Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Luis Scola kontra Pau Gasol – starcie weteranów

Luis Scola kontra Pau Gasol – starcie weteranów

fot. nba.com

Są symbolami złotych koszykarskich pokoleń w Hiszpanii i Argentynie. Mają worki medali z największych światowych imprez, mają też po 41 lat. Starzeją się jednak pięknie, tak samo jak grają. W czwartek Pau Gasol i Luis Scola po raz kolejny spotkają się na parkiecie.

– Na miłość boską, proszę, proszę, proszę – nie wyglądaj staro – powtarza codziennie rano Luis Scola, gdy staje przed lustrem. Nie ma już długich, czarnych włosów, które lśniły na boiskach w poprzednich dekadach. Teraz krótko przycięta fryzura Argentyńczyka pobłyskuje już srebrem i sugeruje zbliżający się koniec kariery, ale powtarzające się pytania o to, ile jeszcze będzie grał, Luis zbywa tym samym stwierdzeniem. – Dopóki będę czuł z tego radość, dopóki zdrowie pozwoli.



Pau Gasol też niczego nie planuje, co ma być to będzie. – Nie będę grał wiecznie, kiedyś to się musi skończyć. Interesują mnie też inne rzeczy. Nie chcę być zamknięty w małym pudełku. Nie chcę być też w dużym pudle. Chcę być otwarty – mówił już kilka lat temu, wykraczając poza koszykówkę, Hiszpan. Ale to nic dziwnego, jego horyzonty są szerokie, Phil Jackson nazwał go kiedyś koszykarzem renesansowym.

Ich gra jest podobna i, w największym skrócie, opiera się na finezji i technice pokazywanymi w zatłoczonym polu trzech sekund. Gasol i Scola, mimo odpowiednio 216 i 206 cm wzrostu, nigdy nie byli podkoszowymi bestiami, nie dominowali nad rywalami pod względem fizycznym. Ale świetnie poruszali się na nogach, potrafili prześlizgnąć się pod obręcz w tłumie rywali, wyjątkowych graczy czyniły z nich także inteligencja i spryt. Teraz, po latach gry na najwyższym poziomie, Gasol i Scola są też zawodnikami wyjątkowo doświadczonymi. Koszykówka się zmienia, gra przyspiesza, a oni – choć sami zwalniają – wciąż potrafią zagrać znakomicie.

Urodzili się w 1980 roku. Scola – 30 kwietnia w Buenos Aires, Pau – 6 lipca w Barcelonie. Obaj mieli dwoje rodzeństwa – Luis dwie siostry, Silvinę i Marię Elenę, a Pau dwóch braci, Marca i Adrię. Pochodzili ze sportowych rodzin, ale na drogę do wielkiej kariery wchodzili z różnym impetem.

Argentyńczyk od małego marzył o grze w NBA. Jako dziecko pasjonował się amerykańską ligą od początku lat 90. – najpierw skupował od znajomych kasety z nagrywanymi meczami w USA, w 1992 roku finał Chicago Bulls – Portland Trail Blazers oglądał już na żywo, w kablówce. Pierwszy kontrakt podpisał jako nastolatek, w seniorskiej drużynie Ferro Carril Oeste debiutował już w wieku 15 lat, a trzy lata później poleciał grać do Hiszpanii. Podpisał umowę z Tau Ceramicą Vitoria – przez dwa pierwsze sezony był wypożyczany do słabszych klubów, ale już w wieku 20 lat zaczął grać w Vitorii w Eurolidze.

Pau do koszykówki przekonywał się dłużej. Najpierw trenował piłkę nożną, potem chciał być lekarzem – w 1998 r. poszedł na medycynę na Uniwersytecie Barcelońskim. – Najbardziej lubiłem chodzić do laboratorium, mieć możliwość pracy z ludzkim ciałem, badać zwłoki. To fascynujące, jak jesteśmy zbudowani, czym się staniemy – mówił po latach. Równocześnie jednak rósł, robił postępy pod koszem i przebijał się do pierwszego zespołu Barcelony. W sezonie 2000/01 rzucał po 11,3 punktu oraz miał po 5,2 zbiórki na mecz. Dla porównania – Scola w tych samych rozgrywkach miał średnio 11,7 punktu oraz 4,7 zbiórki. Niemal identycznie, jednak w wyimaginowanym wyścigu do wielkiej kariery na prowadzenie wyszedł wówczas Pau – w 2001 roku został MVP turnieju o Puchar Króla. Barcelona zdobyła trofeum, a Gasol – uznanie klubów NBA. Został wybrany z trzecim numerem draftu, trafił do Memphis Grizzlies.

Grał w Ameryce przez 18 lat. Zdobył dwa tytuły mistrza NBA z Los Angeles Lakers grając u boku Kobe Bryanta i u trenera Phila Jacksona. Sześć razy wystąpił w Meczu Gwiazd, w sumie rozegrał w NBA 1362 spotkania. Pod tym względem Scola nie może się z nim równać – w drafcie wybrano go w 2003 roku, ale na amerykańskie parkiety Argentyńczyk wszedł dopiero cztery lata później. Spędził na nich 10 sezonów, zagrał w 791 meczach. Ale nigdy nie trafił do zespołu, który zaszedłby do finału ligi.

Ich ścieżki wielokrotnie krzyżowały się w NBA, ale zdecydowanie najciekawsze kolizje miały miejsce na wielkich światowych imprezach. W wieku 22 lat debiutowali na mistrzostwach świata w Indianapolis. Gasol był szóstym strzelcem turnieju ze średnią 16,1 punktu, ale to Scola cieszył się z medalu. Argentyńczycy dotarli do finału, w którym dopiero po dogrywce przegrali 77:84 z Jugosławią – Scola zdobył w tym meczu 11 punktów. Dwa lata później, podczas igrzysk w Atenach, Pau i Luis zagrali przeciwko sobie w grupie – Hiszpanie pokonali Argentynę 87:76. Gasol zdobył 26 punktów i miał osiem zbiórek, Scola zdobył odpowiednio 28 i dziewięć. Hiszpanie zaczęli tamten turniej znakomicie, wygrali wszystkie mecze w grupie, ale w ćwierćfinale trafili na Amerykanów i odpadli.

Argentyńczycy pisali natomiast w Atenach wielką historię. Na USA trafili w półfinale i pokonali ich 89:81 – było to ich wielkie osiągnięcie, nawet jeśli Amerykanie rozgrywali najsłabszy turniej na przestrzeni kilkudziesięciu lat. W meczu o złoto rozpędzona Argentyna wygrała 84:69 z Włochami. Ich złoto było sensacją, na koszykarskiej mapie nagle pojawiło się nowe mocarstwo, wielu graczy z tamtej drużyny – z Manu Ginobilim na czele – zrobiło potem wielkie kariery. Wśród nich był rzecz jasna Scola, który w finale w Atenach zagrał znakomicie – do 25 punktów dodał 11 zbiórek. Gasolowi, na osłodę, pozostał tytuł króla strzelców – zaliczał średnio po 22,6 punktu na mecz.

Przez następne kilkanaście lat Argentyna i Hiszpania regularnie spotykały się w wielkiej koszykarskiej grze. Obie reprezentacje stawały obok siebie na podium, rozgrywały świetne mecze, ich rywalizację śledził cały świat. Gasol i Scola skakali razem do podrzutu sędziowskiego, pokazywali kunszt w bezpośrednich pojedynkach, mijali się w tabelach klasyfikacji strzelców. Cieszyli się i płakali naprzemiennie.

Wyjątkowy pod tym względem był półfinał mistrzostw świata w 2006 roku w Japonii. Emocjonujący mecz, w którym Hiszpanie pokonali Argentynę 75:74, ze łzami w oczach kończyli obaj. Scola, bo zagrał słabiej i przegrał, a Gasol dlatego, że złamał nogę. Kontuzji doznał półtorej minuty przed końcem – po faulu na nim zdołał jeszcze trafić dwa wolne z grymasem na twarzy, ale potem utykając zszedł z boiska. Do szatni musieli znieść go koledzy. W finale oczywiście nie zagrał, ale Hiszpania rozgromiła wówczas Grecję 70:47. Argentyna skończyła turniej na czwartej pozycji.

I jaka szkoda, że 13 lat później, podczas mistrzostw świata w Chinach, Gasol i Scola nie mogli spotkać się po raz kolejny – tym razem w finale. Luis, w wieku 39 lat, rozgrywał fantastyczny turniej. Grał tak, jakby znów był rok 2004, wychodziło mu na parkiecie wszystko, był oczywistym wyborem do najlepszej piątki mistrzostw. Ale Pau był wówczas kontuzjowany – urazu doznał kilka miesięcy wcześniej, w marcu 2019 roku. To właśnie wtedy rozegrał swój ostatni mecz w NBA. Mistrzostwo świata ostatecznie zdobyła Hiszpania, ale dla Argentyńczyków srebro też było sukcesem – przed turniejem niewielu stawiało, że dojdą aż tak daleko.

Gasol kontuzję wyleczył, by jak najlepiej przygotować się do igrzysk wrócił do Barcelony, zdobył z nią swoje trzecie mistrzostwo Hiszpanii. Scola po dwóch sezonach gry w Chinach też wrócił do Europy, do Włoch. Teraz obaj są w Tokio – tak, jak byli w Atenach, Pekinie, Londynie i Rio de Janeiro, często w wyjątkowych rolach. Gasol był hiszpańskim chorążym w 2012 roku, Scola niósł argentyńską flagę w 2016.  – Musiałbyś go zastrzelić, by uniemożliwić mu występ na igrzyskach – powiedział niedawno o Scoli Ginobili, były znakomity kolega Luisa z reprezentacji. Kibicom Argentyny trudno wyobrazić sobie ich zespół bez Scoli, który zdobywał dla niego punkty w czterech dekadach, bo przecież w reprezentacji debiutował jeszcze w latach 90. XX wieku.

Hiszpan też jest niezłomny. Pau Gasol w 2015 roku w fantastyczny sposób poprowadził zespół do kolejnego złota mistrzostw Europy. Miał wówczas 35 lat i wydawało się, że koniec jego kariery jest bliski. Minęło sześć lat, a Gasol wciąż gra. I nawet jeśli nie jest graczem wiodącym, pierwszoplanowym, to w gronie hiszpańskich gwiazd jest jak amulet, którego obecność ma zagwarantować drużynie kolejny medal. Tych medali Pau ma aż 11 – dwa srebrne i brązowy z igrzysk, złoto mistrzostw świata oraz siedem krążków z EuroBasketu, w tym trzy złote. Scola medali ma jeszcze więcej – złoto i brąz z igrzysk, dwa srebrne medale mistrzostw świata oraz dziewięć krążków z mistrzostw Ameryki Południowej, w tym dwa złote. W sumie – aż 13 medali.

Pięć lat temu, po igrzyskach w Rio, Scola pytany o występ w Tokio żartował, że będzie szczęśliwy, jeśli w 2020 roku będzie wciąż mógł chodzić. Dziś wciąż biega, skacze, trafia. – Nie przyjechałem do Tokio z myślą, że to dla mnie turniej pożegnalny. Nie myślę o tym, by w epicki sposób zakończyć tu karierę. Nie wiem nawet, czy po turnieju podejmę taką decyzję, po prostu o tym nie myślę. Chcę być w dobrej formie, chcę pomagać drużynie wygrywać mecze, chcę być liderem dla kolegów – mówi Scola.

Gasol – lecząc kontuzję i przygotowując się do występu w Tokio – myślał o Kobe Bryancie. Tragicznie zmarły Amerykanin nazywał Hiszpana bratem, ich relacje były serdeczne, głębokie. W pewnym sensie obaj wzorowali się na sobie. – Kobe zawsze walczył i pokonywał kolejne granice. Przezwyciężał kontuzje, walczył z bólem, z dyskomfortem. Był niezłomny, zdyscyplinowany, także wtedy, gdy wracał po urazach. Podczas rehabilitacji wciąż miałem go przed oczami – mówił niedawno Hiszpan. W czwartek my będziemy mieć przed oczami Pau Gasola i Luisa Scolę. Można powiedzieć, że jak zwykle przy okazji wielkich koszykarskich turniejów w XXI wieku.

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Igrzyska Olimpijskie

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-07-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved