Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Konrad Witrylak o sytuacji w Zastalu Zielona Góra

Konrad Witrylak o sytuacji w Zastalu Zielona Góra

fot. kibice.net

Konrad Witrylak przez 12 lat był członkiem Rady Nadzorczej w spółce zarządzającej koszykarskim mistrzem Polski z Zielonej Góry. Na początku grudnia związany także z Urzędem Miasta Witrylak niespodziewanie zrezygnował ze stanowiska. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że miało to związek z kłopotami finansowymi Zastalu. – Nie podobało mi się, w jaki sposób były regulowane zaległości. Nie przekazywano nam dokumentów, o które prosiliśmy – mówi na łamach Przeglądu Sportowego.

Dlaczego zrezygnował pan z członkostwa w Radzie Nadzorczej Grono SSA, czyli spółce zarządzającej koszykarskim Zastalem?



Konrad Witrylak: Nie chciałem podawać publicznie powodów rezygnacji, bo wiedziałem, że odejście spowoduje duży szum. Byłem w Radzie Nadzorczej przez 12 lat, byłem kojarzony z sukcesami. Nie chciałem komentować sprawy, ale w obliczu tego, co się wydarzyło w ostatnich dniach muszę zająć stanowisko. Powodem odejścia było to, że nie byłem w stanie się dogadać z przewodniczącym Rady Nadzorczej i właścicielem klubu Januszem Jasińskim. Moje odejście jest odbierane jak wycofanie się miasta Zielona Góra ze wspierania Zastalu. To nieprawda, bo odszedłem ja jako Konrad Witrylak. Prezydent Janusz Kubicki nadal deklaruje pomoc.

W jakich tematach nie mógł się pan dogadać z Jasińskim?

– Nie godziłem się z polityką budowania budżetu i z tym jak traktowano byłych zawodników i trenerów. Nie podobało mi się, w jaki sposób były regulowane zaległości. Nie przekazywano nam dokumentów, o które prosiliśmy. Działalność kontrolna nie była realizowana, skoro dostawałem tabelki z liczbami, a nie dokumenty.

To dlaczego nie zrezygnował pan wcześniej?

– To wcale nie była moja pierwsza próba odejścia z Rady Nadzorczej, było ich kilka. Trwało to kilka lat, za każdym razem pan Jasiński przychodził i przekonywał, żebym tego nie robił i żebym dla dobra klubu wrócił. Rok temu przygotowaliśmy plan naprawczy. Był realizowany, zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Co prawda w skróconym sezonie, ale jednak. Potem dowiedziałem, się, że pan Jasiński za moimi plecami podpisywał ugody i obiecywał zawodnikom dodatkowe premie za ostatni sezon. Opublikowałem informację o rezygnacji na Facebooku w pewnym stopniu dla siebie. Chciałem spalić ten most, bo bałem się, że znowu zmienię zdanie. Liczyłem też trochę na to, że moje odejście wstrząśnie panem Jasińskim i będzie miało dobry wpływ na klub. Ja nie jestem niezbędny. Inny urzędnik albo ktoś wskazany przez miasto może zająć moje miejsce i być wiceprzewodniczącym.

Ale to jednak pan, a nie inny przedstawiciel miasta tak długo zasiadał w Radzie Nadzorczej. Dlaczego?

– 12 lat temu zostałem wydelegowany przez władze miasto. Pan Jasiński wystąpił wtedy z taką prośbą, tłumaczył, że buduje się coś fajnego. Zaczynałem jako działacz w sezonie 2008/2009, gdy karierę koszykarską kończył Paweł Szcześniak.

Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że tak długo nie wiedział pan o rozmiarach problemów finansowych. Przecież to nie były tylko plotki, ale pojawiały się także publicznie znane wyroki sądowe.

– Wielokrotnie prosiliśmy na Radzie Nadzorczej o przedstawienie dokumentów źródłowych. Dostawaliśmy bilans oraz opinię biegłego rewidenta i tam nie było nic strasznego. W sezonie 2018/2019 strata wynosiła 1,1 miliona złotych, pozostałe sezony kończyły się zyskiem. Docierały do nas różne informacje, ale dokumenty mówiły, że jest inaczej. Gdy mówiliśmy, że przecież wydaje się, że powinno być więcej, to słyszeliśmy odpowiedź, że sprawy w trybunałach są w toku i nie można przesądzać.

Czy ja dobrze rozumiem, że do wyroku BAT lub polskiego trybunału pan Jasiński nie traktował niezapłaconych zawodnikom i trenerom pieniędzy jako zaległości i uznawał, że jest z daną osobą w sporze? Mimo regularnych przegranych w trybunale w każdym kolejnym przypadku liczył, że tym razem wygra?

– Tak, a potem podpisywał z zawodnikami porozumienia i znowu uznawał, że nie ma długu. Dopiero przed poprzednim sezonem nagle pokazał w kolejnych tabelkach, że ma do spłacenia 6 milionów złotych.

I co wtedy?

– Zapadła decyzja, że spróbujemy uratować klub. Prezydent Kubicki wyciągnął rękę, ja miałem odpowiadać za wydatkowanie pieniędzy z miasta, które dało wtedy na funkcjonowanie sportu zawodowego zdecydowanie najwięcej. To było 2,8 miliona złotych, wcześniej rocznie przeznaczano między 900 tysięcy a 1,6 miliona. W sumie pieniądze z miasta plus wsparcie jednego sponsora to 4 miliony złotych, które miały wystarczyć na pokrycie bieżących spraw. Reszta wpływów szła na zaległości.

Rozważaliście wtedy wprowadzenie dużych oszczędności i zbudowanie zespołu np. na poziomie środka tabeli, by przez 1-2 chudsze sezony przetrwać i wyjść na prostą pod względem finansowym?

– Nie, to nie było konieczne. Ubiegłoroczny plan naprawczy pozwolił na spłatę kilku milionów w ciągu jednego sezonu i wydawało się, że wszystko szło w dobrą stronę. Gdyby nie okazało się, że pojawiły się nowe zobowiązania i gdyby pan Jasiński nie zaciągnął dodatkowych w poprzednim sezonie, to sytuacja teraz byłaby całkiem dobra.

Ile wynoszą teraz zaległości klubu?

– Nie wiem. Rok temu pan Jasiński powiedział, że to 6 milionów, teraz znowu okazało się, że 6 milionów. Na pytanie, jak to możliwe, że spłacił 4, a z 6 znowu wyszło 6 odpowiedział: to nie jest Monopoly, to prawdziwe pieniądze.

Proponowaliście przeprowadzenie zewnętrznego audytu, po którym byłoby jasne, jak wygląda sytuacja finansowa?

– Proponowałem, ale nie było zgody właściciela.

Jak to argumentował?

– Mówił, że po prostu nie i tyle. Ja uważam, że to byłoby bardzo dobre rozwiązanie. Niezależna od klubu i miasta firma audytorska przejrzałaby dokumenty i pokazała, ile zaległości trzeba spłacić. Wtedy wiedzielibyśmy, jak dużej pomocy pan Jasiński potrzebuje. Być może jednak on sobie jej nie życzy i nie chce, żeby ktoś wtrącał się w jego prywatny biznes.

Skoro miasto miało pomóc w ratowaniu klubu, to chyba jednak warto byłoby wyłożyć karty na stół?

– Tak, ale dla pana Jasińskiego to chyba nie miało znaczenia. Czasem mówił, że jeśli dam milion złotych ze swoich pieniędzy, to będę mógł się wypowiadać. A przecież to on na początku chciał obecności przedstawiciela władz miasta w Radzie Nadzorczej i potem namawiał mnie do pozostania. Po co, jeśli miałbym się nie odzywać?

Czy według pana wiedzy można się spodziewać kolejnych przegranych spraw w BAT?

– Tak. Problem pana Jasińskiego polega na tym, że z większością Polaków grających w ostatnich latach w Zielonej Góry mam naprawdę dobry kontakt. Mogę zadzwonić do każdego, jestem w stanie zweryfikować podane kwoty z polskimi zawodnikami czy trenerami. Zrobiłem to, gdy pan Jasiński w tym roku podał, że zaległości to 6 milionów i przedstawił podział na graczy, trenerów, inne podmioty.

Potwierdzili jego słowa?

– W kilku przypadkach potwierdzili, w niektórych nie. Oczywiście można tradycyjnie uznać, że to spór. Obawiam się jednak, że w najbliższym czasie będą wypływały kolejne kwoty.

Czy w obecnym sezonie klub płacił zawodnikom na bieżąco?

– Nie wiem. Ja co prawda złożyłem rezygnację w grudniu, ale przestałem się angażować po poprzednim sezonie, gdy pan Jasiński podpisał bez mojej wiedzy porozumienia dotyczące dwóch dodatkowych wypłat. We wrześniu prezydent znowu chciał wyciągnąć rękę, zaprosił kilka osób i pana Jasińskiego, by porozmawiać o sprawie. Pan Jasiński odpisał, że wszystko jest w porządku i nie potrzebuje pomocy.

Skoro tak mówi, to może tak jest?

– Może. Z tego co wiem, to pan Jasiński mówił, że ten sezon będzie go kosztował w sumie 7 milionów. Ja naprawdę mam nadzieję, że mu się uda i że zawodnicy nie opuszczą klubu przed końcem rozgrywek. Jestem całe życie związany z koszykówką. Nie zależy mi na tym, żeby zaszkodzić dyscyplinie. Nie chciałem komentować rezygnacji z Rady Nadzorczej, odszedłem to odszedłem. Po ataku personalnym stwierdziłem, że jednak skomentuję, bo pewne sprawy trzeba wyjaśnić.

Wielu kibiców twierdzi, że ta sprawa zrobiła się polityczna i chodzi o przepychanki prezydenta Kubickiego z władzami województwa lubuskiego. Co pan na to?

– Mogę ten zarzut odbić bardzo prosto. Przecież miasto dało w tym roku 1.5 miliona złotych. Czy prezydent Kubicki mówi, że w przyszłym roku nie da w ogóle? Da mniej na cały sport. Wszyscy chyba wiedzą, jaka jest sytuacja w ostatnich miesiącach. Z powodu pandemii dostaniemy mniej wpływów z podatków. Jeśli spadną o kilkadziesiąt milionów, a 75% wydatków mamy sztywnych, to może się okazać, że będziemy mieli bardzo małą możliwość manewru. Po prostu trzeba ograniczać wydatki tam, gdzie można i niestety sport ucierpi. Nie tylko koszykówka.

Rozmawiał Jakub Wojczyński – Przegląd Sportowy

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved