Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Michał Ignerski wiceprezesem AZS Basket Nysa

Michał Ignerski wiceprezesem AZS Basket Nysa

fot. pzkosz.pl

Wiceprezesem drugoligowego AZS-u Basket Nysa został niedawno Michał Ignerski. Fanom koszykówki nie wypada go nawet przedstawiać. Wszak to jeden z najlepszych polskich graczy ostatnich lat.  To jest bardzo świeży temat. Moja rola wiąże się bardziej z kwestią doradzania, pomocy trenerowi Marcinowi Łakisowi i prezesowi Gracjanowi Gromulowi. Chcieliśmy założyć to stowarzyszenie, żeby to wyglądało bardziej profesjonalnie, żeby jednoczyć wokół siebie więcej ludzi, bo takim naszym marzeniem jest to aby w Nysie koszykówka bardziej zaistniała – mówi był koszykarz.

Uczestniczył z reprezentacją kraju w mistrzostwach Europy. Ponadto grał dla takich klubów jak hiszpańskie San Sebastian Gipuzkoa BC i Caja San Fernando, rosyjskie Lokomotiw Kubań i BK Niżnyj Nowogród, włoski Virtus Rzym, francuski Le Mans Sarthe Basket, portugalski Ovarense Aerosoles i turecki Besiktas Stambuł, gdzie dzielił szatnię z wielkim Allenem Iversonem.



„AZS Basket Nysa i Michał Ignerski” to jakie plany wobec klubu ma jego nowy wiceprezes?

Michał Ignerski:To jest bardzo świeży temat. Moja rola wiąże się bardziej z kwestią doradzania, pomocy trenerowi Marcinowi Łakisowi i prezesowi Gracjanowi Gromulowi. Chcieliśmy założyć to stowarzyszenie, żeby to wyglądało bardziej profesjonalnie, żeby jednoczyć wokół siebie więcej ludzi, bo takim naszym marzeniem jest to aby w Nysie koszykówka bardziej zaistniała. Mamy plany długoletnie, żeby to pomalutku rozwijać. Tu nie jest kwestia stanowiska, ale kwestia tego jakich będziemy mieli ludzi wokół siebie i jak to będzie się układało. Zdajemy sobie sprawę, że to będzie ciężki proces, choćby ze względu na teraźniejszą sytuację rynkową, bo nie ukrywam, że sport potrzebuje funduszy by się rozwijać i profesjonalizować, a Nysa nie jest przecież wielkim ośrodkiem z mnóstwem możliwości. Mam jednak nadzieje, że uda się zaszczepić jakoś basket tutejszym mieszkańcom. Chcielibyśmy też m. in. stworzyć grupy młodzieżowe, żeby dzieciaki miały taką opcję wyboru, a nie tylko siatkówka czy piłka nożna. Tutaj jest nasz główny cel, aby to ziarenko zasiać i by pomału ono rosło. Tak jak Marcin Łakis udowodnił na przykładzie małego miasta jakim jest Otmuchów, że da się to zrobić. Przecież wielu graczy spod jego ręki gra do dziś w 3 czy 2 lidze, a niektórzy nawet ocierają się o zaplecze elity. I tak jak Prudnik jest miastem koszykarskim, tak pomału staje się nim Otmuchów, to i z zaangażowaniem i pomocą wielu ludzi może uda się nam w Nysie zaszczepić miłość do basketu.

Czyli koszykówka cały czas leżała na sercu. Dlaczego więc w tym 2016 roku zawiesił pan karierę?

– Tych bodźców było wiele, ale w końcu się wszystko zebrało w jedną całość. Przede wszystkim jednak stwierdziłem wtedy, że ciężko byłoby mi wyjechać kolejny raz za granicę z rodziną, trójką dzieci, bo przecież organizacyjnie to też jest wyzwanie. Żona też już chciała być na swoim, zacząć pracować jako lekarz. I pomyślałem: „chyba to jest już ten czas by gdzieś osiąść”. Jestem człowiekiem bardzo rodzinnym i w końcu złapałem się na tym, że może już starczy, bo nie muszę wyjeżdżać, nie muszę pracować i mam za co żyć. Po drugie byłem zmęczony fizycznie i psychicznie, co tylko potęgowało te moje problemy z plecami, aczkolwiek wiem już teraz, że to głównie głowa decydowała o tym, iż ten ból się pojawiał. Nie była to jednak łatwa decyzja, żeby nagle przestać grać. Pomyślałem jednak, że dam sobie rok czy dwa do namysłu. Nie mówiłem nikomu, iż kończę z graniem definitywnie. Po prostu chciałem odpocząć. Nie nastawiałem się też, że będę miał jakikolwiek powrót. Delikatnie usunąłem się na bok i żyłem swoim innym życiem, tym poza sportem. Rozkręciłem swój biznes. Do tego wreszcie mogłem poświęcić więcej czasu dzieciakom. I przyznam, że do tej koszykówki w ogóle mnie nie ciągnęło. Nawet z rzadka sprawdzałem wyniki, a jeśli już to tylko żeby sprawdzić jak idzie kolegom.

Nie kusiło nic a nic?

– W pewnym momencie zaczęła we mnie wzrastać taka myśl, żeby znowu bardziej popracować nad własnym ciałem czyli najzwyczajniej wziąć się za siebie (śmiech). Aż w pewnym momencie złapałem się na tym, że będąc z małym synem na boisku i trzymając piłkę w rękach czuje, że znowu mam olbrzymią chęć rywalizacji. Wyobrażałem sobie, że jestem na parkiecie i gram mecz. Ja jestem człowiekiem, który lubi rywalizować i to jest coś czego chyba zawsze mi będzie brakować. Bo koszykówka we mnie zawsze, jako sport zespołowy, wzbudzała takową chęć. Wystarczył więc jeden mały zapalnik i jeden trening bym znowu poczuł te emocje i chciał grać, a potem żebym zaczął trenować w Nysie i jak już to zrobiłem, to z kolei zaczęło świecić światełko, że może dokończę ówczesny sezon gdzieś indziej, aczkolwiek nie nastawiałem się na nic konkretnego.

Rozumiem, że ten wiceprezes to jednak ostateczne zakończenie czy jeszcze pan wróci? Choćby do składu nysan?

– Nie lubię słowa definitywnie. Nie lubię takie presji. Bo ja miłość do koszykówki będę miał zawsze i chęci pewnie też, ale teraz to już jest jest kwestia zdrowia. Podejrzewam, że jakbym kontuzję wyleczył i gdyby nie sytuacja epidemiologiczna to pewnie bym wrócił do Włocławka, bo była taka opcja, ale ten koronawirus niejako pomógł w pewnych decyzjach. Może to i lepiej, bo nie czułbym się na siłach by znowu pomóc Anwilowi. Nie byłem gotowy po tej kontuzji sprzed już prawie roku. Co będzie od nowego sezonu to czas pokaże. Na pewno chciałbym uczestniczyć w treningach, pomagając chłopakom, przy okazji znowu trenując dla samego siebie. Chciałbym się doprowadzić do takiego stanu, żeby przynajmniej z nimi pograć. A czy będę grał czy nie, to nie wiadomo, ale na dziś jest to raczej wątpliwe.

Rozmawiał Łukasz Baliński – więcej w serwisie nto.pl

źródło: nto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-06-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved