Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Koszykarze Asseco Arki Gdynia będą do końca walczyć o utrzymanie?

Koszykarze Asseco Arki Gdynia będą do końca walczyć o utrzymanie?

fot. Andrzej Romański - plk.pl

Mimo fatalnych wyników w ostatnich miesiącach ligowa sytuacja koszykarzy Asseco Arka Gdynia jeszcze nie wygląda dramatycznie. Coraz częściej słychać jednak głosy, że gdynianie to obecnie główny kandydat do spadku. Czy żółto-niebieskim faktycznie grozi degradacja z ekstraklasy? Kto lub co odpowiada za ciężką sytuację kadrową zespołu? Pytań przybywa, a czasu do końca sezonu coraz mniej.

Ciężko znaleźć choć jeden pozytyw w obecnej sytuacji Asseco Arki Gdynia. Do końca sezonu wykluczony z gry jest najczęściej punktujący zawodnik – Przemysław Żołnierewicz. Z bólami kręgosłupa wciąż zmaga się kapitan drużyny Krzysztof Szubarga. I mimo że popularny „Szubi” wrócił już na parkiet, ryzyko odnowienia się jego urazu i ponownej wymuszonej przerwy jest duże. Mecze z jego udziałem trzeba zatem wykorzystać maksymalnie, bo pod jego nieobecność gdynianie tracą zdecydowaną większość mocy uderzeniowej. W 7 spotkaniach, w których drużyna musiała sobie radzić bez swojego lidera, średnia liczba zdobywanych przez nią punktów wyniosła… zaledwie 68! Taki wynik to na poziomie ekstraklasy katastrofa. Bez Szubargi za rozgrywanie akcji odpowiadać mieli: niedoświadczeni na najwyższym szczeblu Mateusz Kaszowski i Michał Pluta, bądź koszykarze grający nominalnie na innych pozycjach, jak Przemysław Żołnierewicz czy zwolniony niedawno Wojciech Czerlonko. Stąd tak kiepskie zdobycze punktowe.



Start sezonu był w wykonaniu gdynian zaskakująco udany. Po sześciu kolejkach bilans 4-2 odbierano jako duży sukces. Potem nastąpił jednak wyraźny spadek formy oraz wspomniana kontuzja Szubargi. Od początku listopada podopieczni Przemysława Frasunkiewicza zawodzą, przegrywając 7 z 9 meczów. Jedyne zwycięstwa odnieśli z innymi ekipami z dołu tabeli – MKS Dąbrowa Górnicza (85:76) oraz HydroTruckiem Radom (76:70). Co ciekawe, te dwie wygrane pozwoliły im awansować do lutowego turnieju finałowego Pucharu Polski. Po drodze, przetrzebieni kontuzjami, ponosili kompromitujące klęski w Zielonej Górze (58:104) czy Ostrowie Wlkp (54:87). Najboleśniejszy dla kibiców okazał się jednak wyjazd do Starogardu Gdańskiego. Koszykarze znad morza również w tym starciu nie mieli absolutnie nic do powiedzenia i zasłużenie ulegli „farmaceutom” aż 67:102. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Polpharma przed meczem okupowała ostatnią pozycję w tabeli, z zaledwie dwoma wygranymi, a żółto-niebiescy pokazali tego dnia niewiele poza niecelnymi podaniami w aut. Brak determinacji widoczny był też w derbach Trójmiasta z Treflem Sopot. Nie pomógł nawet powrót po urazie kapitana. Asseco Arka wysoko uległa żółto-czarnym 71:100. Nic więc dziwnego, że frustracja gdyńskich fanów sięgnęła zenitu. Klub Kibica opublikował nawet list otwarty do prezesa Sęczkowskiego, w którym prosi o „uratowanie” zespołu.

Do zakończenia rundy zasadniczej EBL pozostało 11 spotkań. Na dziś w walkę o utrzymanie – oprócz gdynian – najbardziej zaangażowane są: HydroTruck Radom (bilans 5-14) oraz Polpharma Starogard Gdański (bilans 4-15). W dolnej części tabeli znajdują się także: Enea Astoria Bydgoszcz, MKS Dąbrowa Górnicza i Anwil Włocławek, ale kadrowo te zespoły wydają się zbyt mocne, aby drżeć o ligowy byt.

Reasumując, coś co jeszcze kilka tygodni temu brzmiało jak herezja, staje się coraz bardziej prawdopodobne. Gdynianie, pozbawieni wzmocnień z zagranicy, prawdopodobnie do ostatniej kolejki nie będą spokojni o ligowy byt. Z powodu kontuzji, ale i kiepskiego rozdysponowania budżetu latem przez osoby odpowiedzialne za budowę składu, Asseco Arce – klubowi zasłużonemu dla polskiej koszykówki – grozi degradacja z najwyższego szczebla. W całym zamieszaniu, jakie powstało wokół zespołu, dużo tracą także kibice. Nie ulega wątpliwości, że fani nie chcą co kolejkę oglądać wysokich porażek swoich ulubieńców.

Trener Frasunkiewicz powtarza, że gra składem, jaki ma do dyspozycji. Na konferencji po meczu z MKS Dąbrowa Górnicza z ust szkoleniowca padło również zdanie: „Nie mam zielonego światła na transfery”. Jednocześnie, w przeprowadzonym przez nas na początku grudnia wywiadzie, prezes klubu Przemysław Sęczkowski wspominał, że nie ingeruje w budowę składu, a za wyniki odpowiada trener. Atmosfera w Gdyni staje się więc napięta. Nic dziwnego, skoro – jak wynika z naszych informacji – tegoroczny budżet klubu wcale nie wygląda tak tragicznie i na pewno nie należy do najniższych w lidze. Powinien on pozwolić przynajmniej na spokojne utrzymanie, a nie szorowanie po dnie tabeli. Odpowiedzialność za tegoroczny kształt składu i – co za tym idzie – totalny impas w ataku pod nieobecność Szubargi, spoczywa więc na barkach sztabu szkoleniowego, co zresztą potwierdzają osoby z klubu. – Za decyzje dotyczące składu i jego formy w pełni odpowiadać będzie trener i to jego będziemy rozliczać z wyników – mówiła przed rozpoczęciem sezonu dyrektor generalny Asseco Arki Małgorzata Rudowska.

– Nie ingeruję w budowę drużyny. Odkąd zostałem prezesem klubu, wyznaję tę samą filozofię. Tegoroczna drużyna to autorska wizja Przemysława Frasunkiewicza. To on odpowiada za to, jak na parkiecie prezentuje się zespół. W Asseco Arce za wyniki odpowiada trener – wspominał w grudniu prezes klubu Przemysław Sęczkowski. Czy w Gdyni znajdą się dodatkowe fundusze, pozwalające na ściągnięcie wartościowych, ogranych na wysokim poziomie graczy i uratowanie się przed spadkiem? Bez tego Asseco Arce może być niezmiernie trudno o jakiekolwiek zwycięstwa.

źródło: trojmiasto.wyborcza.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-01-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved