Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Maciej Raczyński: Nie należy się teraz spodziewać się zmian w składzie

Maciej Raczyński: Nie należy się teraz spodziewać się zmian w składzie

fot. Piotr Kieplin/kkwloclawek.pl

– W klubie cały czas analizujemy sytuację. Teraz gramy w krótkim czasie trzy mecze w Gdyni, Toruniu i z Polpharmą, więc ja skupiam się po prostu na przygotowaniu zespołu do najbliższego spotkania. Terminarz jest napięty i myślę, że sytuacja rozwiąże się nie wcześniej niż po meczu z Polpharmą, czyli w trakcie przerwy na okienko reprezentacyjne – mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego trener PGE Spójni Stargard, Maciej Raczyński.

Gratuluję dwóch wygranych w dwóch spotkaniach. I o ile w pierwszym meczu z HydroTruckiem Radom należało się spodziewać takiego wyniku, to już zdecydowane zwycięstwo z Anwilem – nawet biorąc pod uwagę jego miejsce w tabeli – można uznać za zaskoczenie. Dla was również.



Maciej Raczyński:Mnie po prostu cieszy ta wygrana. Zespół bardzo dobrze wszedł w mecz. Mieliśmy dobry plan, wiedzieliśmy, że ważny będzie początek. Zrealizowaliśmy założenia taktyczne, dobrze dzieliliśmy się piłką, mieliśmy aż 22 asysty. Biliśmy się na deskach, wygraliśmy walkę o zbiórki. Były otwarte rzuty, mieliśmy dobrą skuteczność. To zadecydowało.

Mecz odbywał się w dobrze panu znanej pustej Hali Mistrzów we Włocławku, skąd pan pochodzi. To pewnie był smutny widok.

– Do Włocławka niezależnie od sytuacji zawsze wracam z sentymentem. To prawda, że jesteśmy przyzwyczajeni do trochę innej atmosfery w tej hali i innych. Niestety mamy takie czasy, jakie mamy i hale świecą pustkami. Nie jest to łatwa sytuacja, szczególnie dla zawodników. Trzeba się dodatkowo mobilizować, koncentracja musi być podwójna. Zdarza się, że gdy są wahania w trakcie meczu, to doping i wsparcie kibiców się przydają i zespół reaguje na to bardzo dobrze, potrafi zagrać kilka odważnych akcji. Tak jest np. u nas w Stargardzie. Mecze bez kibiców nie są takie, jak zawsze, ale ważne, że się w ogóle odbywają.

Co najbardziej zapamiętał pan z kariery zawodniczej? Najlepsze sezony indywidualne to te w Wałbrzychu i Inowrocławiu, ale zespoły spadły wtedy z ligi.

– Faktycznie w Górniku i Noteci prezentowałem się nieźle, ale wyniki nie były za dobre. Bardzo dobrze wspominam początek kariery, gdy jako młody zawodnik mogłem poobserwować takich zawodników jak Tomas Pacesas, Andrzej Pluta, Igor Milicić czy Jeff Nordgaard. To legendy polskiej koszykówki. Wielkim wydarzeniem był także awans z Zastalem Zielona Góra do ekstraklasy w 2010 roku. Od kilku lat mieszkam w Stargardzie, dzieci chodzą do szkoły, żona pracuje. Tutaj też przeżyłem dużo emocji i również wywalczyliśmy awans do PLK.

Czy będąc zawodnikiem planował pan, że zostanie trenerem?

– Przez ostatnie kilka lat gry zastanawiałem się, jaką drogę później obrać. Im byłem starszy, tym częściej o tym myślałem. Podjęcie tej pracy nie było spontaniczną decyzją. W swoim ostatnim sezonie grałem już mało, trenerem był wtedy Kamil Piechucki. Przyglądałem się jego pracy i przed sezonem 2019/2020 podjęliśmy decyzję, że zostanę jego asystentem. To on wprowadzał mnie w świat skautingu i wiele nauczył. Byłem zdrowy, nie miałem żadnej poważnej kontuzji i wiele osób pytało mnie, dlaczego tak szybko rezygnuję z gry. Są zawodnicy w moim wieku, którzy jeszcze występują. Ale nadarzyła się okazja i nie żałuję, że się zdecydowałem.

Praca w roli pierwszego trenera też była w planach?

– Uczyłem się roli asystenta i nie spodziewałem się, że tak szybko poprowadzę zespół jako pierwszy. Współpraca z trenerem Jackiem Winnickim układała się bardzo dobrze. Miałem nadzieję, że będę mógł się od niego uczyć przez kolejny rok. Dostałem jednak informację, że mam przejąć zespół, bo trener Winnicki został odsunięty. Mam umowę, więc nie mogłem odmówić.

Ma pan ośmiu regularnie grających zawodników i nie jest tajemnicą, że nie ze wszystkich byliście jako sztab szkoleniowy zadowoleni. Czy należy spodziewać się zmian w składzie Spójni? A jeśli tak, to co należałoby zmienić?

– Na razie jest spokój i nie należy się teraz spodziewać się zmian w składzie. Nie chcę komentować, co należy zmienić i czy zdecydujemy się na jakieś wzmocnienia.

Nie grał pan na parkiecie z żadnym z obecnych zawodników Spójni. To pewnie ułatwia pracę mimo niewielkiej różnicy wieku.

– W zasadzie to grałem z jednym, ale on był wtedy młodym chłopakiem i rzadko wychodził na parkiet. Mam na myśli Filipa Matczaka, z którym byłem w Zastalu w I lidze w sezonie 2009/2010. Z pozostałymi faktycznie nie grałem, ale to nie ma wielkiego znaczenia, bo do każdej nowej sytuacji trzeba się przyzwyczaić.

Który trener miał największy wpływ na pana pracę?

– Pracowałem z wieloma trenerami. Byłem w klubach, gdzie było sporo zmian trenerów i zamieszania w składzie. Staram się u każdego trenera coś dojrzeć pozytywnego. Tak jak powiedziałem dużo dowiedziałem się od Kamila Piechuckiego. Ostatnio pracowałem z trenerem Jackiem Winnickim, do którego mam ogromny szacunek. Nasza współpraca wyglądała bardzo dobrze. To jeden z najlepszych polskich trenerów, najbardziej doświadczonych i miał na mnie bardzo duży wpływ.

Po pierwszym spotkaniu z HydroTruckiem powiedział pan, że nie wie, czy już jest gotowy na pracę w roli pierwszego trenera na stałe. A teraz po pokonaniu Anwilu?

– Dużo czasu nie minęło, więc niewiele się zmieniło. Zobaczymy, co pokaże przyszłość. W klubie cały czas analizujemy sytuację. Teraz gramy w krótkim czasie trzy mecze w Gdyni, Toruniu i z Polpharmą, więc ja skupiam się po prostu na przygotowaniu zespołu do najbliższego spotkania. Terminarz jest napięty i myślę, że sytuacja rozwiąże się nie wcześniej niż po meczu z Polpharmą, czyli w trakcie przerwy na okienko reprezentacyjne.

Rozmawiał Jakub Wojczyński – więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-11-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved