zbudowany kompletnie inaczej, młodsi gracze faktycznie otrzymali sporą szansę. Wychodzę jednak z założenia, że wpuszczanie ich na parkiet z przymusu nie będzie dla nich żadną nauką. Oni muszą sami wywalczyć sobie minuty na treningach. Olaf świetnie wyglądał w tygodniu, bardzo się starał i dlatego dostał dziś szansę szybciej niż np. Wojciech Tomaszewski – zaznaczył Mitrović.

Serb odniósł się również do rosnących oczekiwań wobec jego zespołu, który spisuje się w tym sezonie nadspodziewanie dobrze. – Nie można atakować czołgu łopatą. Finanse nie grają, gdy dwa zespoły dzieli milion złotych, ale gdy różnica wynosi dziesięć, ciężko jest nam odnieść zwycięstwo. Mamy w składzie choćby Anthony’ego Durhama, wszyscy wiedzą już, za jakie pieniądze on tutaj trafił [około 1,5 tys. dolarów miesięcznie]. Dla niego to szansa na rozwój, Anthony tak bardzo chce pokazać się Europie, że czasami trudno przekonać go do gry pod drużynę. I ja też muszę to zrozumieć. Nie wybiegamy myślami do przodu. Skupiamy się na każdym kolejnym meczu – odparł Serb.

Budżet klubu jest mniejszy niż w poprzednim sezonie, a skalę oszczędności niech pokaże fakt, iż suma pensji wszystkich trzech obcokrajowców – Durhama, Boykinsa i Novaka Musicia (nie uwzględniając Davida Czerapowicza, którego kontrakt pozostaje w zawieszeniu z uwagi na kłopoty zdrowotne) – nie stanowi choćby połowy pensji sprowadzonego niedawno do Dąbrowy Górniczej Devyna Marble’a. Trener Mitrović odpowiedział również na pytanie dotyczące słów szkoleniowca Trefla Sopot Marcina Stefańskiego o specyfice i bezczelności Energa Basket Ligi. – Jest sporo takiej koszykarskiej kombinatoryki, ale zawodnicy muszą sobie z nią poradzić. Liga bardzo mocno skupia się na skautingu, moim zdaniem mamy jednego z najlepszych skautów w Polsce Romana Tymańskiego, którego analizy są tak szczegółowe, że wiemy niemal wszystko o każdym graczu zespołu przeciwnego. Wykonuje niesamowitą robotę. Kiedyś przeczytałem ciekawą wypowiedź jednego z argentyńskich trenerów piłkarskich, bodajże Marcelo Bielsy. Twierdził, że Argentyna ma za dużo utalentowanych piłkarzy, a trenerzy nie musieli głowić się nad taktyką, bo najlepsi po prostu brali piłkę i zapewniali wygrane. Z kolei w lidze angielskiej perspektywicznych zawodników nie było zbyt wielu, więc aby wygrać mecz, trzeba było zarywać noce w poszukiwaniu rozwiązań i przewag. I uważam, że polska liga znajduje się w podobnym położeniu. Trenerzy muszą kombinować przy taktyce i myślę, że wychodzi im to na dobre. Dzięki temu staną się lepszymi trenerami i będą mieli łatwiej w przyszłości – podsumował trener Mitrović.

źródło: trojmiasto.wyborcza.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-12-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2022 Strefa Koszykówki All rights reserved