Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Jacek Winnicki: Jesteśmy w trakcie budowy drużyny

Jacek Winnicki: Jesteśmy w trakcie budowy drużyny

fot. Tadeusz Surma/PGE Spójnia

Jeden z najbardziej doświadczonych trenerów w Energa Basket Lidze po dwóch latach wraca do Dąbrowy Górniczej. – Mam nadzieję, że kibice będą zadowoleni z naszych występów – mówił w rozmowie z TVPSPORT.PL Jacek Winnicki. – Teraz głównie koncentrujemy się na Polakach, ale oni nie spieszą się z podpisywaniem kontraktów. My nie chcemy podbijać cen – dodaje szkoleniowiec MKS-u.

Czym przekonał trenera klub z Dąbrowy Górniczej?



Jacek Winnicki: – Przede wszystkim mam bardzo dobrze wspomnienia z Dąbrowy. Pracowałem tam dwa lata i świetnie się czułem. Ceniłem sobie współpracę z prezesem Łukaszem Żakiem. Zrobiliśmy wtedy niezły wynik. Mieliśmy problemy, ale wspólnymi siłami udało nam się je przezwyciężyć.

MKS Dąbrowa Górnicza to klub mający niższy budżet i dopiero aspirujący do walki o play-off. Teoretycznie nic nie musicie, a tylko możecie.

– Wymagam od siebie bardzo dużo. Chcę zbudować drużynę, która będzie grała fajną koszykówkę. Mam nadzieję, że kibice z Dąbrowy i nie tylko będą zadowoleni z naszych występów. Taki jest plan. Zawsze stawiam sobie wysokie cele i chcę je realizować.

Jaki ma być nowy zespół według pomysłu Jacka Winnickiego?

– Chcemy grać koszykówkę dynamiczną, która będzie oparta na dobrej obronie. Musimy być też agresywni. Zwrócę większą uwagę na szybki atak, ponieważ elementy, o których wspomniałem, dominują w nowoczesnym baskecie. Dopiero jesteśmy w trakcie budowy drużyny. Zamierzamy szukać zawodników, którzy są silni fizycznie i nie boją się takiej gry. Mamy na to środki. Oczywiście nie są nieograniczone, ale pozwolą nam sprowadzić odpowiednich graczy.

Bardziej zależy panu na polskim czy zagranicznym zespole? Zazwyczaj w Dąbrowie dominowali krajowi zawodnicy.

– Na pewno zatrudnimy czterech albo pięciu obcokrajowców. Mamy już Milivoje Mijovicia. Nie chcemy sprowadzić polskich koszykarzy po to, aby tylko siedzieli na ławce. Mają w znaczący sposób wpłynąć na wynik. Szukamy takich graczy.

Mówił trener o rzeczach, na których ma się opierać wasza gra. Pokrywają się one z pańską filozofią?

– Filozofię zawsze trzeba podporządkować zawodnikom, jakich się ma. Chcę zakontraktować silnych fizycznie, agresywnych i takich, którzy potrafią bronić na całym boisku. Pod to zbudujemy nasz system gry. Kluczowe będą nacisk na piłkę i szybkie przejście z obrony do ataku.

Jak minęło pół roku przerwy od koszykówki? Udało się naładować baterie?

– Z jednej strony tak, ale koszykówka była u mnie przez ten cały czas. Jestem trenerem młodzieżowej reprezentacji Polski U-20. Byłem na kilku turniejach. Prowadziłem wykłady z adeptami szkoły trenerów przy PZKosz. Pierwszy raz od ponad dwudziestu lat miałem okres bez pracy w klubie. Bardzo mnie się to przydało.

Ciężko było się dostosować do nowej sytuacji?

– Nie jest to łatwe, ale tak wygląda praca trenera. To nie było przeze mnie zamierzone. Raczej się nie załamuję i staram się dostosować do nowej sytuacji. Spędziłem więcej czasu z rodziną, a od koszykówki nie odpoczywałem.

Znalazł się czas na dodatkowe przyjemności, których wcześniej nie udało się zrealizować?

– Niestety pandemia ograniczała możliwości, ale trochę pochodziliśmy po górach i pojeździliśmy na nartach. Spędzaliśmy czas aktywnie, a niektóre rzeczy zablokował nam koronawirus.

Żałuje pan, że nie udało się dokończyć sezonu w Spójni?

– Spędziłem tam prawie półtora sezonu. W pierwszym osiągnęliśmy dobry wynik. Przedłużyłem kontrakt na kolejny. Nie był to krótki okres. Nie chcę już tego komentować. Tak się stało i jest to dla mnie rozdział zamknięty. Wierzę w swoje metody i w to, że ciężka praca przynosi efekty. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Zaskoczył trenera wynik finału Energa Basket Ligi? Wydawało się, że nikt nie jest w stanie dorównać Zastalowi.

– Tak wcześniej było, ale z biegiem czasu Ostrów grał coraz lepiej. Zastal borykał się z dużymi problemami kadrowymi. Stracił przede wszystkim Gabriela Lundberga i Marcela Ponitkę. Grek Nikos Pappas bardzo szybko doznał kontuzji i wypadł z gry. Drużyna mocno się zmieniła i w finale widzieliśmy tak naprawdę inny Zastal. To nie była cudowna maszyna, która wcześniej niszczyła wszystkich. Stal wyglądała dobrze i miała wszystkie mecze w swojej hali. To było dla nich spore ułatwienie.

Pana zdaniem atut własnej hali miał duży wpływ na tę rywalizację?

– Po to grasz rundę zasadniczą, żebyś mógł wypracować sobie przewagę własnego parkietu. Każdy walczy o to cały sezon. Zawsze rywalizacja w domu jest dużym atutem. Na pewno mocniej pomaga, gdy masz za sobą kibiców, ale nawet bez nich trenujesz tam na co dzień, znasz obręcze i w końcowym rozrachunku to dla ciebie spory handicap.

Jaki wynik zadowoli pana w tym sezonie?

– Zespół ma za sobą bardzo dobry rok. Zajął wysokie dziewiąte miejsce z trenerem Magro. Chcemy walczyć o to, aby wejść do „ósemki”. O szczegółowych celach porozmawiamy w momencie, gdy zbudujemy cały skład.

W drużynie są Mikołaj Ratajczak, Michał Nowakowski, Jakub Motylewski i Milivoje Mijović. Kolejne nazwiska pojawią się już niebawem?

– Cały czas sondujemy rynek. Jesteśmy cierpliwi i nie możemy się spieszyć. W tym momencie ceny zawodników są bardzo wysokie. Nie możemy za szybko podejmować decyzji i przepłacać koszykarzy. Prowadzimy negocjacje. Mamy różne opcje: graczy pierwszego, drugiego i trzeciego wyboru. Teraz głównie koncentrujemy się na Polakach, ale oni nie spieszą się z podpisywaniem kontraktów. My nie chcemy podbijać cen. Rozmawiamy i zobaczymy, jak wszystko się potoczy. Na razie jesteśmy w fazie wczesnej budowy zespołu.

Rozmawiał Jakub Kłyszejko – więcej w serwisie sport.tvp.pl

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved