Strefa Koszykówki
Strona Główna > Aktualności > Derrick Rose wraca do New York Knicks

Derrick Rose wraca do New York Knicks

fot. cbssports.com

Derrick Rose wraca do trenera Toma Thibodeau i do New York Knicks. To znak, że drużyna z Nowego Jorku chce wygrywać już teraz, ale czy dobry wybór?

Najlepsze okresy w karierach Rose’a i Thibodeau nierozerwalnie łączą się ze sobą. W latach 2010-2015 Chicago Bulls z tą dwójką byli jedną z najlepszych drużyn Konferencji Wschodniej. Nie dotarli do finału ligi, ale dwa razy mieli najlepszy bilans w rundzie zasadniczej. W pierwszym przypadku awansowali do finału konferencji, w drugim ich przygoda z play-off zakończyła się już po pierwszej rundzie. Rose doznał wtedy kontuzji, która poważnie zahamowała jego karierę. Nie wrócił już do wcześniejszej wielkiej formy, a drużyna na szczyty Wschodu. W 2015 roku i Bulls, i Rose wyglądali bardzo dobrze, ale odpadli w drugiej rundzie, co skończyło się rozstaniem z Thibodeau. Po kolejnym sezonie Bulls oddali Rose’a do Knicks, co można było traktować jak zesłanie.



Bo Knicks byli wtedy zespołem, który plątał się w ogonie tabeli, ciągle zmieniał zawodników i trenerów. Rose rozegrał tam przyzwoity sezon, ale nowojorczycy skończyli na 12. miejscu. Na dodatek Rose na „wakacje” udał się przedwcześnie z powodu kolejnej kontuzji. Potrzebował czwartej w karierze operacji kolana. Jego kolejnym pracodawcą byli Cleveland Cavaliers, ale po dalszych problemach zdrowotnych oddano go do Utah Jazz, którzy zwolnili koszykarza. Wtedy w lutym 2018 roku nie brakowało głosów mówiących, że to może być koniec kariery Rose’a. Ale pomocną dłoń wyciągnął do niego Thibodeau, który prowadził Minnesota Timberwolves. Zatrudnił go na finiszu rundy zasadniczej, a w play-off Rose stał się ważnym graczem Leśnych Wilków. Przedłużył umowę i w kolejnych rozgrywkach pokazywał przebłyski dawnej dyspozycji. W jednym z meczów pobił nawet swój rekord kariery zdobywając 50 punktów. W międzyczasie zwolniono Thibodeau, a potem na rozstanie zdecydował się Rose, który trafił do Detroit.

Pistons okazali się jednak rozczarowaniem. W poprzednim sezonie niekoniecznie z powodu Rose’a (był najlepszym strzelcem i podającym), ale w obecnym koszykarz prezentował się przeciętnie dostosowując się do poziomu kolegów i zespołu. Ostatnie 5 meczów przed transferem do Knicks to średnio 11.6 punktu i 2.4 asysty przy 40% skuteczności z gry i zmniejszonej do średnio 21 liczbie minut. Patrząc z tej perspektywy można się obawiać, że w Nowym Jorku Rose będzie rozczarowaniem. Z drugiej strony początek sezonu był w jego wykonaniu lepszy, a przy Thibodeau powinien odżyć. Na pewno nie będzie mniejszą wartością niż zawodnik, za którego został pozyskany, bo Dennis Smith nie grał przecież wcale. Od początku rozgrywek spędził na boisku 28 minut, a kilka dni poprosił o możliwość występów w G-League (która jeszcze nie ruszyła).

Ale taka wymiana oznacza, że Rose zabierze komuś minuty. Można przypuszczać, że wśród tych, którzy stracą będzie także rozgrywający Immanuel Quickley, który nadspodziewanie dobrze (przeciętnie 12 punktów w niecałe 19 minut) radzi sobie na początku sezonu. Podstawowym rozgrywającym Knicks na razie był Elfrid Payton, ale wydaje się, że miejsca w pierwszej piątce nie straci, a Rose będzie jego zmiennikiem i graczem dającym energię z ławki. Zmiennicy Knicks są w ligowym ogonie pod względem liczby zdobywanych punktów, ale to wiąże się także z tym, że spędzają na boisku niewiele minut. Thibodeau zawsze był trenerem, który wykorzystywał podstawowych graczy do granic możliwości. Zresztą przy wspomnianej kontuzji Rose’a z czasów Bulls też padał zarzut zbyt mocnego wyeksploatowania gwiazdy.

Zatrudniony przed obecnym sezonem Thibodeau zrobił z Knicks drużynę grająca ładnie, skutecznie i walecznie. Już nie są pośmiewiskiem, a przynajmniej nie z powodu gry, bo z innych nadal bywa zabawnie – w jednym z meczów dwóch zawodników wyszło na parkiet w koszulkach z tym samym numerem. Knicks zajmują obecnie ósme miejsce w Konferencji Wschodniej i mają realne szanse nie tylko na udział w barażach (play-in), co daje nawet dziesiąta lokata, ale można sobie wyobrazić ich awans na szóstą pozycję i grę w play-off bez dodatkowych eliminacji. O walkę o coś więcej niż pierwsza runda będzie bardzo trudno, więc patrząc z tej perspektywy oddawanie minut zdolnego debiutanta weteranowi po przejściach (który młodszego kolegę może też oczywiście wiele nauczyć) jest kontrowersyjnym pomysłem. Ale z drugiej strony Knicks mają za sobą siedem sezonów poza play-off, a w ostatnich 16 latach grali w nich tylko trzykrotnie. Dlatego można zrozumieć, że za wszelką cenę chcą się do tej fazy dostać. Nawet gdyby miało to oznaczać porażkę 0-4 w pierwszej rundzie.

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, NBA

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Koszykówki All rights reserved