Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Łukasz Koszarek: Liczy się tylko zwycięstwo w finale

Łukasz Koszarek: Liczy się tylko zwycięstwo w finale

fot. Tomasz Browarczyk/Enea Zastal

Osiem medali mistrzostw Polski, pięć tytułów, gra w Eurolidze, zwycięstwo z najlepszą drużyną w Europie. Łukasz Koszarek pożegnał się z Zieloną Górą. Reprezentant Polski przeniósł się do Legii Warszawa. Teraz przygotowuje się do turnieju kwalifikacyjnego w Kownie. – Pojedziemy tam bojowo nastawieni. Chcemy dokonać czegoś wielkiego – powiedział w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Za panem najtrudniejsza decyzja w karierze?



Łukasz Koszarek: – Na pewno, bo wcześniej bywałem w klubach rok, dwa, trzy. Średnio wychodziło po dwa. W Zastalu spędziłem dziewięć sezonów. Bardzo się zżyłem z miastem, ludźmi pracującymi w klubie i kibicami. Decyzja nie była łatwa. Życie idzie do przodu i musiałem wziąć to, co było najlepsze.

Czym Legia przebiła ofertę Zastalu?

– Nie można tego tak porównywać. Legia ma kilka atutów. Trener Wojciech Kamiński jest jednym z nich. Dużo rozmawiałem z prezesem Jarosławem Jankowskim, który jest bardzo ambitny. Widziałem, że ich ostatni sezon ma być dopiero początkiem czegoś fajnego. To bardzo mi się spodobało.

Dlaczego zdecydował się pan na zmianę klubu? Wydawało się, że Zastal nie może istnieć bez Koszarka.

– Nigdy zawodnik nie jest większy od klubu. To miłe, ale kurtuazyjne słowa. Nie zgadzam się z nimi. Zastal na pewno sobie poradzi. W pewnym momencie, będąc w moim wieku, trzeba poszukać nowych wyzwań. Liczba meczów i wyjazdy na VTB trochę przerażają. Niełatwo przetrwać taki sezon. Ważne jest też zadowolenie i szczęście z gry.

Nie przekonała pana nawet propozycja gry tylko w domowych meczach VTB.

– Rozmawialiśmy o tym, ale w karierze już byłem w podobnej sytuacji. Jeden zawodnik nie trenował, a grał tylko w meczach. Wiem, że to nie jest dobre dla drużyny. Wszystko pięknie wygląda na papierze. Prawdziwe życie potrafi dać w kość. Wtedy wszystko mogłoby się źle potoczyć. Dla klubu i dla mnie. Myślę, że koniec końców byłoby to złe.

Zakończył się jeden z dłuższych okresów w polskiej klubowej koszykówce. Jak będzie pan wspominał grę w Zielonej Górze?

– To był piękny czas. Sukcesów było dużo więcej niż porażek. Wywalczyliśmy pięć złotych medali. Wiem, że będę miał ten okres w sercu do końca życia. Teraz mamy inne czasy w sporcie. Nie ma już Macieja Zielińskiego, który całą karierę spędził w Śląsku. Te czasy nie wrócą. Czuję z tego powodu dumę i cieszę się, że tak długo byłem w Zastalu. Wszystko sprawiło mi wiele radości.

Mistrzostwa Polski, gra w Eurolidze, mecze z Barceloną, zwycięstwa z Panathinaikosem czy CSKA. Który moment był najważniejszy?

– Mistrzostwa, bo to niezapomniane chwile. Na koniec sezonu po zdobyciu złota masz poczucie, że był to udany rok.

Pojawiały się momenty zwątpienia?

– Było sporo „przebojów”, ale o złych rzeczach się nie pamięta. Chce się myśleć tylko o dobrych chwilach.

Jak przez te lata układała się relacja z Januszem Jasińskim? Lekkie ochłodzenie waszych kontaktów w ostatnim czasie było jednym z powodów odejścia?

– Nie mogę powiedzieć, że nasze stosunki się zmieniły. Może wcześniej częściej rozmawialiśmy, ale ostatnio nie zmieniły się na niekorzyść.

Klub już się z panem rozliczył?

– Wszystko to, co do tej pory założyliśmy, jest w miarę realizowane. Sytuacja na tę chwilę jest dobra.

Dlaczego wybrał pan Warszawę, a nie Sopot?

– Bardzo negatywnie rozmawiamy (śmiech). Wolę powiedzieć, dlaczego Legia. Bardzo szanuję ludzi z Trefla. Z nimi również byłem w kontakcie. Krzysztof Roszyk i Marcin Stefański są moimi przyjaciółmi. Dobrze znam się z Tomkiem Kwiatkowskim. Przede mną natomiast wiele wyzwań w Warszawie.

Jakich?

– Po ostatnim sukcesie chcemy zadomowić się w czołówce i spróbować zrobić kolejny krok. Legia zagra najprawdopodobniej w FIBA Europe Cup i to też będzie nowość.

Łukasz Koszarek przyszedł do Warszawy, aby dać Legii upragniony medal?

– Sam Koszarek nie może niczego zagwarantować. Mam nadzieję, że stworzymy dobry zespół, który w każdym spotkaniu powalczy o zwycięstwo. Teraz jest czas na znalezienie jak najlepszej grupy ludzi. Ciężko powiedzieć, co się wydarzy. Składy rywali są dopiero budowane. Z każdej strony Polski słychać, że większość ekip będzie miała wyższy budżet. Rywalizacja powinna być ciekawsza i chyba mocniejsza niż w poprzednim roku. Wszystko przed nami. Wyzwania są w sporcie bardzo ważne.

Dużo ostatnio się u pana dzieje. Udało się naładować baterie i odpocząć przed zgrupowaniem kadry?

– Zdążyłem odpocząć. Był to mój pierwszy urlop od dłuższego czasu i w tym sezonie chyba ostatni. Po zgrupowaniu kadry zaraz zaczną się przygotowania do nowego sezonu. Myślę, że naładowałem baterie na tyle, na ile się dało. Teraz czas na powrót do ciężkich treningów.

Jak podobał się Meksyk?

– Pierwszy raz tam byłem i kraj bardzo się podobał. Mieliśmy świetną pogodę. Oprócz leżenia na słońcu można było coś pozwiedzać.

Czuje pan na plecach oddech młodzieży? Rywalizacja o miejsca w kadrze jest wyjątkowo ciekawa.

– Zawsze jest więcej kandydatów niż miejsc w kadrze. O to w tym wszystkim chodzi. Zespół już teraz przechodzi transformację. Mike Taylor świetnie wpuszcza dużo młodej, głodnej i świeżej krwi. Miesza zawodników doświadczonych z młodością. Myślę, że ten proces przebiega dobrze.

Sporo sparingowego grania przed wami. Nad czym najmocniej pracujecie od początku zgrupowania?

– Przede wszystkim taktyka, obrona i kondycja. Dużo czasu poświęcamy na treningi siłowe. Do najważniejszych spotkań pozostało jeszcze dużo czasu. Każdy przyjechał inaczej przygotowany, bo w innym terminie skończył sezon. Teraz trzeba złapać rytm. Po to właśnie są sparingi. Wszyscy musimy być w podobnej formie.

Oglądaliście ostatni mecz Dallas Mavericks – Los Angeles Clippers. Kibicowaliście Luce Donciciowi?

– Nie. Kibicowaliśmy dobrej koszykówce. Niektórzy oglądali mecz w pokojach, inni na dole, na większym ekranie. To było świetne spotkanie.

Słowenia, Litwa, Polska. Najprawdopodobniej ktoś z tego grona pojedzie na igrzyska. Co trzeba zrobić, aby pokonać te silne ekipy, mające w składzie gwiazdy NBA?

– Trzeba zagrać najlepszy mecz w życiu. Musimy się dobrze zgrać, skoncentrować na sobie, żeby dopracować każdy detal. Mamy tu świetne warunki. Nie musimy nigdzie podróżować. Rozegramy wiele sparingów przed polską publicznością. Jest dużo czasu, aby zadbać o szczegóły. Mocno wierzę, że odpalimy w Kownie. Taki jest plan!

Przeciwko Donciciowi graliście w 2007 roku. Pamięta pan tamto spotkanie?

– Tak. Przegraliśmy wtedy w pierwszym meczu EuroBasketu. Wtedy Doncić nie był jeszcze takim graczem, jak teraz. Przez te lata świetnie się rozwinął. W tamtym starciu to Goran Dragić wyrządził nam najwięcej krzywdy.

Rozmawiał już pan z Edo Muriciem?

– Nie, jeszcze nie. Na razie skupiamy się na sobie i naszej grze. Chcemy krok po kroku budować własne fundamenty. Dopiero potem zajmiemy się rywalami.

Pokonanie Słowenii grającej w najsilniejszym składzie smakowałoby wybornie?

– Na pewno, chociaż z drugiej strony najważniejszy jest awans. Pojedyncze zwycięstwa nic nie dadzą. Liczy się tylko wygrana w finale.

Koszykarze 3×3 już zapewnili sobie ten awans. Fajnie byłoby się z nimi spotkać w Tokio i takim akcentem ukoronować swoją karierę?

– Chłopakom z 3×3 należą się wielkie gratulacje. Osiągnęli ogromny sukces. Zasłużyli na awans i wyjazd do Tokio. My mamy przed sobą trochę trudniejsze zadanie do wykonania, ale będziemy starali się dać z siebie wszystko to, co najlepsze. Pojedziemy tam bojowo nastawieni i chcemy dokonać czegoś wielkiego.

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved