Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Krzysztof Szubarga: Głęboko wierzę, że będę mógł jeszcze pomóc drużynie

Krzysztof Szubarga: Głęboko wierzę, że będę mógł jeszcze pomóc drużynie

fot. Mariusz Mazurczak/Asseco Arka

– Nie mam ściśle określonych zadań, które musiałbym bezwzględnie wykonywać. Pomagam sztabowi, udzielając porad w trakcie treningów czy podczas meczów. Trener Blechacz pyta mnie o opinię na dany temat, a ja opowiadam mu, jak to wygląda z perspektywy parkietu. W rolę asystenta wchodzę małymi kroczkami – mówi Krzysztof Szubarga, który powraca powoli do zdrowia i pełni rolę asystenta trenera Asseco Arki Gdynia.

Jak plecy? Rozpoczął pan już rehabilitację?



Krzysztof Szubarga:Jest lepiej niż dwa tygodnie temu. Wszystko powoli zmierza w dobrym kierunku. Dopiero rozpoczynamy rehabilitację. Na razie skupialiśmy się na opanowaniu stanu zapalnego, co przyniosło oczekiwane skutki, bo ból w pewnym stopniu „ucichł”. Jest nieźle, ale mam nadzieję, że wkrótce będzie jeszcze lepiej.

Czy w takim razie jest szansa na pana powrót na parkiet jeszcze w tym sezonie?

– Wszystko zależy od reakcji pleców na stopniowe wprowadzanie obciążeń. Ciężko o wskazywanie konkretnych terminów, ale głęboko wierzę, że w którymś z ważnych spotkań będę mógł jeszcze pomóc drużynie.

Na pana powrót bardzo liczą gdyńscy kibice. Asseco Arka bez swojego lidera na boisku to kompletnie inny zespół.

– Pozycja rozgrywającego jest jedną z najważniejszych w zespole. Moim kolegom nie jest łatwo funkcjonować bez podstawowych graczy, w tym bez podstawowego kreatora. Obowiązki rozgrywania akcji spoczywają na barkach innych zawodników – Jakuba Kobla czy Mateusza Kaszowskiego. Ostatnio dołączył do nas także Karlo Vragović, który wciąż zapoznaje się z naszą taktyką i systemem. Jestem przekonany, że lada moment gra, zarówno jego, jak i całej drużyny, ulegnie poprawie i będziemy lepiej prezentować się na boisku.

W waszym ostatnim meczu przeciwko Legii Warszawa rekord wszech czasów występów w ekstraklasie pobił Filip Dylewicz. Dobrze się dogadujecie?

– Filip jest bardzo pozytywnie nastawioną osobą, to dobry duch drużyny. Myślę, że każdy, kto go zna, wypowiedziałby się o nim w podobny sposób. Prywatnie jest moim dobrym kolegą, kimś, z kim mogę porozmawiać właściwie o wszystkim. Z kolei na boisku, nawet pomimo swojego numeru PESEL, Filip potrafi grać pierwsze skrzypce w drużynie ekstraklasowej i dawać przykład młodym, za co należy mu się ogromny szacunek.

Kilka lat występował pan w zespołach razem z Przemysławem Frasunkiewiczem, do niedawna trenerem Asseco Arki. Co zapamiętał pan z tych sezonów?

– Przemysława Frasunkiewicza poznałem na początku swojej kariery, za czasów gry w Inowrocławiu. Wówczas nie mogłem liczyć na wiele minut w rotacji, dopiero wkraczałem w seniorską koszykówkę. Byłem raczej uzupełnieniem składu. Potem spotkaliśmy się we Włocławku [w sezonie 2012/13]. Niestety, w decydującej fazie obaj złapaliśmy kontuzje i nie mogliśmy brać udziału w meczach o najwyższą stawkę. Ostatecznie wylądowaliśmy tuż poza podium. A szkoda, bo według mnie dysponowaliśmy wtedy naprawdę mocnym składem, który mógł przynajmniej awansować do finału.

A jak układały się wasze relacje, gdy Frasunkiewicz był już pana trenerem?

– Nie zważaliśmy na to, że kiedyś byliśmy kolegami z zespołu. To była w pełni profesjonalna współpraca. Byliśmy świadomi tego, że role się zmieniły. Ja starałem się w stu procentach wykonywać nakreślone przez niego założenia, natomiast trener Frasunkiewicz traktował mnie na równi z resztą drużyny. Gdy trzeba było chwalić, chwalił, ale gdy trzeba było krzyknąć, nie wahał się podnosić głosu. Nie było żadnej taryfy ulgowej, każdy miał do wykonania swoją robotę. Trener to trener, zawodnik to zawodnik.

Co po objęciu stanowiska pierwszego trenera zmienił Piotr Blechacz? Zmieniło się wiele?

– Raczej nie. Nowy trener wprowadził drobne korekty, które zrodziły się w jego głowie i są wynikiem jego pomysłu na zespół. Udoskonaliliśmy defensywę, wyćwiczyliśmy kilka nowych zagrywek w ataku, ale nic poza tym. To nie jest odpowiedni czas na wywracanie całego systemu gry do góry nogami.

W wyniku roszad na ławce trenerskiej został pan włączony do sztabu szkoleniowego. Jakie ma pan obowiązki?

– Nie mam ściśle określonych zadań, które musiałbym bezwzględnie wykonywać. Pomagam sztabowi, udzielając porad w trakcie treningów czy podczas meczów. Trener Blechacz pyta mnie o opinię na dany temat, a ja opowiadam mu, jak to wygląda z perspektywy parkietu. W rolę asystenta wchodzę małymi kroczkami.

Rozmawiał Miłosz Romański – więcej w serwisie trojmiasto.wyborcza.pl

źródło: trojmiasto.wyborcza.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-01-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved