Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Kamil Łączyński wciąż pozostaje bez klubu

Kamil Łączyński wciąż pozostaje bez klubu

fot. FIBA

Kamil Łączyński tydzień przed startem Energa Basket Ligi pozostaje bez zespołu i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się zmienić. MVP finału z 2018 roku i reprezentant Polski liczy teraz na oferty zagraniczne. – Prowadziłem rozmowy z kilkoma klubami z polskiej ligi, ale nic z tego nie wyszło i na początku sezonu w EBL nie zagram. Nie można jednak wykluczać, że stanie się tak później – mówi koszykarz.

Musiałby zdarzyć się cud, by kibice mogli oglądać Kamila Łączyńskiego w pierwszej kolejce EBL, która potrwa od 27 do 30 sierpnia. – Prowadziłem rozmowy z kilkoma klubami z polskiej ligi, ale nic z tego nie wyszło i na początku sezonu w EBL nie zagram. Nie można jednak wykluczać, że stanie się tak później – zauważa. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na liście zespołów, do których mógł tego lata trafić 31-letni rozgrywający były m.in. ekipy ze Szczecina, Lublina, Ostrowa, Włocławka, a także z Torunia. Ten ostatni przypadek to najświeższa sprawa, lecz już wiadomo, że w Polskim Cukrze postawili na Obiego Trottera.



Łączyński w latach 2015-2019 był podstawowym graczem Anwilu Włocławek, z którym zdobył dwa tytuły mistrza kraju, a w 2018 roku wspomnianą nagrodę MVP finału. Od kilku lat gra regularnie w reprezentacji Polski, był uczestnikiem mistrzostw świata 2019 w Chinach. Sezon 2019/2020 spędził w Śląsku Wrocław, gdzie miał średnio 10.3 punktu oraz 6.4 asysty. Po przerwaniu ligi z powodu pandemii koronawirusa jego kontrakt został rozwiązany, a rozstanie ze Śląskiem przebiegło raczej w niezgodzie.

Brak klubu dla Łączyńskiego na początku sezonu EBL może być pewnym zaskoczeniem, choć już rok temu po odejściu z Anwilu znalezienie pracy w Polsce nie było dla niego łatwym zadaniem. Większość zespołów zatrudnia do roli podstawowego rozgrywającego obcokrajowców, a czołowi Polacy (jak Łukasz Koszarek, Łukasz Kolenda, Krzysztof Szubarga) w większości są przywiązani do swoich pracodawców na wiele lat. Na dodatek nie jest tajemnicą, że ze względu na sposób zatrudniania obcokrajowców są oni tańsi w utrzymaniu niż rodzimi koszykarze. Lub też inaczej mówiąc: Polak chcąc dostać „na rękę” tyle, ile zagraniczny musi poprosić klub o większą kwotę.

Nie należy jednak zapominać, że EBL startuje w tym roku miesiąc szybciej niż zwykle i szybciej niż wszystkie poważne zagraniczne. Gdyby rok temu Łączyński tydzień przed otwarciem EBL (19 września) był bezrobotny, to mógłby się poważnie martwić, bo wtedy Polska zaczynała równolegle z resztą Starego Kontynentu. Teraz ma jeszcze sporo czasu na podpisanie umowy za granicą. To rzecz jasna nie będzie proste, ale wiele drużyn ze średnich lub dobrych lig europejskich jeszcze nie skompletowało składów.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2020-08-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved