Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Michał Sokołowski: Patrzę przede wszystkim na siebie i swoją drużynę

Michał Sokołowski: Patrzę przede wszystkim na siebie i swoją drużynę

fot. fiba.basketball

Reprezentant Polski ma za sobą szalony sezon. Występował w trzech klubach, rozegrał mnóstwo spotkań. Zmęczenia jednak nie odczuwa. Przed nim kolejne wyzwania i turniej w Kownie. – Najważniejsze, że uniknąłem kontuzji. Zdrowie jest, kondycja też. Nie mam prawa narzekać – powiedział Michał Sokołowski w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Michał Sokołowski jest najbardziej zapracowanym reprezentantem Polski w tym sezonie. 



Michał Sokołowski:  Może tak! Teraz A.J.Slaughter ma turniej w Kuwejcie i razem walczymy o to miano. Wszyscy ciężko trenują i pracują. Był okres, gdzie w ciągu tygodnia zagrałem sześć spotkań. Trochę się działo. Nie powiem, że nie.

Jak się pan czuje? Zmęczenie mocno daje się we znaki?

– Bardzo dobrze! Jestem w rytmie meczowym. Rozgrywałem kilka meczów w tygodniu praktycznie przez cały sezon. Zdrowie jest, kondycja też. Nic, tylko się zgrywać z chłopakami.

W jaki sposób można utrzymać taką dyspozycję fizyczną przez cały sezon?

– Przez cały sezon pracuje się po to, aby być w jak najlepszej formie w trakcie play-off. To później procentuje. Trzeba wiedzieć, jak odpoczywać oraz dbać o ciało. Należy też mądrze trenować.

Można „źle” odpoczywać?

– Jasne. Gdy kończysz mecz o 23:00, to powinieneś położyć się spać o pierwszej w nocy. Czasem jest to bardzo trudne, ale siedzenie do trzeciej–czwartej nie pomaga. Ważne jest nawodnienie i regeneracja. Dużo czynników wpływa na dyspozycję dnia oraz samopoczucie.

Trzy kluby, mnóstwo grania. Patrząc na statystyki i formę, chyba musi być pan zadowolony z tego sezonu?

– Mogę go podsumować bardzo dobrze. Jestem zadowolony z tego, jak przebiegł. Najważniejsze, że uniknąłem kontuzji. Były mikrourazy, ale na szczęście nie wpływały na formę. Sztab medyczny dbał o mnie. Dyspozycja w tym sezonie zaprocentowała nowym kontraktem w Treviso. Dobrze czuję się w klubie. Liga włoska, jak i sam kraj mocno mi się spodobały.

Zapytam się o grę w Izraelu. Nie miał pan obaw przed podpisaniem tam kontraktu?

– To była spontaniczna decyzja, bo myślałem, że zakończyłem już sezon i wrócę na chwilę do Polski. Dzień lub dwa po ostatnim meczu w lidze włoskiej otrzymałem telefon z taką propozycją. Na początku trochę się obawiałem. Skontaktowałem się z C.J. Harrisem, z którym grałem w Radomiu. Wiedziałem, że on jest w tej drużynie. Zapytałem, jak wygląda sytuacja w Izraelu. Uspokoił mnie i powiedział, że to, co się dzieje w mediach, jest trochę wyolbrzymione. Jego zdanie było dla mnie kluczowe.

Jak wyglądało życie w Izraelu?

– Bardzo dobrze. Gdy tam przyleciałem, to tego samego dnia zostało podpisane porozumienie pokojowe. Nie odczuwałem żadnego niepokoju. Wszystko wróciło do normy. Na ulicach były korki, ludzie swobodnie chodzili po mieście. Normalna sytuacja.

Jeszcze jakiś czas temu wszyscy wysyłali Michała Sokołowskiego za granicę. Ten sezon pokazał, że decyzja o zmianie otoczenia przyszła w idealnym momencie?

– Wszystko potoczyło się dobrze. Nie ukrywam, że starałem się wcześniej wyjechać, ale to z różnych powodów się nie udawało. Bardzo się cieszę, że trafiłem do Treviso pod skrzydła świetnego trenera. Od początku mocno mi zaufał i w głównej mierze ze względu na jego osobę zdecydowałem się podpisać nowy kontrakt.

Do turnieju w Kownie pozostały wam już tylko dwa sparingi. Jaka atmosfera panuje na zgrupowaniu kadry?

– Nastawienie jest dobre – atmosfera bojowa. Mecz z Łotwą może nie był najpiękniejszy. Mieliśmy sporo problemów z komunikacją. Widać, że jeszcze brakuje nam zgrania. Rozegrałem dopiero pierwsze spotkanie z chłopakami, Mateusz Ponitka drugie. Mamy przed sobą ważne starcia z Brazylią. Musimy dobrze wykorzystać ten czas, a potem pojechać do Kowna w jak najlepszych nastrojach. Tam powalczymy o nasze marzenia. Awans na igrzyska olimpijskie byłby najpiękniejszym momentem kariery dla wszystkich chłopaków.

Na treningach szykujecie się już pod Angolę i Słowenię, czy przede wszystkim szlifujecie własną grę?

– W każdym spotkaniu staramy się dodać jakiś nowy element naszej gry. Nie można wszystkiego przećwiczyć w trakcie meczu, bo każdy przeciwnik jest inny i ma swój styl, niekoniecznie podobny do grupowych rywali. Trener zawsze stara się połączyć naszą taktykę do tego, jak zagramy w Kownie.

Nad czym musicie najmocniej popracować? Co ma być waszą największą siłą?

– Jesteśmy kolektywem i wielokrotnie to pokazaliśmy. Nad tym musimy jednak też popracować, bo system świetnie znamy. Współpraca na linii drużyna–selekcjoner jest bardzo dobra. Najbardziej szwankuje jeszcze komunikacja między nami. O skuteczność się nie martwię. Mamy znakomitych strzelców. Michał Michalak czy Mateusz Ponitka potrafią zdobywać punkty seriami. Najważniejsze będzie zgranie i w najbliższych dniach na nim się skupimy.

Potrafiliście ograć Chorwatów, którzy mieli w składzie kilku graczy z NBA. Słowenia i Litwa przyjadą do Kowna w najmocniejszym zestawieniu. Co ma w głowie koszykarz, widząc naprzeciw takich zawodników?

– Gdy wychodzę na boisko, to nie skupiam się na tym, przeciwko komu gram. Patrzę przede wszystkim na siebie i swoją drużynę. Wiadomo, że nazwiska nie grają, ale to będą gracze NBA. Musimy być maksymalnie skupieni przez 40 minut. Każdy nasz błąd zostanie błyskawicznie wykorzystany.

Jesteś w stanie powiedzieć wprost, że jedziecie do Kowna po awans do igrzysk?

– Tak! Pokazaliśmy, że możemy wygrywać z mocnymi zespołami i rywalizować na światowym poziomie. Na ostatnich mistrzostwach świata przez prawie 36 minut graliśmy jak równy z równym przeciwko Hiszpanom. Odskoczyli nam dopiero w końcówce. Jesteśmy w stanie pokazać dobry basket i powalczyć o Tokio. Taki jest nasz cel.

Rozmawiał Jakub Kłyszejko – sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-06-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved