Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Dwóch młodych z Ulm, którzy chcą grać dla Polski

Dwóch młodych z Ulm, którzy chcą grać dla Polski

fot. pzkosz.pl

Jeden zamiast reprezentacji Polski mógłby wybrać Chorwację, drugi Wielką Brytanię, a obecnie razem uczą się koszykówki w Niemczech. Ale obaj nastoletni zawodnicy chcą grać w biało-czerwonych barwach także na seniorskim poziomie. I już wkrótce Igor Milicić junior oraz Jeremy Sochan dostaną taką szansę.

18-letni Igor Milicić i 17-letni Jeremy Sochan w obecnym sezonie przez większość czasu występują w drużynie rezerw Ratiopharmu Ulm. Trenują w ciągle rozwijającej się, działającej u boku tego klubu Orange Academy. – Ktoś mógłby pomyśleć, że się nie polubimy. Polak spotkał Polaka za granicą i nie będzie z nim rozmawiał – śmieje się Milicić. Poznali się już wcześniej na zgrupowaniu kadry młodzieżowej. W Ulm znajomość się pogłębiła, podczas meczów wyjazdowych Polacy mieszkają razem w pokoju. – Igor to świetny gość, jak brat. Zawsze się dobrze bawimy – mówi Sochan. – Jesteśmy jednymi z najlepszych przyjaciół – dodaje Milicić.



Ich powołanie do składu reprezentacji Polski przed lutowymi meczami eliminacji EuroBasketu 2022 zwraca uwagę z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że mimo ich młodego wieku już teraz chodzi o seniorską kadrę, a po drugie dlatego, że Polska rywalizowała o ich względy z innymi. Choć z drugiej strony wydaje się, że była to rywalizacja czysto teoretyczna. W przypadku Sochana Wielka Brytania miała niewielkie szanse, choć kilka lat temu był zapraszany na obozy. Ale nikt się do niego nie odzywał od czasu, gdy zagrał w polskich kadrach młodzieżowych. – Polska to mój kraj, moja mama i większość rodziny pochodzą z Polski – mówi zawodnik, który co prawda urodził się w USA, ale wychował na Wyspach Brytyjskich.

Sytuacja Milicicia wyglądała nieco inaczej, bo od urodzenia mieszkał w Polsce, a jego ojciec jest Chorwatem. – Z Chorwacji nigdy do mnie nie dzwonili, więc wybór był bardzo prosty – ucina Milicić junior. On w przeciwieństwie do Sochana w reprezentacjach Polski niższych kategorii wiekowych nie wystąpił. W ubiegłym roku pojawił się jednak na zgrupowaniu kadry młodzieżowej i wypadł tam bardzo dobrze. A gdyby Chorwatom bardziej zależało? – Można tylko gdybać. Jesteśmy teraz bardziej związani z koszykówką polską niż chorwacką, Igor nigdy nie grał w Chorwacji. Gdy teraz dowiedziałem się o powołaniu dla syna, to poczułem, że całe nasze poświęcenie rodzinne miało sens – podkreśla ojciec. – Zdaję sobie sprawę, że to powołanie perspektywiczne. Ale bez skromności mogę powiedzieć, że mamy w Ulm dwa skarby, które ogląda cała Europa i Stany Zjednoczone – dodaje.

Dyrektor akademii w Ulm Chris Ensminger nie wydaje się być mocno zaskoczony powołaniami dla Milicicia i Sochana. – Wiem, że reprezentacje z całej Europy starają się dawać szansę młodym graczom i szybko włączają ich do seniorskiej kadry. Mieliśmy już wcześniej powołania dla zawodników z Węgier i Czarnogóry. Niezależnie od tego, czy Igor i Jeremy zagrają teraz w seniorskiej reprezentacji, to i tak dla nich bardzo duże wyróżnienie – tłumaczy Amerykanin, który osiadł w Niemczech po zakończeniu udanej kariery zawodniczej w Bundeslidze. Dyrektorem jest od czterech lat, pełni także rolę trenera w niektórych zespołach. W poprzednich sezonach prowadził Milicicia w zespole do lat 19. Jednym z dwóch, tym słabszym. Dzięki temu Polak mógł już bezpośrednio po przenosinach do Ulm w 2018 roku grać średnio po 20-25 minut. Podobne rozwiązanie z dwoma zespołami w roczniku stosowane jest w Ulm także w niższej kategorii wiekowej.

– Trzeba działać tak, by zawodnicy mogli uczyć się także poprzez grę i poprzez błędy, które na pewno będą popełniać. Gdyby oceniać nas po bilansie, to byłaby to pewnie słaba ocena, bo odnieśliśmy wtedy tylko kilka zwycięstw. Ale moim zadaniem jest rozwój graczy i od pierwszego meczu do ostatniego bardzo się poprawili. Oczywiście my chcemy odnosić wygrane, bo wygrywanie to także jest umiejętność. Z drugiej strony jeśli wygrywasz różnicą 60-70 punktów, to nie ma sensu i nie uczysz się w ten sposób. Dlatego stawiam swoim zawodnikom wyzwania i np. mówię, żeby grali lewą ręką. Gdybym za każde takie stwierdzenie dostawał 10 centów, to byłbym milionerem – żartuje Ensminger.

Matką Jeremy’ego jest Aneta Sochan, była zawodniczka Polonii Warszawa, która wyjechała na studia do USA, gdzie poznała późniejszego ojca Jeremy’ego. Od drugiego roku życia syn mieszkał na Wyspach Brytyjskich, początkowo w Southampton, a potem w Milton Keynes. Jako nastolatek już grał w lokalnej drugiej lidze z seniorami, ale słusznie uznał, że lepiej zmienić otoczenie, bo w Anglii miałby mniejsze możliwości rozwoju. I w 2019 roku przeniósł się do wspomnianej La Lumiere, czyli jednej z najbardziej znanych szkół średnich w USA. Był już wtedy graczem rozpoznawalnym w Europie. Na mistrzostwach kontynentu kadetów zagrał po raz pierwszy w 2018 roku przeciwko w większości starszym rywalom, a rok później był MVP turnieju dywizji B, który Polska wygrała awansując do elity.

Do polskiej kadry Sochan dostał się dzięki staraniom mamy. – Napisała e-maila do PZKosz, złapała kontakty, pokazała nagrania z moimi akcjami i zostałem zaproszony na pierwszy obóz w 2018 roku. Pierwsze dni były dla mnie bardzo trudne, bo nie znałem nikogo. Ale ja jestem otwarty, inni zawodnicy byli przyjaźnie nastawieni i teraz mam dużo znajomych w Polsce – mówi Sochan, który dobrze posługuje się językiem polskim. O koszykówce woli rozmawiać po angielsku, co jest zrozumiałe, skoro uczył się jej poza Polską. Z jednym wyjątkiem, którym był Draft Camp. W 2015 roku nieznany wcześniej w środowisku koszykarskim w naszym kraju chłopak pojawił się na obozie w Brodnicy i zagrał w zespole… Cleveland. Organizatorzy dla ubarwienia rywalizacji nazywają obozowe drużyny wzorując się na NBA. W półfinale Sochan zdobył wtedy 24 punkty prowadząc zespół do wygranej z Golden State i przegranego finału z Houston.

– Jeremy przyjechał do nas jako 12-latek, choć był to obóz dla zawodników w wieku 14-15 lat. Gdy pierwszy raz zobaczyłem zgłoszenie, to skontaktowałem się z jego mamą i próbowałem wytłumaczyć, że lepsze dla niego będą treningi z rówieśnikami. Okazało się, że tylko w tym terminie mógł być w Polsce, więc ostatecznie się zgodziliśmy. Od naszych wspólnych znajomych dostaliśmy potwierdzenie, że powinien sobie poradzić. Oczywiście był słabszy fizycznie od większości, ale nadrabiał dobrym rozumieniem gry i podejściem do treningów. Był bardziej pracowity od wielu starszych kolegów i chłonął wiedzę. Na boisku nie odstawał od innych, ale nawet się wyróżniał, a w tym wieku 2-3 lata różnicy to przecież bardzo dużo – zauważa Marcin Popiołek, jeden z trenerów Draft Campu. – To było fajne doświadczenie, chociaż byłem jednym z młodszych zawodników. Ale ja zawsze chciałem grać ze starszymi i większymi. W ten sposób można się wiele nauczyć. W kolejnych latach byłem na obozach w innych krajach, ale Draft Camp rekomenduję każdemu – podkreśla Sochan.

17-latek mierzy już ponad 2 metry (konkretnie 204 cm) i gra jako skrzydłowy. Może być i silnym, i niskim, trudno przewidzieć, na której pozycji będzie występował w seniorskiej karierze. Ensminger chwali jego koszykarskie IQ, rozumienie gry, możliwość obrony przeciwko graczom ze wszystkich pozycji poza środkowym, uważa, że Jeremy pomaga drużynie na wiele różnych sposobów. Przekonuje, że Sochan musi być jednak równiejszy w walce o zbiórki i w rzutach z dystansu. – 2-3 lata temu tego nie potrzebował, bo umiał dostać się pod kosz, gdy tylko chciał. Musi także popracować nad atakowaniem close-outów (zawodnik dochodzący do gracza stojącego na obwodzie – przyp. red.) i znajdowaniem swoich miejsc do rzutu – mówi Amerykanin. Sochan też przyznaje, że powinien pracować nad rzutem, a wśród atutów wymienia swoją wszechstronność w obronie, umiejętność dzielenia się piłką, przegląd pola. Widzi siebie jako nowoczesnego skrzydłowego, który dobrze czuje się w szybkiej koszykówce. W taki sposób pod koniec grudnia został wybrany do najlepszej piątki turnieju eliminacyjnego juniorskiej Euroligi, po którym i tak czuł niedosyt z powodu porażki z Barceloną po kiepskiej czwartej kwarcie.

Milicicia na tym turnieju w Walencji nie było, bo górną granicę wieku w tym sezonie stanowi rocznik 2003. Dwaj Polacy grają natomiast razem w Pro B, gdzie starszy Igor statystycznie radzi sobie trochę lepiej. To pierwszy wspólny sezon Sochana i Milicicia, ale ten drugi trafił do Ulm już przecież wcześniej po mistrzostwie Polskim kadetów zdobytym z Siódemką Sopot. Był wtedy najlepszym strzelcem spotkania finałowego. Igor junior ma młodszych braci Zorana i Teo, którzy także grają w koszykówkę. Niecałe trzy lata temu ich ojciec uznał, że czas na wyjazd synów z Polski. Igor Milicić senior pełnił wtedy rolę trenera Anwilu Włocławek. Do Sopotu miał stamtąd blisko, do Ulm trochę dalej. Można jednak powiedzieć, że decyzję o przenosinach Igora juniora, Zorana i Teo podjął dla ich dobra.

– Wiedziałem, jakie jest szkolenie młodzieży w Polsce i wiedziałem, że muszę ich dać do innego miejsca, żeby mieli większe szanse stać się zawodowymi koszykarzami. To ich marzenia – tłumaczy. Rodzina odwiedziła kilka miejsc w Europie, ale pojawił się mały problem, bo nie wszędzie była możliwość przyjęcia trójki. – Gdy z Ulm odezwali się, że chcą wszystkich trzech, to byliśmy wniebowzięci. Podoba mi się, jak działają, traktują nawet 10-latków profesjonalnie. Z Teo i Zoranem pracował np. Igor Perović, który wcześniej przez kilka lat był trenerem w Bundeslidze – opowiada Milicić. Młodsi synowie obecnie przebywają z rodzicami w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie pracuje ojciec. W Niemczech z powodu pandemii wprowadzono lockdown, rozgrywki w niższych kategoriach zawieszono, zajęcia szkolne odbywają się online.

Więcej w Przeglądzie Sportowym

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved