Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Dirk Bauermann: Teraz wiem, gdzie popełniłem błąd

Dirk Bauermann: Teraz wiem, gdzie popełniłem błąd

fot. basketball.de

– Teraz wiem, gdzie popełniłem błąd. Powinienem postawić na Marcina Gortata – mówi Dirk Bauermann, były trener reprezentacji Polski, który nie osiągnął z nią sukcesu na EuroBaskecie 2013. Niemiec z kadrą Tunezji przyjechał do Gliwic. Po raz pierwszy od 8 lat.

Przed mistrzostwami Europy koszykarzy w 2013 roku nadzieje na dobry wynik reprezentacji Polski były ogromne. Zatrudnienie trenera osiągającego wcześniej sukcesy z kadrą Niemiec miało w tym pomóc. Dirk Bauermann miał za sobą pracę z Dirkiem Nowitzkim, więc spodziewano się, że poradzi sobie także z polskimi gwiazdami. Największym atutem biało-czerwonych miał być podkoszowy duet gwiazd Maciej Lampe – Marcin Gortat. Skończyło się klapą, bo Polacy nie tylko odpadli z turnieju w Słowenii po fazie grupowej, ale na dodatek zrobili to w kiepskim stylu. Dwie wieże nie zafunkcjonowały, ich współpraca wyglądała bardzo słabo. Gortat, Lampe i koledzy zaczęli od porażki z Gruzją, potem przegrywali z Czechami oraz Chorwacją i zostali rozgromieni przez Hiszpanię. Na koniec w meczu tylko (dla nich) o prestiż pokonali Słowenię.



Bauermann w kolejnych latach nie kontynuował pracy z Polską. Zastąpił go Mike Taylor, który pracuje do dzisiaj. Amerykanin w kolejnych latach korzystał z Lampego i Gortata na zmianę, a nie w duecie. Bauermann prowadził natomiast kluby w Rosji, Niemczech, Turcji i Chinach oraz kadrę Iranu. Teraz opiekuje się reprezentacją Tunezji, która w Polsce przygotowuje się do kwalifikacji olimpijskich. W środę 16 czerwca zmierzy się z gospodarzami. Gortata i Lampego nie ma w składzie Polski, ten pierwszy zakończył nawet karierę.

Czy jest pan w Polsce pierwszy raz od rozstania z naszą kadrą?

Dirk Bauermann: Tak, chyba tak.

Wróciły pozytywne wspomnienia czy raczej złe?

– W większości pozytywne. Mieliśmy bardzo dobrą grupę ludzi, z którymi niesamowicie lubiłem pracować. Mieliśmy także dwóch najlepszych zawodników, którzy odmówili współpracy. To Maciej Lampe i Marcin Gortat. Naprawdę nie chcę ich winić, ale gdybym znał skalę tego problemu, to zabrałbym do zespołu tylko jednego z nich, a nie obu. Ponieważ talent jest ważny, ale chemia, relacje zawodników, tworzenie jedności szczególnie w reprezentacji są jeszcze ważniejsze. Ale jak mówię – 99% moich wspomnień z Polski to dobre rzeczy. Jestem dumny z tego, jak młodzi wtedy zawodnicy Mateusz Ponitka, Tomasz Gielo czy Adam Waczyński rozwinęli swoje kariery. Grają w Hiszpanii i Rosji. Lubiłem z nimi pracować. Chciałbym oczywiście lepszych wyników. Z odrobiną szczęścia i lepszą chemią byłoby okej.

Planowałem zapytać, czy zastanawiał się pan, co można było zrobić inaczej na EuroBaskecie 2013, ale już mam odpowiedź.

– Tak, myślę, że po prostu powinienem zabrać na turniej tylko jednego z wymienionej dwójki.

Którego?

– Nie chcę mówić… Albo nie, powiem. Marcina Gortata.

Jest pan nadal w kontakcie z kimś z zespołu albo polskiego związku?

– Od czasu do czasu wymieniam się wiadomościami, także z zawodnikami np. z Ponitką. Widziałem go też na jakimś meczu klubowym w ostatnim czasie, ale nie potrafię sobie przypomnieć, gdzie. Mam wrażenie, że gdy się widzimy, to nadal jest między nami pewna więź. Cieszę się, że oni wyglądają na zadowolonych, że mnie widzą. Cóż, minęło 8 lat.

Czyli gdy spotkał pan swoich byłych graczy tutaj w hotelu w Polsce to raczej radośnie się witaliście, a nie odwracaliście głowy.

– Było „super, że cię widzę” i uściski mimo koronawirusa. Można powiedzieć, że po obu stronach jest wiele wzajemnego szacunku i empatii.

Rozmawiał pan z Gortatem lub Lampem w ostatnich latach?

– Z Gortatem dwa razy, ale to było już dawno.

Żałuje pan, że nie dostał pan kolejnej szansy i odszedł po jednym turnieju?

– Nie pamiętam dokładnie, dlaczego się rozstaliśmy. Zawodnicy na ostatnim spotkaniu powiedzieli, że chcą, bym kontynuować pracę trenera reprezentacji. Ale nie potrafię teraz powiedzieć, dlaczego nie doszło to do skutku. To nie ma jednak znaczenia. Mike Taylor wykonał świetną pracę z nimi. Odnosili wiele sukcesów, więc wszystko jest dobrze.

Był pan zaskoczony wynikami polskiej kadry w ostatnich kilku latach np. 8. miejscem na mistrzostwach świata?

– Nie, w ogóle. Myślę, że mają naprawdę dobry zespół i dobrych zawodników. Wielu z nich gra w czołowych ligach w Europie, w Hiszpanii, w Rosji. Nie mają teraz zawodnika w NBA, ale myślę, że czasem to nawet lepiej. Uważam, że koszykówka NBA jest bardzo różna od tego, co jest w Europie i europejskiego stylu gry. Czasem lepiej mieć wysokiej klasy zawodników z Europy zamiast zawodników z NBA, który nie grają tam dużo. W NBA trochę zagubiło się myślenie o tym, że najważniejsza jest gra zespołowa i wygrywanie. Smallball, wszyscy rzucają po 40 razy za 3 punkty w meczu. Nikt nie gra obrony, częściowo z powodu przepisów. Dzieci w USA są uczone, by kogoś ośmieszyć, sprawić, że się przewróci. To okropne, to nie koszykówka. Zmierzam do tego, że europejskie granie i NBA są bardzo różne. Dlatego uważam, że czasem lepiej mieć w kadrze koszykarzy tylko z najwyższego europejskiego poziomu. Łatwiej stworzyć z nich zespół.

A nie jak np. w Niemczech?

– Tak. Połowa zespołu gra w różnych rolach w NBA. Druga połowa występuje w Europie i ciężko to wszystko połączyć, co widać po wynikach chociażby na ostatnich mistrzostwach świata.

Jak to wygląda w Afryce, gdzie pan teraz pracuje?

– Nie można stosować takich uogólnień i mówić o całym kontynencie. W Europie np. francuski basket różni się od greckiego. Analogicznie jest w Afryce. Europa ma duży wpływ na tunezyjską koszykówkę. Były francuskie tradycje, potem portugalski trener Mario Palma wprowadził europejski system ofensywy. To pomogło Tunezji znaleźć się na topie w Afryce. W ten sposób zdobyli mistrzostwo w 2017 roku. Większość afrykańskich zespołów opiera się na atletyzmie, gra szybko, dużo 1 na 1. Chcą grać jak w NBA, ale zasady są inne, boiska mniejsze i nie mają talentu jak w NBA. Ale afrykańska koszykówka mocno się rozwija. Mike Brown ze sztabu Golden State Warriors poprowadzi Nigerię. Boni Ndong grał w NBA prowadzi Senegal. Przybywa dobrych trenerów, także europejskich.

 Czyli dobrze wnioskuję, że dla pana jako trenera praca w Tunezji jest w zasadzie jak praca w Europie?

– Tak, na wiele sposobów. Zawodnicy są nauczeni zespołowej koszykówki. Oglądają nie tylko NBA, ale także Euroligę. Znają zespoły, znają praktycznie wszystkich graczy. Oglądamy te mecze nawet razem. Dla mnie osobiście to duża przewaga, że mogę prowadzić ludzi, którzy już rozumieją grę.

Rozmawiał Jakub Wojczyński – Przegląd Sportowy

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, koszykówka światowa, reprezentacja mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2021-06-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved