Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Łukasz Kolenda: To my będziemy nadawać tempo gry, a nie przeciwnik

Łukasz Kolenda: To my będziemy nadawać tempo gry, a nie przeciwnik

fot. fiba.basketball

– Mimo ciężkich sytuacji zawsze patrzyłem na pobyt we Wrocławiu z perspektywy nauki i zbierania doświadczenia – mówi 22-letni zawodnik reprezentacji Polski i Śląska Łukasz Kolenda, który po raz pierwszy jest w kadrze z bratem Michałem. – Rodzice są podwójnie dumni – podkreśla. Drużyna przygotowuje się do meczów z Izraelem i Niemcami w eliminacjach mistrzostw świata.

Jest pan po pierwszym treningach z nowym trenerem reprezentacji Polski Igorem Miliciciem. Jakie wrażenia?



Łukasz Kolenda:Bardzo pozytywne. Na pewno mamy sporo nowych informacji do zapamiętania. Nie jest to takie przyjemne, ale odnajdujemy się w tym. Trener to bardzo uprościł.

Różni się swoim stylem i filozofią od poprzednika Mike’a Taylora. Dużo się zmieniło w otoczce, atmosferze kadry?

– Ciężko na razie stwierdzić, czy jest duża zmiana, bo odbyliśmy niewiele treningów. Będzie to można ocenić po dłuższym czasie, ale myślę, że na pewno będzie inaczej. Czy gorzej czy lepiej – to już czas zweryfikuje i przede wszystkim wyniki.

Po raz pierwszy jest pan na zgrupowaniu z debiutującym starszym bratem Michałem. Zadawał i zadaje dużo pytań?

– Więcej pytałby, gdyby nie było nowej kadry i nowego trenera. Wtedy wprowadziłbym go do zespołu. Byłem wcześniej w reprezentacji, ale teraz zaczynamy z tego samego poziomu.

Gra z bratem w kadrze i to jeszcze we wciąż stosunkowo młodym wieku to spełnienie marzeń? Wyobrażaliście sobie taką chwilę w początkach kariery?

– Tak. Pamiętam, że kiedyś oglądaliśmy kadrę z Mateuszem Ponitką i Przemysławem Karnowskim stawiającymi w niej pierwsze kroki. Dzisiaj jesteśmy tutaj i fajnie się ta historia zapętliła. Na pewno to spełnienie marzeń. Nasi rodzice są podwójnie dumni.

W pierwszym meczu w Izraelu pewnie nie bylibyście faworytem nawet w pełnym składzie, a osłabieni tym bardziej nie. Czujecie się dobrze w tej roli? Mało kto na was liczy w tym spotkaniu.

– Podejrzewam, że tak może być. My jako zawodnicy o tym nie myślimy. Skupiamy się na tym, by dobrze się zaprezentować. Nie mamy dużo czasu, by przerobić na treningach to, co chcemy, ale po to są te mecze, by wyciągać błędy, wnioski i się uczyć z tego.

Trener Milicić mówił, że macie przede wszystkim grać bardzo agresywnie.

– Tak. Kadra ma być bardzo agresywna w obronie i ataku. To my będziemy nadawać tempo gry, a nie przeciwnik. Taki jest plan.

Pod nieobecność A.J. Slaughtera i Łukasza Koszarka zwolniła się rola pierwszego rozgrywającego. Widzi pan dla siebie szansę?

– Rozmawiałem z trenerem i powiedział, żebym bardziej się skupił na pozycji numer 2 i ewentualnie na pozycji numer 1.

Przeniósł się pan przed tym sezonem do Śląska Wrocław, który zaczął słabo i po kilku tygodniach sezonu zmienił trenera. Pojawiły się myśli „w co ja się wpakowałem?”?

– Nie. Od początku nie pozwalałem wbić sobie do głowy, że czuję się źle w tym miejscu. Mimo ciężkich sytuacji zawsze patrzyłem na to z perspektywy nauki i zbierania doświadczenia. Uważam, że mimo trudnego początku to był genialny pomysł, by przenieść się do Śląska. Bardzo dużo się nauczyłem, spojrzałem na koszykówkę z totalnie innej strony. Gram w EuroPucharze, mam możliwość doświadczenia gry na wyższym poziomie.

Mimo tego, że był pan w kadrze już od kilku lat to dla pana właściwie pierwsza przygoda z tak dobrą koszykówką.

– W reprezentacji nie miałem dużej roli. Mogłem doświadczyć jak to wygląda, ale bardziej z perspektywy kibica, a nie gracza. Nie biorę pod uwagę meczy sparingowych.

Różnicę poziomów było widać w ligowym meczu z Legią Warszawa, która jest niepokonana w Pucharze Europy FIBA, a z wami u siebie przegrała.

– Tak jak mówię – polskiej ligi do EuroPucharu nie ma co porównywać. Inni zawodnicy, gra, poziom, wszystko.

Przegraliście w EuroPucharze wszystkie pięć dotychczasowych spotkań. Jak na to reagują w klubie? Zrobiło się nerwowo?

– Na pewno. Ostatni mecz we Włoszech (w Trydencie) powinniśmy wygrać, ale przez błędy w końcówce nie byliśmy w stanie dowieźć zwycięstwo. To samo było we Francji z mocną drużyną (Boulogne Metropolitans 92) przegraliśmy tak naprawdę ostatnim rzutem. Nie jesteśmy gromieni, ale mamy mecze, które możemy wygrywać. Szkoda, że nie bierzemy tych szans, bo nie będzie ich dużo.

Prowadzi was teraz Andrej Urlep i na początku pomysł zatrudnienia wiekowego trenera wydawał się nawet lekko absurdalny, a jednak wasza gra się poprawiła.

– Tak. Mamy cztery zwycięstwa z rzędu w polskiej lidze. Zmiana jest duża, widać to gołym okiem. My jako zawodnicy na boisku czujemy się zdecydowanie lepiej i to jest fajne. Każdy z nas może pokazać coś więcej niż wcześniej mogliśmy.

Jak się panu pracuje z trenerem Urlepem, który od ponad 20 lat jest kojarzony z porywczym charakterem? Choć pan może tego nie pamiętać…

– Mnie jeszcze nie było na świecie, gdy zaczynał w Polsce. Mogę się wypowiedzieć tylko pozytywnie. To trener, który jasno powie, żeby zrobić to, to i to. Jeśli czegoś nie zrobisz, to po prostu nie grasz. Dotyczy to wszystkich. Jeśli czegoś oczekuje i to robisz, to grasz, bo to forma nagrody.

To prawda, że macie bardzo intensywne treningi i prawie brak dni wolnych?

– Jeżeli mamy możliwość zrobienia intensywnego treningu, to taki jest. Ale jeżeli jest mecz, potem wyjazd, kolejny mecz, to treningów jest sporo, ale nie są intensywne.

Czyli nie czuje się pan zmęczony, mówiąc potocznie „zajechany”?

– Nie. Na początku pracy trenera Urlepa mieliśmy jeszcze tylko jeden mecz w tygodniu w polskiej lidze i wtedy zdarzały się treningi po cztery godziny. Ciężko było to utrzymać w nogach. Potem przyzwyczailiśmy się do tego, poza tym zaczęliśmy grać na dwóch frontach.

Rozmawiał Jakub Wojczyński – Przegląd Sportowy

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-11-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved