Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Jarosław Zyskowski: Nigdy się nie czułem zadaniowcem

Jarosław Zyskowski: Nigdy się nie czułem zadaniowcem

fot. Tomasz Browarczyk - plk.pl

– Jeśli zostanę w polskiej lidze, na pewno chciałbym zdobyć kolejne mistrzostwo. I raczej nie nazwałbym tego staniem w miejscu. Po to jesteś sportowcem, żeby wygrywać tytuły. Na razie skupmy się jednak na turnieju w Niemczech – mówi Jarosław Zyskowski. – Jeśli tylko trener Taylor będzie mnie widział w zespole, ja będę gotowy! – zapewnia.

Zacytuję jeden z nagłówków z poprzedniego roku: Jarosław Zyskowski – idealny zadaniowiec. Wciąż byś o sobie powiedział w ten sposób?



Jarosław Zyskowski:Nie, nigdy się nie czułem zadaniowcem. Zwyczajnie zawsze starałem się wypełniać rolę, jaką trener ode mnie oczekiwał. W Anwilu miałem inne zadania. Sukcesów zespołowych nam nie brakowało, wygraliśmy dwa mistrzostwa. Potem wykorzystałem szansę, jaką dostałem w Stelmecie.

W obu klubach zdobyłeś tytuł, ale postęp w statystykach był niezaprzeczalny. Sezon 2018/2019 w Anwilu: 10,6 punktów, 55,6% za dwa, 42,7% za trzy. Sezon 2019/2020 w Stelmecie: 15,7 punktów, 58% za dwa, 46,8% za trzy. Chodziło tylko o minuty?

– Ja zawsze wiedziałem, na co mnie stać, a mój potencjał został w Stelmecie po prostu w pełni wykorzystany. Nic się w mojej grze nie zmieniło. Oczywiście procentuje nabyte doświadczenie czy boiskowe cwaniactwo. Decydujące okazały się jednak otrzymane zaufanie i większa liczba minut. Trener na mnie stawiał od samego początku.

Bycie Polakiem w PLK wiąże się z byciem niedocenianym?

– Na pewno widziałem w niektórych miejscach, że obcokrajowcy byli z góry lepiej traktowani. Zarówno przez kluby, jak i trenerów. Dało się zauważyć, że bardziej im zależy na interesie zawodników z zagranicy, niż Polaków.

Na czym to polega?

– Przykładowo: istnieje jeden zespół, w którym jest zasada, że auta klubowe dostają tylko obcokrajowcy. Bo tak jest, było i będzie. Dziwne, bo wydaje mi się, że przydałoby się dbać o rodzimych graczy i przede wszystkim, traktować wszystkich na równi.

Myślisz, że może się to teraz zmienić? Poniekąd za twoją sprawą, bo zostałeś MVP.

– Nie, nie sądzę. W poprzednich latach tę nagrodę też czasami zdobywali Polacy – Łukasz Koszarek albo Mateusz Ponitka. I raczej ten odbiór się nie zmienił, moje wyróżnienie nie będzie miało większego wpływu.

Pojawiają się pomysły, żeby – w związku z pandemią – ograniczyć liczbę obcokrajowców. Nie tylko w koszykówce, ale również innych dyscyplinach. Myślisz, że mogłoby to pomóc polskim zawodnikom?

– Na razie to pogłoski, mogę na podstawie niemieckiej ligi powiedzieć, że wszystko jest tak jak wcześniej. Przynajmniej sześciu Niemców i maksymalnie sześciu obcokrajowców w składzie. Co do polskich zawodników – jeśli chcesz grać, to musisz się przebić. Najpierw podczas treningów, a potem na meczach. I w pewnym momencie możesz grać regularnie. Też nie powinno być zakładane z góry, że ktoś jest pewniakiem i ma trzydzieści minut za darmo.

Obecnie nieco oddaliłeś się od krajowego podwórka. Rasta Vechta – twój nowy pracodawca, jak do niego trafiłeś?

– Dostałem telefon od agenta, czy jestem zainteresowany dokończyć sezon w lidze niemieckiej. Od razu się zgodziłem. Potem zadzwonił do mnie trener tego zespołu i szybko ustaliliśmy, żebym pojawił się na miejscu, aby przejść test na koronawirusa. I jak wynik wyjdzie negatywny, to zacznę trenować z zespołem. Wszystko było kwestią dwóch dni.

Od dłuższego czasu mówiłeś agentowi, żeby szukał ofert z zagranicy?

– Tak. Na samym wstępie podkreślałem, że jak pojawi się okazja, to będę chciał z niej skorzystać, spróbować swoich sił. Na razie nie wyjechałem na specjalnie długo, bo pewny jest tylko miesiąc (Zyskowski podpisał kontrakt do końca sezonu, ale jest opcja jego przedłużenia przyp-red). Taki przedsmak, zobaczymy, jak sobie poradzę. A co będzie potem? Jestem skupiony na teraźniejszości, chcę pokazać się na turnieju. Ale żadnych furtek nie zamykam.

Przejdźmy zatem do przyszłości reprezentacyjnej. Liczysz na kolejne powołanie Mike Taylora?

– Jasne, reprezentowanie barw narodowych to wielki zaszczyt dla każdego sportowca. Ale to już nie ode mnie zależy, tylko od wizji trenera. Ostatnio brałem udział w meczach eliminacyjnych do Eurobasketu. Za wiele nie pograłem, ale to i tak było świetne i ważne doświadczenie. W końcu wcześniej nie miałem okazji wystąpić w oficjalnym spotkaniu kadry.

Przełożenie igrzysk olimpijskich to w twoim przypadku niezła informacja. Kadra jest wiekowa, rok więcej do kalendarza, młodsi zawodnicy mogą z tego skorzystać.

– Z drugiej strony szkielet reprezentacji się zbytnio nie zmienia. Szczególnie jeśli chodzi o zawodników obwodowych. Trener trzyma się swojego składu. Trudno się dziwić, bo osiągnęli bardzo dobry wynik na mistrzostwach świata, historyczne ósme miejsce. Ale jeśli tylko trener Taylor będzie mnie widział w zespole, ja będę gotowy!

Rozmawial Kacper Marciniak – cały wywiad w serwisie kierunektokio.pl

źródło: kierunektokio.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved