Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Historia Michaela Hicksa – od Basketu Kwidzyn do IO w Tokio

Historia Michaela Hicksa – od Basketu Kwidzyn do IO w Tokio

fot. fiba.basketball

Michael Hicks nie krył wzruszenia po wielkim zwycięstwie reprezentacji Polski w koszykówce 3×3. Wygrana z Łotwą dała biało-czerwonym awans na igrzyska olimpijskie. „Do zobaczenia na igrzyskach” – to była ostatnia wiadomość, jaką otrzymał od swojej mamy tuż przed jej śmiercią. Koszykarz dotrzymał słowa. Z Tokio chce przywieźć złoty medal.

Został wybrany do najlepszej trójki turnieju w Grazu. Król strzelców mistrzostw świata w koszykówce 3×3 z 2019 roku, wręcz stworzony do tej dyscypliny. Wiecznie uśmiechnięty, skromny chłopak, który zaskarbił sobie sympatię polskich kibiców. Urodził się w Stanach Zjednoczonych, ale na każdym kroku podkreśla, że kocha Polskę. Skąd Michael Hicks pojawił się w naszym kraju?



Wszystko rozpoczęło się od trenera Mariusza Karola, który sprowadził Amerykanina do Basketu Kwidzyn. W tym mieście koszykarz nie zagościł zbyt długo. Jego polskim domem stał się oddalony o niespełna 56 kilometrów Starogard Gdański. Tam poznał swoją żonę Dagnę i zakochał się w mieście Kazimierza Deyny. Od początku świetnie czuł się w naszym kraju, jednak sporo rzeczy go dziwiło. Starogard jest niewielkim miastem. W momencie, gdy Hicks przeprowadził się na Kociewie, nie było tam popularnych fast foodów, ani centrum handlowego. To nie zniechęciło Amerykanina. Polubił… kotleta schabowego, flaki, rosół i tatara.

Jeszcze bardziej pokochali go kibice z Pomorza. Hicks jest kojarzony z najlepszymi momentami tamtejszego basketu. Był bardzo smutny po spadku Polpharmy z Energa Basket Ligi. W rozmowie z TVP Sport powiedział: – Czekałem cały rok… i nic. Chciałem pomóc drużynie, ale nikt się do mnie nie odezwał. Szkoda. Jeżeli ktoś zadzwoni do mnie w przyszłym sezonie, to mocno zastanowię się nad powrotem do Starogardu. Ten klub będzie zawsze w moim sercu. Grałem dla niego dziesięć lat. Starogard to moje miasto. Czuję się tu wspaniale – mówił w marcu.

Uliczny basket poznał jeszcze za czasów nauki w college’u. W jego rodzinie wszyscy grali w koszykówkę, a urodzony w Nashville (stan Tennessee) Hicks od małego był indywidualistą. Dlatego tak pokochał koszykówkę w innej odmianie. Tutaj również trzeba dzielić się piłką, ale w najważniejszych momentach meczu o sukcesie decydują umiejętności poszczególnych zawodników. Mike uwielbia taką grę. Wielokrotnie jego „dwójki” decydowały o wyniku, czyli zazwyczaj sukcesie reprezentacji Polski. Kapitalny rzut zapewnił biało-czerwonym brązowy medal mistrzostw świata.

Hicks gra, Polska wygrywa. Nikt nie wyobraża sobie naszej kadry bez 37-latka. Jego fantastyczny rzut z dystansu może rozstrzygnąć losy każdego spotkania. Pierwsza, druga, trzecia, czwarta próba nie wpadła do kosza? Mike się tym nie przejmuje! Prędzej czy później i tak zdobędzie ważne punkty i zapewni naszej reprezentacji kolejne zwycięstwa.

Wiele lat temu Hicks był bliski angażu w NBA. Na drugim roku studiów został zaproszony na camp Boston Celtics. Rywalizował tam między innymi z Kevinem Garnettem. Na jego nieszczęście w tym samym miejscu byli też Ray Allen i Tony Allen. Ostatecznie Mike musiał poszukać swojego szczęścia w innym kraju. Przez chwilę przebywał we Francji, Turcji i Portoryko. Nie podbił tamtejszych lig. Inaczej było w Polsce. Brylował w naszej ekstraklasie. Był największą gwiazdą Polpharmy, jednak w halowej koszykówce nie odniósł sukcesów. Wywalczył Superpuchar i Puchar Polski, zgarnął też wiele indywidualnych wyróżnień. Na największe zapracował już w koszykówce 3×3.

Jest świetnym strzelcem, nie ma problemów z mijaniem przeciwników, ale jego największym atutem jest coś innego. Serce do walki. Hicks zostawił wiele zdrowia, sił i potu grając z orzełkiem na piersi. To od niego trener Piotr Renkiel rozpoczyna ustalanie składu. „Money in the bank” – gdy dostaje piłkę, punkty są pewne jak pieniądze w banku. Wydaje się, że z Hicksem w składzie reprezentacja Polski w koszykówce 3×3 ma ogromne szanse na olimpijski medal. Hicks na każdym kroku podkreśla, że liczy się tylko jeden. Złoty.

Cztery lata temu w wypadku samochodowym zginęła mama koszykarza. Po zwycięstwie nad Łotwą Mike w niezwykle emocjonalny i wzruszający sposób opowiedział o bardzo ważnej dla siebie rzeczy. – Zanim zmarła, jej ostatnią wiadomością było „do zobaczenia na igrzyskach”. Od czasu gdy dołączyłem do kadry, nigdy nie przegraliśmy z Łotwą. Wiedzieliśmy, że możemy ich pokonać – mówił w niedzielę Hicks. – Brązowy medal już mam, nie chcę kolejnego! Liczy się tylko zwycięstwo i złoto. Wygraną w Tokio chciałbym zadedykować mojej mamie – dodał Hicks przed kamerami TVP Sport.

Nasi kadrowicze na czele z trenerem Renkielem nie gryzą się w język. Wszyscy zgodnie podkreślają, że sam awans na igrzyska ich nie zadowala. Celem biało-czerwonych jest zdobycie złotego medalu w Tokio. Wydaje się, że mają spore szanse na sukces. W turnieju wystąpi osiem ekip. Do rozdania są aż trzy krążki. Po ostatnich spotkaniach to raczej rywale powinni obawiać się naszej reprezentanci. Największym faworytem są Serbowie, ale Polacy wielokrotnie udowodnili, że stać ich na wiele. Nawet na złoty medal, który byłby największym sukcesem w historii polskiego basketu.

źródło: sport.tvp.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, koszykówka 3x3, reprezentacje młodzieżowe

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-06-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved