Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Maciej Jamrozik: Od zawsze kochałem koszykówkę

Maciej Jamrozik: Od zawsze kochałem koszykówkę

fot. polpharmabasketball.pl

– Wiem też, że przede mną jest jeszcze bardzo dużo pracy. Muszę się dużo uczyć, wiele przeżyć, bo doświadczenie jest bardzo ważne – mówi Maciej Jamrozik, asystent Roberta Skibniewskiego. – Praca z młodzieżą kształtuje twój charakter. Czerpię przyjemność z tego, że widzę postępy swoich wychowanków, że mam realny wpływ na ich życie – dodaje drugi trener Polpharmy Starogard Gdański.

Jaka była twoja reakcja na zainteresowanie Polpharmy twoimi usługami?



Maciej Jamrozik:Tak naprawdę to ja wykonałem pierwszy ruch. Wiedziałem, że w Starogardzie trwają poszukiwania asystenta, bo cały czas obserwowałem rynek, i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Przez Bronisława Wawrzyńczuka zadałem pytanie Robertowi Skibniewskiemu, czy moja osoba, czyli kogoś bez doświadczenia na poziomie PLK, byłaby w ogóle rozpatrywana. Chwilę później Robert do mnie zadzwonił, ale ja nie mogłem odebrać telefonu, bo prowadziłem lekcje wychowania fizycznego w swojej klasie. Oddzwoniłem po dwóch godzinach i reszta potoczyła się bardzo szybko. Byłem bardzo zdeterminowany, aby „wskoczyć” na poziom PLK.

Nie była to łatwa decyzja: w ciągu kilku godzin miałeś zadecydować o tym, czy zostawisz swoją pracę w Warszawie oraz żonę z rocznym dzieckiem…

– Moja żona grała w koszykówkę na poziomie pierwszej ligi i rozumie z czym się wiąże praca trenera. Wcześniej rozmawialiśmy o takiej możliwości, gdy dostaję ofertę z innego miejsca w Polsce. Była pierwszą osobą, która powiedziała, że mam spróbować.

Jak trudno jest rozbić szklany sufit takim osobom, jak ty: w młodym wieku, bez doświadczenia gry w PLK, chcącym pracować na ławce trenerskiej w ekstraklasie?

– Osoby z mojego rocznika ( 1991 – przyp. red. ) już pracują w ekstraklasie. Mam tutaj na myśli Andrzeja Urbana oraz Kamila Sadowskiego. Czasami jest to kwestią znalezienia się w dobrym miejscu w odpowiednim czasie. Czasami jest to kwestią miejsca zamieszkania. Trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie. Dlatego też, gdy otrzymałem szansę, to postanowiłem ją wykorzystać. Nie chciałem później tego żałować.

Niedługo, w sposób naturalny, generacja trzydziestolatków będzie się odważniej rozpychała w PLK. Jak można ją zdefiniować?

– Jest to na pewno generacja, która dobrze sobie radzi w cyfrowej rzeczywistości. Dla nas praca w świecie wirtualnym jest czymś normalnym, bo w nim dorastaliśmy. Ale dzieci, które uczyłem, poruszają się w nim jeszcze sprawniej.

Czy w świecie sportu, w którym najważniejszy jest wynik, „młodzi” trenerzy potrafią sobie nawzajem pomagać?

– Zaczynając od Rafała Jucia, którego poznałem grając wspólnie w MKS Ochota, po wspomnianego Bronka Wawrzyńczuka, Marka Zapałowskiego, czyli asystenta w Legii Warszawa – wszystkich od nich otrzymałem wsparcie. Dla naszego pokolenia nie jest problemem poproszenie o pomoc  zagranicznych trenerów. Internet dał nam szansę. Zapytałem np. na Twitterze  trenera grup młodzieżowych z Parmy Perm jak im się udaje tak skutecznie przeprowadzić transformację zawodnika z grup młodzieżowych do grup seniorskich. Otrzymałem wyczerpującą odpowiedź. Naprawdę nie spotkałem się jeszcze z odpowiedzią odmowną.

Pierwszy szlify trenerskie zdobyłeś na warszawskim AWF-ie. Nie patrzyli na ciebie jak na dziwoląga, gdy zdecydowałeś się na specjalizację koszykarską?

– Na moim roku było około 150 osób i był wielki problem ze zebraniem grupy „koszykarskiej”. I wiem, że co roku jest ogromny problem ze zebraniem 10 osób, bo tyle jest potrzebnych, aby taką grupę otworzyć. To też świadczy o tym, w którym miejscu jest koszykówka. Myślę, że taka sytuacja wiąże się z niewielką liczbą trenujących koszykówkę. Po drugie, wielu nie wiąże przyszłości z tą dyscypliną sportu z racji na niskie zarobki oraz nie zawsze jakość zajęć było na najwyższym poziomie.

Trochę prowokujące pytanie: nie pojawiła się myśl, aby rzucić pracę trenera, za małe pieniądze jak na Warszawę, i zająć się czymś innym?

– Od zawsze kochałem koszykówkę. Jeszcze na początku równolegle trenowałem piłkę nożną, ale wybrałem basket. Na Ursynowie była to dodatkowa praca dla nastolatka, ale dość szybko się zorientowałem, że to jest właśnie to. Lubię pracę z ludźmi, znajduję się w grupie. Praca z młodzieżą kształtuje twój charakter. Czerpię przyjemność z tego, że widzę postępy swoich wychowanków, że mam realny wpływ na ich życie.

W swoim CV masz również staż w Ratiopharmie Ulm,

– Tak. To klub stojący na solidnych fundamentach. W tamtym momencie budowali jeszcze ośrodek treningowy na najwyższym poziomie europejskim. Przekładało się to na poziom sportowy – Ratiopharm grał wtedy w EuroCupie. Na ławce były topowy zawodnik, czyli Jaka Laković. Wysoką jakość była widać na każdym kroku. To był inny świat. Myślę, że w tym kierunku powinna podążać PLK.

Wyobraź sobie, że po tym wywiadzie zadzwoni do ciebie prezes Piesiewicz z pytaniem: „Macieju, co wartego uwagi zanotowałeś podczas stażu w Ulm?”

– Przede zwróciłem uwagę na fakt, że kluby w Bundeslidze muszą zatrudniać w swoich organizacjach dwóch trenerów grup młodzieżowych na pełen etat. Daje to razem 32 etaty na poziomie krajowych, co jest niezłym osiągnięciem. W Polsce nie jestem przekonany, czy jest ich dziesięciu. Zazwyczaj muszą dodatkowo zarabiać pieniądze w drugiej pracy, np. w szkole. Przekłada się to na coraz wyższy poziom graczy niemieckich. Kadry młodzieżowe regularnie grają w Dywizji A, pierwsza reprezentacja również jest bardzo solidna. Kluby otrzymują rodzimych graczy na odpowiednim poziomie. Wiadomo, że byłoby to obciążeniem dla budżetów klubów ekstraklasy, ale jestem przekonany, że poziom naszych graczy z czasem byłby coraz wyższy. Na końcu przerodziłoby się w to lepszy produkt, którym byłaby Polska Liga Koszykówki.

Jak wygląda tydzień pracy Macieja Jamrozika?

– W niedzielę po spotkaniu jestem w trakcie analizowania meczu, który się odbył i zbieram ostatnie „ścinki” video o następnym przeciwniku. Przygotowuję pierwsze wnioski dla trenera Roberta Skibniewskiego: na temat stylu gry, o tym, co my musimy poprawić itd. W poniedziałek na treningach staramy się już „przemycić”  pierwsze informacje o przeciwniku, skupiając się głównie na własnych mankamentach. W środę mamy pierwszą sesję video na temat rywali. To wszystko przy założeniu, że gramy w trybie sobota-sobota.

Zajrzyjmy trochę do „kuchni” asystenta: czy sesje video są długie?

– Zależy to od przeciwnika. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo inaczej długość sesji video definiują trenerzy, inaczej zawodnicy. Zazwyczaj jest to od 15 do 20 minut.

A jakie są twoje zadania podczas meczu?

– Zależy to od pierwszego trenera. Przekazuję np. informację na temat fauli u siebie jak i u przeciwnika. Trzeba wiedzieć, że trener jest skupiony na wielu rzeczach w czasie meczu i coś może  niechcący umknąć jego uwadze.

W pracy trenera coraz ważniejszą rolę odgrywa technologia. Czy uważasz, że „mędrca szkiełko” jest ważniejsze niż instynkt, czy też charyzma szkoleniowca?

– Trzeba to traktować na równi. Trenerzy otrzymują bardzo dużo informacji, ale musimy sobie radzić z ich selekcją. Musimy wiedzieć, czy dana statystyka jest dla nas wartościowa w danym momencie. Bazując na pewnym doświadczeniu, instynkcie, można wygrać więcej niż wtedy, gdy kierujemy się statystykami. Technologia jest kolejnym narzędziem, który ma pomóc w prowadzeniu zespołu. Nie jest sztuką ‘”zasypać” trenera informacjami, które nic nie wnoszą.

Czy jest w naszej lidze zawodnik, który mimo dobrego skautingu ze strony trenerów, i tak jest nie do „zatrzymania”?

– Takim zawodnikiem jest chociażby Ivan Almeida. Można opisać jego sposób gry, ale i tak Ivan zdobywa „swoje” punkty. Nie ma możliwości zatrzymania go, co najwyżej ograniczenia jego poczynań na parkiecie. Myślę, że nam się to udało.

Pewnie teraz jest zdecydowanie za wcześnie na odpowiedź na to pytanie, ale czy twoim celem jest zasiąść w przyszłości w na ławce w charakterze pierwszego trenera?

– Na pewno chciałbym zostać w przyszłości pierwszym trenerem na poziomie ekstraklasy. Ale wiem też, że przede mną jest jeszcze bardzo dużo pracy. Muszę się dużo uczyć, wiele przeżyć, bo doświadczenie jest bardzo ważne. Pracuję krótko, zobaczymy, czy się sprawdzę teraz w roli asystenta. Wiem, że ciężka praca się obroni.  

źródło: polpharmabasketball.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved