Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Filip Dylewicz: Chodzę z uniesioną głową

Filip Dylewicz: Chodzę z uniesioną głową

fot. eurohoops.net

– Głowa podpowiada, że mogę pomóc i ostatni sparing, który był pierwszym od pięciu miesięcy, tylko potwierdził, że mogę być ważnym ogniwem tej drużyny. Wiadomo, że w wieku 40 lat chciałoby się zakończyć karierę z godnością, więc nie ma do tego lepszego miejsca, jak dom – mówi Filip Dylewicz, który rozegra 24. sezon w zawodowej koszykówce. 

Wszyscy zastanawiają czy to będzie już ostatni sezon Filipa Dylewicza. Czy transferowe rozmowy Przemysławem Frasunkiewiczem trwały długo czy to była zwykła formalność i uściśnięcie dłoni?



Filip Dylewicz:Pamiętam swoje początki z trójmiejską koszykówką, kiedy spotkaliśmy się w Prokomie Treflu Sopot w 1997 roku. Od tego czasu minęło już kupę czasu. Nasze relacje były na tyle bliskie i dobre, że byłem brany pod uwagę nie tylko dwa lata temu, gdy zespół był budowany pod kątem Europcup, ale również teraz, gdy ta drużyna jest miksem młodzieńczej fantazji i doświadczenia. Cieszę się bardzo, że nie muszę nigdzie wyjeżdżać i jestem w domu. Wiadomo, że w wieku 40 lat chciałoby się zakończyć karierę z godnością, więc nie ma do tego lepszego miejsca, jak dom. Poza tym jest to ciekawy projekt, bo Arka udowodniła już, że jeśli polskimi graczami może walczyć z najlepszymi, to teraz można myśleć o tym jeszcze bardziej. Cieszę się, że dostałem taką propozycję i mogłem z niej skorzystać.

Kontynuowałby pan karierę, gdyby nie propozycja Asseco Arki?

– Prawda jest taka, że priorytetem było zostanie w Gdyni. Bardzo chciałem być tutaj na miejscu i zostać z rodziną. Nie chciałem kontynuować tego, co było w zeszłym roku. Nie chciałem się prosić, bo wiadomo że przepisy są takie, a nie inne. Wydaje mi się, że trenerzy z PLK rozumują, że Filip Dylewicz nie jest już przydatny jako zawodnik, tylko jako niebezpieczeństwo w ewentualnej przyszłości funkcjonowania tej osoby na ławce trenerskiej. To jest zrozumiałe, nie oszukujmy się. Jestem trochę w baskecie, trochę też osiągnąłem indywidualnie i drużynowo. Na pewno będę starał się nie zawieść zaufania trenera, miasta i kolegów z drużyny. Głowa podpowiada, że mogę pomóc i ostatni sparing, który był pierwszym od pięciu miesięcy, tylko potwierdził, że mogę być ważnym ogniwem tej drużyny.

Wierzył pan jeszcze w powrót do Energa Basket Lidze po transferze do I-ligowej Polonii Leszno?

– Nigdy nie brałem innego scenariusza pod uwagę, bo mam takie same zdanie, jak 20 lat temu. Chcę grać na najwyższym poziomie, całe życie byłem w dobrym klubach, z częścią osiągałem duże sukcesy, więc moje CV jest w miarę przyzwoite. Przez te wszystkie lata skromność zawsze mówiła, że to nic wielkiego, natomiast teraz zastanawiałem się „czego ja mam się wstydzić i mam się czuć nieswojo, że tyle osiągnąłem?”. Tak naprawdę niczego nikomu nie zabrałem, a ciężka praca zaowocowała, że byłem brany pod uwagę przy budowaniu zespołów, które w historii Polski nigdy nie były takie mocne i prawdopodobnie przez wiele lat takich nazwisk nie będzie, bo kto może powiedzieć, że moim kolegą był m.in. Milan Gurović czy inni z absolutnego europejskiego czy światowego topu. Teraz mamy natłok ludzi z uniwersytetów, którzy na dobrą sprawę nic nie znaczą. Dziś chodzę z uniesioną głową i jestem z tego dumny, że udało mi się wszystko osiągnąć.

źródło: sport.trojmiasto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Energa Basket Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-07-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Koszykówki All rights reserved