Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Kibice w Seattle czekają na powrót SuperSonics do NBA

Kibice w Seattle czekają na powrót SuperSonics do NBA

fot. nba-live.com

Czy kultowi SuperSonics wrócą do NBA? „Seattle jest pierwsze w kolejce, jeśli władze zdecydują się powiększyć ligę” – twierdzą dziennikarze ESPN. A fani NBA na ten ruch czekają od ponad dekady.

Była minuta do końca, gdy gospodarze przegrywali z Dallas Mavericks 94:95. Ale tego dnia – 13 kwietnia 2008 r. – wszyscy w hali czuli, że ten wieczór dla Seattle SuperSonics nie może skończyć się w ten sposób.  Odpowiedzialność wziął na siebie szczudłowaty, nieźle zapowiadający 20-letni debiutant Kevin Durant. Akcja dobiegała końca, gdy znalazł dla siebie pozycję do rzutu – i trafił!



Wybuchła radość, która po kolejnych punktach Duranta w kontrze zamieniła się w euforię. Gdy syrena zawyła po raz ostatni, 20 tys. fanów w Key Arenie rzuciło się sobie w ramiona tak, jakby ich drużyna wygrała właśnie siódmy mecz finału, a nie spotkanie sezonu regularnego. Durant wbiegł w tłum, a gdyby pokusił się o „stage diving”, fani zapewne wynieśliby go pod samą kopułę hali. Kool and the Gang wyśpiewali z głośników, by „celebrować dobre czasy”, ale fani jeszcze głośniej krzyczeli: uratujcie naszych Sonics!

Kibice zaklinali rzeczywistość, wiedząc, że jest na to zdecydowanie za późno. Już dwa lata wcześniej Howard Schultz, były szef Starbucksa i właściciel Sonics, sprzedał zespół (razem z siostrzaną drużyną WNBA Seattle Storm) grupie biznesmenów, która od sezonu 2008-09 przeniosła ją do Oklahomy. Wygrany mecz z Mavericks był ostatnim, jaki drużyna rozegrała w Seattle jako „Ponaddźwiękowcy” – w nowym mieście zmieniła nazwę na „Grzmoty” (Thunder).  O przenosinach do Oklahomy było zresztą bardzo głośno, opinię wyrażali w tej sprawie najważniejsi ludzie w NBA, a dziennikarze wprost dowodzili, że drużyna została „wykradziona” z Seattle, powstał nawet film dokumentalny „Requiem for a team”.

Nie zmienia to jednak faktu, że koszykówka opuściła Seattle, ale miasto wciąż tę dyscyplinę kocha – powstają petycje, fani pikietują na ulicy żądając powrotu Sonics (miasto zachowało prawo do nazwy i logo), a hasztag #BringBackOurSonics wciąż i wciąż pojawia się w mediach społecznościowych.

Nic dziwnego. Sonics – tę nazwę, spośród 25 tys. propozycji, wybrano w latach 60. na cześć Boeing Company, która wyprodukowała Boeinga 2707, który miał przewozić pasażerów z ponaddźwiękową prędkością – to drużyna o pięknej historii, z mistrzowskim tytułem zdobytym w 1979 r. Dla fanów jest jednak przede wszystkim symbolem lat 90., gdy w NBA na dobre rozkwitła era jordanowska i post-dream teamowa. Drużyna z Garym „Rękawicą” Paytonem, Shawnem Kempem i Niemcem Detlefem Schrempfem dotarła zresztą do finału w 1996 r., strasząc Chicago Bulls i wygrywając z „Bykami” dwa mecze. Payton w serialu „Last Dance” twierdzi zresztą, że gdyby to on od początku serii krył Jordana, to wówczas tytuł powędrowałby do Seattle.

Od 2008 r. co najmniej kilkakrotnie było – a przynajmniej tak się wówczas wydawało – blisko reaktywacji Sonics. W 2013 r. przeprowadzkę do Seattle planowały władze Sacramento Kings, operacja miała kosztować 525 mld dol. Z kolei w 2018 r. odbudowę drużyny w tym mieście planował nawet Dwayne Wade, ale były to raczej luźne przemyślenia gracza snującego plany o emeryturze. Tym razem jednak, jak twierdzą dziennikarze ESPN, Seattle jest już naprawdę bliskie odzyskania drużyny koszykarskiej w swoim mieście.

Dziennikarz Brian Windhorst twierdzi, że od pięciu lat wypytuje komisarza NBA Adama SIlvera o ligową ekspansję, ale do tej pory był on nieugięty, twierdząc, że nie ma ku temu sposobności. – Teraz Silver zmienił swoją postawę – przyznał Windhorst w podcaście Jake i Stacy z 710 ESPN Seattle.

W grudniu Silver przyznał dziennikarzom, że z powodu pandemii koronawirusa jest otwarta na nowe zespoły. Tim Bontemps z ESPN potwierdził zaś, że „Seattle jest pierwsze w kolejce”, jeśli NBA zdecyduje się powiększyć ligę o jedną bądź dwie drużyny. Potwierdziła to sama burmistrzyni miasta Jenny Durkan z Partii Demokratycznej, która w wywiadzie dla KING5 przyznała, że „sprawa wygląda optymistycznie”. – Historycznie rzecz biorąc, NBA rozrastała się w czasach, gdy liga miała trudności finansowe – stwierdził Windhorst. – Byłbym zdziwiony, gdyby szukając nowych możliwości Adam Silver nie zerkał w stronę Seattle – dodał.

Jednym z kluczowych elementów w całej układance jest renowacja dawnej hali SuperSonics – Key Areny. Climate Pledge Arena, bo tak nazywa się dziś obiekt w Seattle, została niedawno oddana do użytku po wieloletnim remoncie i jest jednym z najbardziej nowoczesnych obiektów w całych Stanach Zjednoczonych. Od 2022 r. będzie ona domem dla koszykarek Storm (które ostatecznie w 2008 r. zostały w Seattle), a już od tego roku mają w niej występować hokeiści nowopowstałej drużyny Seattle Kraken.

Windhorst wprost mówi, że to „szaleństwo”, iż miasto tak bardzo zakochane w sporcie nie ma swojego przedstawiciela w lidze NBA. W kolejce, obok Seattle, wysoko są ponoć także propozycje włączenia do ligi Las Vegas i Mexico City. Bez względu na to, czy Adam Silver podejmie decyzję o powrocie NBA do Seattle, miasto i klub będą potrzebowały przynajmniej trzy lata na zbudowanie całej organizacji. Ale fani SuperSonics nauczyli się cierpliwości jak nikt inny.

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-01-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved