Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Filip Dylewicz: Bardzo dobrze czuję się na boisku

Filip Dylewicz: Bardzo dobrze czuję się na boisku

fot. Andrzej Romański - plk.pl

– Przerabiałem już i drugą młodość, i wino, które dojrzewa wraz z wiekiem, ale wiem, że to jest ciężka praca, która kosztuje wiele wyrzeczeń. Mogę podkręcić jeszcze swój poziom – mówi Filip Dylewicz, któremu brakuje dziewięciu meczów do pobicia rekordu występów w najwyższej klasie rozgrywkowej PLK. W piątek będzie mógł się do niego zbliżyć, gdy Asseco Arka Gdynia podejmie Spójnię Stargard. 

Już tylko 9 meczów pozostało Filipowi Dylewiczowi do pobicia rekordu występów na najwyższym szczeblu Polskiej Ligi Koszykówki. Ten wynosi 670 spotkań i należy do Dariusza Parzeńskiego. W obecnym sezonie 40-latek udowadnia swoją wartość właściwie w każdym meczu. Dość powiedzieć, że jest najskuteczniejszym strzelcem Asseco Arki Gdynia zza łuku (śr. 46,8 proc.), ale dorzuca również średnio 8,3 punktu, co jest jego najlepszym wynikiem od sezonu 2018/19.



– Wszyscy marzymy, aby cyferki były dobre po każdym meczu. To normalny ludzki odruch zainteresować się tym, co się wniosło do drużyny i jak wypadło się na tle kolegów. Na pewno chciałoby się rzucać po 20 punktów, ale rzeczywistość jest taka, że na moich barkach nie leży główna odpowiedzialność w tej układance. Mój wkład w dobro drużyny jest taki sam. Bardzo dobrze czuję się na boisku, jestem zadowolony i najważniejsze jest to, że jestem zdrowy oraz nie ma kontuzji, które wyeliminowały by mnie z gry – mówi koszykarz Asseco Arki.

A przecież przedsezonowa informacja o dołączeniu skrzydłowego do żółto-niebieskich i rozegraniu 24. sezonu w zawodowej koszykówce ucieszyła niejednego kibica koszykówki. Mogła jednocześnie szokować, bo szczególnie dwa ostatnie lata nie były udane dla zawodnika. I choćby z tego pytania obecne rozgrywki w wykonaniu zawodnika miały być znakiem zapytania. – Najpierw kontuzje i sezon z głowy. W ubiegłym odbudowanie wizerunku i wiarygodności swojej osoby, ale rozgrywki zbombardowane przez COVID, więc na dobrą sprawę dwa lata miałem stracone. Teraz jest z goła inaczej. Oczywiście, trochę inna struktura budowania drużyny, bo są sami Polacy. Coś ciekawego, ale jednocześnie to impuls, który wpływa na nas pozytywnie. Chcielibyśmy udowodnić nie tylko zawodnikom, ale trenerom i włodarzom całej ligi, że w Polak nie tylko może, ale musi być dokładką do obcokrajowców. Powinien być uznawany jako motor napędowy każdej drużyny. Tylko na naszych barkach leży odpowiedzialność za tę drużynę – tłumaczy skrzydłowy.

Wobec dobrej dyspozycji koszykarza nie brakuje głosów, że „Last Dance” Filipa Dylewicza powinno zostać przełożone na kolejny sezon. Jak 40-latek zaopatruje się do kontynuowania kariery? – Przerabiałem już i drugą młodość i wino, które dojrzewa wraz z wiekiem, ale wiem, że to jest ciężka praca, która kosztuje wiele wyrzeczeń. Niejednokrotnie jest ciężko, ale kocham to robić, gra sprawia mi olbrzymią przyjemność. Mogę podkręcić jeszcze swój poziom, bo zdobycze opieram po części na rzutach trzypunktowych, a wiem, że jestem jeszcze w stanie podziałać w strefie podkoszowej. Dopóki jestem potrzebny drużynie i dopóki trener widzi mnie jako jeden z elementów, który oddaje swój wkład, a nie tylko 40-latka, który w przeszłości coś osiągnął, to cieszę się i będę to kontynuował. Jeszcze dużo grania przed nami i jeszcze wiele może się wydarzyć – mówi z uśmiechem na twarzy koszykarz.

Aktualnie najbardziej doświadczony zawodnik polskich parkietów, 12. w tym sezonie spotkanie rozegra przeciwko Spójni Stargard. Zespół nieudanie zaczął rozgrywki, ale w ostatnich dwóch meczach odnotował zwycięstwa z Anwilem Włocławek i HydroTruckiem Radom. Natomiast żółto-niebiescy mają za sobą dwie porażki z rzędu, dlatego będą chcieli zrehabilitować się już w piątek. – Żałujemy szczególnie porażki z Astorią Bydgoszcz, która może nas dużo kosztować. Już nie chodzi o wynik, ale o to jak się prezentujemy – czy się rozwijamy czy popełniamy te same błędy. Nie jesteśmy potęgą, więc pracą, koncentracją i zaangażowaniem jesteśmy w stanie coś ugrać i pełni optymizmu wyjdziemy na parkiet. Zdajemy sobie sprawę, że możemy powalczyć z każdym. Spójnia po zmianie trenera złapała oddech. Widać, że morale się odbudowały, a ich pewność siebie znacząco wzrosła. Rywal jest w naszym zasięgu, mamy pomysł na wyeliminowanie lub utrudnianie życia najlepszym zawodnikom rywali. Najważniejsze jednak jest to, abyśmy realizowali założenia przedmeczowe – podsumowuje Dylewicz.

Więcej w serwisie sport.trojmiasto.pl

źródło: sport.trojmiasto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-11-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved