Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Kiepski początek sezonu w wykonaniu Miami Heat

Kiepski początek sezonu w wykonaniu Miami Heat

fot. allucanheat.com

To dopiero początek sezonu, więc na dramatyzowanie jest oczywiście za wcześnie, ale finaliści ostatniego sezonu NBA Miami Heat nie zaczęli nowych rozgrywek w dobrej dyspozycji.

Wśród obaw przed wczesnym rozpoczęciem rozgrywek 2020/2021 pojawiały się te dotyczące zmęczenia ekip, które najdłużej grały o mistrzostwo w sezonie 2019/2020. Trudno powiedzieć, czy przeciętny start takich drużyn jak właśnie Heat ma związek właśnie z krótszą niż u innych przerwą, ale to możliwe. Finaliści ligi byli na parkiecie jeszcze w połowie października, a dla porównania osiem drużyn niezaproszonych na finisz sezonu w ośrodku Walta Disneya pauzowało od marca, czyli przez ponad dziewięć miesięcy. Oczywiście uproszczeniem byłoby uznanie tego za decydujący czynnik, ale może nieprzypadkowo bardzo dobry początek sezonu mają słabi rok temu Cleveland Cavaliers (bilans 4-2), Atlanta Hawks (4-2) i New York Knicks (3-3).



Tymczasem niespodziewanie październikowi finaliści Heat wygrali tylko 2 z 5 spotkań, choć ich skład nie został poważnie osłabiony, a nawet odwrotnie. Owszem, kontuzjowany był jeden z liderów Jimmy Butler, ale jedno z dwóch spotkań bez niego drużyna z Florydy akurat wygrała. Był to drugi z meczów z Milwaukee Bucks, których Heat pokonali w drugiej rundzie ubiegłorocznych play-off. W pierwszym Bucks rozgromili drużynę z Miami aż 144:97. Trener Erik Spoelstra powiedział potem, że miał wrażenie, iż Bucks czekali na to starcie od wyeliminowania z walki o mistrzostwo. Ale konfrontacja z Heat nie miała dodatkowego kontekstu w przypadku Dallas Mavericks i Orlando Magic, którzy też już potrafili pokonać drużynę Spoelstry.

Trener Heat od początku nie chciał narzekać na krótką przerwę między sezonami zauważając, że nawet w „normalnym” roku finaliści też mieli mniej odpoczynku. – Taka jest cena pogoni za czymś wspaniałym. Dużo łatwiej jest być drużyną przegrywającą, która nie awansuje do play-offów albo odpada w pierwszej rundzie. Nie wymaga to dużych nakładów emocjonalnych ani fizycznych. To jest coś innego – powiedział. Być może ten wątek emocjonalny ma znaczenie, bo Heat w play-off rzucili wszystko na szalę i zaszli zaskakująco daleko, a na końcu tuż przed osiągnięciem celu jednak im się nie udało. Na dodatek mieli wtedy poczucie, że los był niesprawiedliwy, bo nie dostali pełnej szansy sprawdzenia się w rywalizacji z Los Angeles Lakers. Przecież w trakcie finału kontuzji doznawali Goran Dragić i Bam Adebayo, czyli dwaj zawodnicy pierwszej piątki. Od razu padły słowa o przygotowaniach do rewanżu i chęci poprawienia osiągnięcia, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić.

– Teoretycznie ciągłość składu powinna pomóc. Ważne jest to, że zawodnicy czują się połączeni, mają wspólny cel i pewną wiedzę, a także koleżeństwo, które zostało już zbudowane przez kilka miesięcy i przez ogień rywalizacji w play-offach. To ma znaczenie. Cieszymy się, że byliśmy w stanie zatrzymać w składzie większość zawodników – mówił Spoelstra. W porównaniu z zespołem grającym w Walt Disney World obecnie w drużynie nie ma Jae Crowdera, Derricka Jonesa i Solomona Hilla. Tylko Crowder pełnił w play-off ważną rolę wychodząc w pierwszej piątce. Nowe twarze to przede wszystkim Avery Bradley, Maurice Harkless i debiutant Precious Achiuwa. Z tego tercetu największą rolę powinien odgrywać Bradley (ostatnio w Lakers, ale w ośrodku Disneya go nie było), który jest świetnym obwodowym obrońcą, ale graczem w innym typie niż Crowder, więc jego obecność wymaga przebudowania rotacji. Zresztą zawężoną – jak przez niemal całe play-off – do dziewięciu (momentami ośmiu, a nawet siedmiu) zawodników nie da się grać w rundzie zasadniczej.

Spoelstra musi lekko przeprogramować zespół tak, by w tej rundzie zasadniczej był w stanie częściej wygrywać niż przegrywać i jednocześnie nie zajechać podstawowych zawodników. Wbrew pozorom to nie jest łatwe zadanie, bo Heat przecież najlepszą koszykówkę pokazali wtedy, gdy stawka była największa. Dla zespołu, który co 2-3 dni grał mecz o wszystko z psychologicznego punktu widzenia obecne spotkania podświadomie nie stanowią tak wielkiego wyzwania i powodu do mobilizacji. Krótko mówiąc Heat nie są tak zdesperowani jak kilka innych z różnego powodu głodnych ekip i to może źle się dla nich skończyć. O awans do play-off raczej nikt w Miami nie powinien się martwić, ale marząc o walce o mistrzostwo lepiej być przynajmniej w czołowej czwórce. Teoretycznie Heat pokazali, że można z piątego miejsca awansować do finału ligi, ale przecież wtedy przewagi parkietu nie było, bo wszyscy grali na neutralnym terenie.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-01-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved